Niby nic…

Francja, Paryż, grudzień 2018 rok

Odwiedzam ją w paryskim mieszkaniu, niedaleko Panteonu. Prowadzi mnie po pokojach i pokazuje obrazy i rysunki mistrza. Jest nawet jej portret. Nigdy nie był reprodukowany i nie pojawił się na żadnej wystawie. Młodziutka wówczas studentka, zafascynowana polskim malarzem, Murielle Gagnebin, patrzy z niego prosto w moje oczy. Pewna siebie. Piękna.

Józef Czapski, portret Murielle, fot. Tomasz Rudomino

Siedzę oczarowana w salonie. Tyle tu pamiątek, które pamiętają obecność Józefa Czapskiego. Fotel, na którym siedział, jeszcze kiedyś tam, w Szwajcarii. Teraz przywieziony do Paryża, jest świadkiem innych spotkań, spotkań wokół jego twórczości.

Na półkach książki zmarłego rok temu jej męża, wybitnego psychoanalityka Michela de M’Uzana. To drugi mąż, pierwszym był Eric Werner.

Po chwili wchodzi Murielle Gagnebin z trzema przedmiotami. To wazoniki i miska (bolka), w której malarz, na piętrze w domu paryskiej Kultury, mieszał farby. Bohaterowie jego martwych natur.

To pamiątki, które dostała.

Brudna Bolka z farbami Czapskiego pewnego dnia mogła stracić swój urok. Pomoc domowa w czasie robienia porządków dyskretnie zapytała: Czy umyć? Wtedy usłyszała od Murielle Gagnebin stanowcze: NIE!!! i … opowieść o polskim malarzu.

Czapski chciał, żeby nauczyła się języka polskiego. Dał jej miniaturowy słownik francusko-polski. Mieści się w zamkniętej dłoni. Niestety, do dziś nie nauczyła się mówić, ani czytać po polsku.

Polska, Kurozwęki, sobota 6 kwietnia 2019 rok

Jest piękny wiosenny dzień. Wyruszamy z Murielle Gagnebin, Magdą Rodak z Warszawy do Kurozwęk. 3 godziny w samochodzie i wita nas dostojny pałac, pieczołowicie podnoszony z upadku (po okresie komunizmu) przez rodzinę Popielów. Cisza, spokój, piękne kwitnące bratki, pąki tulipanów – życie po zimie budzi się pomału. Zostawiamy bagaże w pokojach Oranżerii i idziemy do restauracji, gdzie wita nas Michał Popiel de Boisgelin i jego żona Aurora. Zamawiamy dania z mięsa hodowanych tutaj bizonów. Rarytas. Doskonałe potrawy, doskonałe wino . I oczywiście – polska wódka.

Michał Popiel de Boisgelin i Murielle Gagnebin, Kurozwęki. fot. Ela Skoczek

Rozmawiamy o Czapskim. Wiadomo. O historii kolekcji obrazów, która – jako jedyna w Polsce prywatna własność – jest na co dzień dostępna dla publiczności. 23 obrazy, które od Czapskiego kupowało małżeństwo: Jolanta z Wańkowiczów i markiz Gilles de Boisgelin, kilka rysunków oraz liczne pamiątki m.in. pędzle, którymi malował polski artysta, dar, który przywiózł do Pałacu do Kurozwęk prof. Stanisław Rodziński.

Murielle Gagnebin w Pawilonie Józefa Czapskiego, w Krakowie. fot.: Ewa Lipiec, www.ewalipiec.pl

Umawiamy się z Michałem, że jutro po śniadaniu oprowadzi nas po zakamarkach Pałacu i oczywiście obejrzymy Muzeum rodzinne i Galerię z obrazami Józefa Czapskiego, a dzisiaj ta ważna chwila: prof. Murielle Gagnebin spotka się sam na sam z obrazami mistrza.

Dostajemy klucze i po chwili jesteśmy w salach muzealnych. Tu piękny portret Ireny z Wańkowiczów, siostry Jolanty i akwarela Michałowskiego. Jest wiele innych cennych pamiątek, ale dzisiaj nasze kroki kierują się w stronę galerii z obrazami Czapskiego. Tamte obejrzymy jutro. Jest już późno. Tylko my i kilka osób z obsługi jest w Pałacu.

Wita nas portret markiza Gilles’a de Boisgelin, jego niebieskie oczy. Ludmiła Murawska – Péju wspominała w rozmowie ze mną, że kiedy spotkała go w 1966 roku , przeszył ją jego zimny wzrok. Te oczy, ten kolor. Rzeczywiście, jest w nich jakiś chłód.

Czapski nie lubił malować portretów, zwłaszcza tych na zamówienie. Cóż, nie mógł odmawiać, z czegoś przecież musiał żyć. Na palcu markiza sygnet, czerwony. Potem, na drugi dzień, pokaże go nam Michał w swoim pokoju. Idziemy dalej, fotel markiza i gama obrazów. Czapski, ale też dwa obrazy jego ukochanego przyjaciela Jeana Colin d’Amiens (dar od Elżbiety Łubieńskiej).

Po długim oglądaniu, powolnym i w skupieniu, każdy z nas wskazuje swój ulubiony obraz: Murielle Gagnebin: Starą kobietę z laską, Magda Rodak – Cierpliwego pieska, Christian – Martwą naturę z kieliszkiem, a ja – Żółte stoliki i popielniczkę. Kiedy zbliżam się do obrazu i żartobliwie wyjaśniam, że chciałabym go ukraść, włącza się alarm.

Przeraźliwe wycie zmusza nas do wyjścia. Czekamy i po chwili zbiega się obsługa i wyłącza alarm. Podeszłam zbyt blisko Czapskiego…?

Tak, niby nic…

Murielle Gagnebin i Michał Popiel de Boisgelin, Kurozwęki. fot. Ela Skoczek

Niedziela , 7 kwiecień 2019 r.

Piękny dzień, słońce, choć rano Pałac w Kurozwękach był osnuty gęstą mgłą. Uroczo to wyglądało. Warto było wcześnie wstać.

Michał Popiel de Boisgelin wita nas przed pałacem. Murielle Gagnebin pokazuje mu wspaniały prezent, który otrzymała w Krakowie od Janusza Nowaka. To przetłumaczony na język francuski wybór fragmentów z dzienników Józefa Czapskiego. Kilka stron jakże cenny dar. Wybór wpisów, które dotyczą Murielle. Jest też ten zapis, w którym malarz opisuje swoje męki przy malowaniu jej portretu.

Idziemy do Galerii z obrazami Józefa Czapskiego i tam następuje uroczyste wręczenie właścicielowi: książek oraz bolki i dwóch wazoników.

Od teraz to tutaj będzie można oglądać bolkę i wazoniki. I warto zerknąć na ocalone farby mistrza. To tylko przedmioty, niby nic… a jednak cenny dar. Pan Jacek Gruszkiewicz byłby szczęśliwy z tego wydarzenia. Był opiekunem galerii. Zmarł 31 października 2017 r.

13
2
skomentuj
lubię!
przeczytane
2.8t
razy

W pokoju Józefa Czapskiego

Cisza, mocniej bijące serce, ukradkiem ocieranie wilgotnych oczu. Kwiecień 2019 rok. Pierwszy raz w Polsce. Prof. Murielle Gagnebin, która po tym jak zobaczyła u prof. Jeanne Hersch obrazy Józefa Czapskiego i poświęciła kilka lat na opracowanie monografii jego malarstwa wydanej we Francji w 1974  r., stanęła w progu zrekonstruowanego w Krakowie pokoju swojego przyjaciela. Do wejścia w głąb powstrzymywała ją szklana barierka.

Fot. Ewa Lipiec, www.ewalipiec.pl

Przyglądała się z uwagą, długo. Czekałam na moment, kiedy będę ją mogła zapytać, co czuje.

Po chwili odezwała się do mnie.

– Tak. To ten pokój, w którym spędziłam tak wiele godzin, dni… Tylko jego już nie ma. To kolejny moment, kiedy tak mocno odczuwam, że czas minął.

Fot. Ewa Lipiec , www.ewalipiec.pl

Gdy opanowała emocje, mogłyśmy już rozmawiać o szczegółach.

– Brakuje mi zdjęcia Catherine DJURKLOU – Józef miał je przypięte zawsze do tej bocznej szafki. Były tam także zdjęcia jego rodziny (matki, sióstr), zdjęcie Jeana Colin d’Amiens i tej, która go bardzo kochała, Catherine. To kobieta, o której Czapski mówił zawsze z czułością. Nie mógł z nią być z sobie wiadomych tylko powodów.

Kiedy ją poznał (było to w okresie jego pobytu z kapistami w Paryżu po 1924 r.) był co prawda nadal hrabią, ale bez majątku. Bolszewicy zabrali jego dom w Przyłukach, ojciec zamieszkał w Warszawie, rodzeństwo rozproszyło się po Rzeczpospolitej. Ona (wówczas panna Catherine Harrison)  była bogata, mogła mu zapewnić dostatnie życie, ale on nie chciał. Nie chciał jej oszukiwać, że może być z kobietą. Był wobec niej uczciwy. Jedno jest pewne: spotykali się po II wojnie światowej, przynajmniej raz w roku, wymieniali listy. To nie był już  romans z mężatką. To wielka przyjaźń. Catherine planowała zakup domu w pobliżu siedziby redakcji Kultury, kiedy kontakty Marii i Józefa Czapskich z redaktorem Giedroyciem, Zofią Hertz były bardzo napięte. Było to końcem lat siedemdziesiątych. Niestety, Catherine zachorowała na raka i w 1979 r. zmarła. Czapski  namalował jej piękny portret.  Po otrzymaniu od dzieci Catherine DJURKLOU wiadomości o śmierci matki, pisał wzruszające listy do swoich przyjaciół i w nich opisywał to, jak przeżywa jej śmierć. Listy te znajdują  się dziś w prywatnych rękach m.in. we Francji.

Fot. Ewa Lipiec, www.ewalipiec.pl

Kanadyjka była m.in. sekretarką Ezry Pounda. W 1935 roku wyszła za mąż za Nilsa Gustawa Djurkou i zamieszkała w Szwecji, gdzie prowadziła dział edukacji w Ambasadzie USA i przewodniczyła Komisji Fulbrighta.

„Spotkałem kobietę, która mnie kochała, która mnie nigdy nawet nie zadrasnęła, była wyłącznie dobra. Bardzo dobrze z nią żyłem. Spotkałem ją gdzieś na południu, na granicy włosko-francuskiej. […] Była świetną sekretarką, mówiła paroma językami. […] Przez te wszystkie lata do mnie dojeżdżała. Zawsze latem miałem z nią spotkania. Potem nieszczęśliwie umarła. Odczuwałem do niej tylko wdzięczność, dawała mi tylko dobro”. [Józef Czapski, „Świat w moich oczach” (Wywiad Piotra Kłoczowskiego z malarzem)].

Brakuje mi tutaj jeszcze jednego koca na łóżku – powiedziała po chwili prof. Murielle Gagnebin. Zawsze Józef miał dwa. Jeden do przykrywania siebie, a  drugi, by ochronić łóżko przed rozchlapującą się farbą. Ten pokój przecież był wszystkim. Pracownią (o tutaj zaraz przy wejściu), salonem – jeden krok w głąb i sypialnią, i czytelnią, i biurem. Było więcej książek i bibelotów.

Wspaniała praca – oceniła Murielle, wychodząc z pomieszczenia, rekonstrukcję pokoju malarza. Poczułam się jakby  to był rok 1970, gdy pierwszy raz weszłam do tego miejsca. A tak … jeszcze jeden szczegół. Tutaj zawsze patrzyło się na piękne drzewo za oknem, ale przecież to już moje wspomnienie.

15
1
skomentuj
lubię!
przeczytane
1.86t
razy

Całe dnie na drzewach -Józef Czapski i Madelaine Renaud

Obraz Józefa Czapskiego „Madelaine Renaud w sztuce Marguerite Duras Des Journées…”, własność Muzeum Narodowe w Warszawie

„To wspaniały obraz” – powiedziała w kwietniu 2019 r. do kustoszy Muzeum Narodowego w Warszawie prof. Murielle Gagnebin, oglądając obrazy Józefa Czapskiego w magazynach. Najlepszy jaki posiadacie. Szkoda, że nie jest eksponowany.

Pierwsza monografka twórczości malarskiej polskiego malarza, emerytowana profesor Université Sorbonne-Nouvelle, członkini La Société Psychanalytique de Paris oraz Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki (AICA) wyraziła taką opinię, gdy zobaczyła obraz „Madelaine Renaud w sztuce Marguerite Duras Des Journées…” namalowany w 1967 r. Kostiumy do wystawionego po raz pierwszy w Théâtre de l’Odéon 1 grudnia 1965 roku przedstawienia, przygotował Yves Saint Laurent. Obok Madelaine Renaud w sztuce wystąpili m.in.: Jean-Pierre Aumont, Françoise Dorner, Jean Martin.

Marguerite Duras, powiedziała  o swojej sztuce „Des Journées entières dans les arbres” (Całe dnie na drzewach siedzi), napisanej na postawie noweli z  1954 roku, że „nie dotyka ona niczego innego oprócz miłości matki do syna, miłości szalonej. Miłość tak wielka i wszechwładna, że syn nie może wyzwolić się od jej ciężaru do końca życia. […] Ta bardzo ciekawa relacja, pełna zawieszeń i przemilczeń wyczuwanych w spokojnym dialogu, stanowi nowy rodzaj komunikacji, dając odbiorcy czas na dotarcie do informacji zawartej w wypowiedzi. Wszechobecna w tym dramacie cisza stwarza także nowe możliwości odczytania podkonwersacji (sous-conversation)” – przytacza jej słowa w książce „Postać męska we francuskim dramacie XX wieku” Krystyna Modrzejewska.

I dodaje: „Zalety takiej materii dramatycznej, w której samotność wchodzi w dialog sama z sobą, odkryli Jean-Louis Barrault w reżyserii oraz Madeleine Renaud, grająca w jego spektaklu rolę matki. Barrault uznał nawet, że wszystkie ruchy w sztuce są ciszy podporządkowane. W dramacie nie ma rozliczeń, dominacji, wyższości, jest tylko pragnienie matki bycia z synem”

Matka, w którą się wcieliła Madelaine Renaud, zanim umrze, chce zobaczyć syna. Jednak nie czuje się ona dobrze w domu syna i stwierdza, że jej obecność do niczego nie pasuje, „z niczym się nie rymuje”, nie sprawia nikomu ani przyjemności, ani radości”.

Ponadto czterdziestopięcioletni syn Jacques, zniszczony próżniaczym życiem, pozostaje wiecznym dzieckiem. Nigdy nigdzie wcześniej nie pracował, w dzieciństwie spędzał całe dnie na drzewach. Okazuje się, że teraz, pracuje on jako fordanser w nocnym lokalu, uwielbia hazard, a jego życiowa partnerka trudni się prostytucją. Syn chciałby matkę zapewnić, że się nie zmienił. Marcelle, partnerka Jacquesa jest adresatką wspomnień i opowieści o synu, który w dzieciństwie malował lokomotywy i wagony, a w oczach matki mógłby pracować tym samym na kolei. Spotkanie rodzinne odbywa się w atmosferze niedomówień, przemilczeń, jakby zawieszenia. Obecna jest jednak czułość syna, jego przywiązanie. Matka bynajmniej nie krytykuje jego wzorców życiowych, kiedy porównuje lekkość jego  życia do życia kotów.  Rozmowy doprowadzą jednak do momentu, kiedy matka stwierdzi, że syn nie może jej znieść  i chciałby, żeby umarła.

W katalogu Muzeum Narodowego w Warszawie widnieje niepoprawny tytuł obrazu: „Madelaine Renaud w sztuce M. Duras „Les Journee” (wymiary: 115,5 x 89).  Muzeum otrzymało ten obraz w darze od Mateusza Bronisława Grabowskiego (1904-1976).

W 1975 r. po zamknięciu londyńskiej „Grabowski Gallery” ten polski aptekarz i wielki miłośnik sztuki około 400 eksponatów ze swojej wspaniałej kolekcji przekazał dwóm polskim instytucjom: Muzeum Narodowemu w Warszawie, które dostało głównie prace polskich artystów i Muzeum Sztuki w Łodzi, które otrzymało 238 dzieł 128 twórców z Anglii i terenów dawnych kolonii brytyjskich oraz Europy.

Szkice do obrazu „Madelaine Renaud w sztuce Marguerite Duras Des Journées…” są w dziennikach Czapskiego i w listach z tego okresu. Aktorka pojawia się także w szkicach do sztuki „Matka”, Witkacego z 1970 r. w Théâtre Récamier (właśnie w adaptacji Duras). W czasie tego spektaklu Czapski naszkicował kilkanaście rysunków. Z okazji premiery „Matki” telewizja francuska nadała film poświęcony Ionesco i Witkiewiczowi (5 XI 1970); słowo wstępne wygłosił Jarosław Iwaszkiewicz. Pokazano także fragment dramatu zrealizowanego w Teatrze Współczesnym w Warszawie i sceny z prób w Théâtre de Poche w Genewie oraz spektakl w reżyserii C. Régy w Théâtre Récamier. Ukazało się wówczas 15 recenzji. Premiera dramatu miała przełomowe znaczenie dla światowej recepcji Witkacego, utorowała drogę do wielu liczących się teatrów profesjonalnych. Czapski oczywiście oglądał „Matkę” w Théâtre Récamier.

Obraz Józefa Czapskiego, Clown – aktorka Madelaine Renaud, 1958 r. , olej na płótnie, wymiary: 81 x 54 cm. (31.9 x 21.3 in.), kolekcja prywatna

 

„Pierwszy obraz z MadelaineRenaud Czapski  namalował 15-21 XI 1958 po wizycie w teatrze – wyjaśnia Janusz Nowak, kustosz Muzeum Narodowego w Krakowie, który przez ponad 25 lat zajmował się Archiwum Józefa Czapskiego w Krakowie. To charakterystyczna wizja clowna, scena z podniesionymi rękoma. W dzienniku pod datą 21.X 1958 r. znajdziemy rysunek i jest także akwarela. Obraz od malarza kupił Anatol Mühlstein – polski dyplomata, radca poselstwa i Chargé d’affaires w Brukseli, radca ambasady RP w Paryżu, biznesmen, publicysta. W pewnym momencie pojawił się w latach na aukcji. Być może nie jest już w kolekcji spadkobierców polskiego dyplomaty”.

W dzienniku Józef Czapski zapisał chwile i wrażenia po obejrzeniu dramatu.  mówi Janusz Nowak i cytuje odczytany przez siebie fragment:

„Potem teatr z Madeleine Renaud wielką aktorką po raz trzeci czy czwarty sztuki [Marguerite] Duras Toujours dans les arbres [Des journées entières dans les arbres], sztuki rzadkiej stridence okrucieństwa moralnego, nędzy człowieka, mieszaniny czułości, miłości macierzyńskiej z cechami do ostatnich granic doprowadzonego, drogocennego burżujstwa, chciałoby się powiedzieć karykatury, paszkwilu – a przecie dzięki grze Madelaine – nie było nic z karykatury – była groza zła, ciemności, cierpienia bez wyjścia. I znowu zaczepiony projekt obrazu czy dwóch wielkich obrazów. Skąd wziąć siły i czas”.

Czapski malował obraz „Madelaine Renaud w sztuce Marguerite Duras Des Journées…” pomiędzy 1 IV a 5 IX 1967 r.

Pracował nad nim w dwóch okresach: od 1.IV. do 6.IV. Jednak 7.IV.  zapisał w dzienniku: „zmazałem”, „źle”.

Do obrazu podszedł drugi raz w dniach 29 VII do 5 IX 1967 r.  Dzieło zakupił Mateusz Grabowski.  Czapski ponownie zobaczył swoją pracę 25 V 1974 r. w Londynie.

Aktorkę i jej męża Jeana-Louis Barrault , Czapski znał osobiście. Spotykał się z nimi w kawiarