Tōkō Shinoda

Kiedy umiera artysta, zabiera ze sobą coś więcej niż tylko swoje ciało. Zabiera ze sobą zdolność tworzenia piękna, w sposób tylko jemu znany. Ucisza głos, którym chłostał, nic nierozumiejący świat ludzi obojętnych na prawdę. Shinoda Tōkō już nic więcej nam nie powie. 3 marca 2021 roku, Jej droga dobiegła końca, a Ona sama, stała się wiecznym milczeniem. Nastała pustka.

Tōkō…

Shinoda Tōkō, in Memoriam, Gifu Museum, 2021

– Kolor atramentu jest bardzo delikatny. Stąd trzeba malować szybko. Bez wahania. Gotową kompozycję obrazu, muszę mieć w głowie zanim sięgnę po pędzel. Muszę wiedzieć, co chcę namalować – powtarzała Shinoda za każdym razem, gdy pytano Ją o warsztat malarski.

Malowała głównie w czerni i jej półcieniach, dopełniając je czasem błękitem i czerwienią. Smugami tworzyła przestrzeń, w której nie ma rzeczy zbędnych i wszystko ma znaczenie. To nic innego niż yohaku – puste miejsce, które zapewnia balans kompozycji. Przestrzeń, która wydobywa napięcie między tym, co jest widoczne jak: smugi, znaki czy kreski, a tym co jest nieuchwytne dla oka, bo widziane jedynie sercem. To pustka, która podkreśla pełnię i obecność. Sprawia, że rozmyte w atramencie linie i kształty, zaczynają tworzyć unikatową historię spotkania ponad podziałami.

Shinoda Tōkō, in Memoriam, Gifu Museum, sumi cherished, 2021

Pozostawienie „wolnej przestrzeni”, to nie tylko zabieg malarski, ale również doświadczenie wokół którego, Shinoda Tōkō zbudowała całe swoje życie. Życie, w którym nie było miejsca na rzeczy lub ludzi, mogących oderwać Ją od sztuki. Nigdy nie wyszła za mąż, nie miała dzieci, nigdy nie przyjęła uczniów. Była sama ze sztuką i w sztuce.  Na pytanie jak to możliwe, że stworzyła tyle doskonałych prac odpowiadała prosto – Udało się to tylko dlatego, że nauczyłam się mówić NIE wielu rzeczom, poświęcając się jedynie tym, które uważałam za istotne dla mnie”.

Shinoda Tōkō, inMemoriam, Gifu Museum, 2021

Shinoda Tōkō przyszła na świat w 1913 roku w Dalian w Mandżurii, czyli w kraju swej matki, mimo że rodzina pochodziła z Gifu. Córka bogatego marszanda Raijiro, który czasowo zarządzał w Chinach plantacją tytoniu, pracując dla Far East Tobacco Co, i dla którego malowanie sumi, sztuka kaligrafii oraz chińska poezja stanowiły centrum duchowego życia. I to właśnie z fragmentu chińskiego poematu pochodzi imię Tōkō oznaczajace purpurową brzoskwinię. „Poruszone wiosenną bryzą, kwitną kwiaty w różnych odcieniach: brzoskwinia kwitnie na czerwono, śliwka na biało, róże na purpurowo”. Tōkō, składa się ze znaku oznaczającego brzoskwinię oraz drugiego, oznaczającego purpurę:篠田 桃紅

Ale w tym przypadku to imię.

Tōkō to chińskie słowo, bo znaki czytane są po sinojapońsku. Nie kojarzą się więc z żadnym słowem japońskim, natomiast w samym języku japońskim, słów tōkō jest multum, bo tak bywa ze słowami pochodzenia chińskiego. Brak tonów w języku japońskim oraz uboga fonetyka sprawiają, że wśród morfemów chińskiego pochodzenia, panuje niezwykła homofonia. 

Shinoda Tōkō, inMemoriam, Gifu Museum, 2021

W języku mówionym, nie używa się zbyt wielu słów chińskiego pochodzenia, bo większość byłaby niezrozumiała. Dlatego też, język mówiony jest dużo uboższy leksykalnie niż język pisany. Na piśmie to wszystko funkcjonuje doskonale, bo dla przykładu, jednymi z używanych w języku mówionym słów „tōkō” są 登校 (chodzenie do szkoły) 投稿 (pisanie artykułu, na przykład do gazety. Słowa tego używał Mishima, bardzo często w kontekście artykułów), a zapisuje się te słowa znakami. Reszta słów, które czyta się „tōkō” to już wyłącznie język pisany, literacki i przede wszystkim symboliczny. Zapis hiraganą byłby łamigłówką. Zapis znakami, pozwala na użycie tych precyzyjnych słów chińskiego pochodzenia. Dlatego Shinoda skorzystała z chińskiego poematu. Tym samym naznaczyła siebie na całe życie, tworząc sygnaturę z purpury i brzoskwini.

Shinoda Tōkō, inMemoriam, Gifu Museum Ancient Song, 2021

Gdy Shinoda miała dwa lata, powróciła wraz z rodzicami oraz rodzeństwem do Japonii, do małego Gifu, położonego między Kyoto, a Tokyo, do miejsca owianego spektakularnymi legendami japońskiej historii i monumentalnym cieniem Takayamy. Trzy lata później, w wieku zaledwie pięciu lat, po raz pierwszy zasiadła z pędzlem w ręku, aby uczyć się kaligrafii. Aby doprowadzić sztukę pisania onna-de do perfekcji, czyniąc ją, wiele lat później nieodłączną częścią swoich prac oraz znakiem rozpoznawczym. W wieku czternastu lat, oddała swoje serce sumi na zawsze. Pozostała mu wierna do końca swojego długiego, bo aż 107-letniego życia, czyniąc go umiłowanym towarzyszem drogi.

Sumi było dla niej czymś więcej niż atramentem. Był mistycznym doświadczeniem, fascynacją posuniętą do granic obsesji. Wierzyła w siłę czerni, która wraz ze wszystkimi jej odcieniami i półtonami nie potrzebowała niczego więcej, aby wyrazić wszystkie kolory świata. To czerń, która jest w stanie namalować zarówno ciemność nocy, jak i mgłę, unoszącą się o poranku. Przyjmuje wtedy barwy szarości. Rozmywa się niczym wiatr.

Shinoda Tōkō, inMemoriam, sumi, Gifu Museum, 2021

Shinoda używała pędzla niczym pianista klawiatury. Raz dotykała mocno i zdecydowanie, po czym delikatnie, jakby muskajac jedynie powierzchni płótna. Patrząc na nią podczas malowania, widzimy na Jej twarzy niezwykłe, wręcz mistyczne skupienie. Jej ruchy są pewne, zdecydowane. Nie ma tutaj miejsce na zawahanie się, gdyż jeden moment nieuwagi mógłby zepsuć całą kompozycję. Zniweczyć wszystko. Shinoda nie malowała tylko pędzlem, choć oczywiście było to Jej główne narzędzie tworzenia. W jakimś sensie malowała całą sobą. Jej ciało znajdowało się w pełnej harmonii z tym, co po chwili pojawiało się na płótnie. Odziane w kimono, niczym stemplem gwarantującym jakość. Precyzja wydawała się przychodzić Jej z łatwością. To złudzenie. Znak absolutnego mistrzostwa, do którego dochodzi się latami. A niektórzy nie dochodzą wcale. Tōkō zajeło to sto lat.

– Na kamieniu pod drzewem jest miejsce do uczenia się. To raczej twardy okres przez który ludzie muszą przejść. Na trawie pod kwiatami, znajduje się natomiast przestrzeń szczęścia i odpoczynku. Obie te przestrzenie są wspaniałymi miejscami do bycia- powie pewnego dnia, udzielając wywiadu dla Galerii Sakuranok.

W malowaniu używała dwóch japońskich technik: Haboku (破墨) oraz Hatsuboku (溌墨).

Haboku i Hatsuboku to dwie różne techniki malowania tuszem. Polegają na uzyskiwaniu efektu głębi poprzez odmienny sposób nakładania i rozprowadzania tuszu. To są stare chińskie techniki. Haboku polega na nałożeniu na rzadszy (jaśniejszy) tusz zanim jeszcze nie wyschnie gęstszy (ciemniejszy). Pierwszy znak „ha” oznacza „złamanie”, a drugi „boku” to tusz.

„Hatsu” ma bardzo dużo znaczeń. Najczęściej „witalny, pełen wigoru, żywy”, ale posiada też znaczenie – „lać, nalewać”. I wiele innych, bo to bardzo stare chińskie słowo i przez setki lat ewoluowało. To „lanie” ma absolutny związek z nazwą tej techniki.

A zatem Haboku jest malowaniem warstwowym, wykorzystującym blady, rozmyty tusz, którego zadaniem jest uwypuklenie krajobrazu. Hatsuboku natomiast jest wcieraniem tuszu, który skropił się na papier w formę wzgórz, drzew, skał. To najkrótsza definicja sztuki Tōkō.

Jej miłość do natury widać w każdej pracy. Bazując na sztuce kaligrafii i łącząc ją z abstrakcyjnymi formami, uczyniła świat jeszcze bardziej eterycznym, a zarazem bardziej sensualnym. Fascynacja górą Fuji towarzyszyła Jej całe życie, definiując jednocześnie jej rozumienie sztuki. Bardzo często będzie podkreślała, że nie jest rzeczą możliwą, aby odtworzyć piękno natury za pomocą ludzkich rąk.  

Jej kariera zaczęła się tak naprawdę w latach 40. od cyklu wystaw w Japonii. Dziesięć lat później, wyjeżdżając do Stanów Zjednoczonych, miała już mocną pozycję na japońskiej scenie artystycznej. Było to czas narodzin ruchu GUTAI i wspaniałej kariery Jirō Yoshihary. Członkowie tej grupy zafascynowani taszyzmem oraz twórczościami Jean Dubuffeta czy Jean Fautrier, zwrócili się też do abstrakcji lirycznej i na długie lata pozostali w tej manierze, tworząc akompaniament do innych postaw artystycznych w Japonii.

Symboliczny stał się słynny gest uścisku ręki Jirō Yoshihara i Michela Tapié, francuskiego krytyka i piewcę abstrakcji przed obrazem Jaksona Pollocka. Ta symbolika oznaczała nadejście ery GUTAI. Tōkō była świadkiem tych zdarzeń, podziwiała amerykański abstrakcyjny ekspresjonizm. Dała sobie szansę na próbę malarskiej ekspresji. Krótko. Była jednak córką tradycji.

Ojio Yūshō mówił: artysta nie może być niewolnikiem, musi podążać za zasadami, a jednocześnie od nich odchodzić, przestrzegać praw, a zarazem je przekraczając. Oijo to największy malarz w dziejach Japonii.

Tōkō to zrozumiała jako mała dziewczynka. Yūshō zalecał spontaniczne wyrażanie emocji. Żył w XVII wieku, sporo czasu przed Pollockiem i francuską awangardą, w której zakochała się cała Japonia.

Mówił do swoich uczniów: ujmując pędzel wyprostuj swoje ciało, a ducha utrzymaj w prawości i bacz na rozmach pędzla.Nie byłoby Mishimy bez Bushido, tak nie byłoby malarstwa japońskiego bez Yūshō.

Dziś powiemy, że nie byłoby japońskiego malarstwa bez Tōkō Shinody.

Shinoda Tōkō, inMemoram, Gifu Museum, 2021

W 1958 roku powróciła ze Stanów Zjednoczonych, po dwuletnim pobycie. Japonii już nigdy nie opuściła.

Norman Tolman – marszand oraz wieloletni przyjaciel Tōkō, wspomina w swojej książce „Tōkō Shinoda, a New Appreciation” Jej niezwykły dar dostrzegania piękna w pracach innych artystów. – „Potrafiła od razu ocenić, czy za obrazem, rzeźbą czy też zwykłą filiżanką stoi dusza artysty, który ją wykonał. Jeśli coś było dobrze wykonane, ona od razu potrafiła to zobaczyć”- wspomina Tolman w przedmowie do tej publikacji.

Przekraczając progi Jej mieszkania na obrzeżach Tokyo, przechodzi się ze świata Zachodu do Wschodu. Widzimy drewniane japońskie lampy z papierowymi kloszami, okna, które wpuszczają światło przez shoji, 500-letnie, ręcznie robione pędzle zwisające ze ścian. W centralnym punkcie stoi gigantyczne kamienne naczynie z dynastii Song, służące do rozrabiania tuszu. Shinoda używała tylko tuszu sprzed 300 lat. A na specjalne okazje, sięgała po ten, który powstał jeszcze wcześniej, bo 500 lat temu.

Shinoda Tōkō, inMemoriam, Gifu Museum, 2021

Jej mieszkanie było też pracownią. To tutaj powstały wszystkie prace, tam zmieścił się cały świat Tōkō. Był też miejscem, które pokazywało, także inne oblicze Shinody – artystki, która wprowadziła swoje prace, nie tylko do przestrzeni publicznej, malując 29- metrowe panele dla świątyni Zōjō-ji, czy monumentalny obraz, który został wkomponowany w jedną ze ścian hotelu Conrad, ale również wprowadzając je do sztuki użytkowej, kreując, między innymi Fusuma, za którymi mieściły się miejsca do ceremonii picia herbaty.

Shinoda Tōkō, inMemoriam, a Grass, sumi, Gifu Museum, 2021

Dla Tōkō istniało tylko jedno światło – dzienne. To ono wpadało do Jej mieszkania, oddzielając dni od nocy i zaznaczając swoim natężeniem zmienność pór roku. Sztuczne światło nie miało tam wstępu.

Jej pędzel zmiękcza granice między Wschodem, a Zachodem. Wszystkie znaki i symbole z abstrakcją. Tytuły jej prac, są często związane z procesem kreacji, choć Tōkō unikała nadawania nazw, gdyż jak twierdziła, narzuca to widzowi sposób, w jaki ma patrzeć na obraz. O swoich pracach mówiła, że są jak wiatr, którego oko nie może zobaczyć. Można je tylko poczuć.

Być może kluczem do pełniejszego zrozumienia Shinody Tōkō i tego, co po sobie zostawiała odchodząc z tego świata są poematy Izumi Shikibu, największego poety X wieku z epoki Heian. Wiersze, w których odnajdujemy cień śmierci, kładący się na naszym życiu niczym smuga sumi. 

Dłużej nie będę już częścią tego świata

Na pamiątkę po nim chcę tylko

ujrzeć Ciebie raz jeszcze

14
5
skomentuj
lubię!
przeczytane
1.01t
razy

5 odpowiedzi do “Tōkō Shinoda”

  1. Malarstwo i kaligrafia. Tōkō sięgnęła na sam szczyt. Bardzo piękny artykuł, hołd oddany tej wielkiej artystce…

  2. No pieknie… Nie mozna, bylo piekniej i prosciej oddac hold tej malarce, niz napisac piekne, z pozoru proste slowa,
    rownie syntetyczne i oszczedne w swoim wyrazie jak same jej prace….
    PS…

  3. Rewelacyjny tekst, piękna postać artystki i bardzo dobre malarstwo.
    Poświęciła życie osobiste dla sztuki. Naprawdę piękna historia.

  4. Artykuł Doroty Wojciechowskiej wzbudził wiele wzruszeń, ale i przyczynił się do zrozumienia świadectwa, jakie po sobie pozostawiła Tōkō. Wielka artystka, która przecież będzie, już zawsze z nami. Dorocie dziękujemy, za przepiękny tekst o Niej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *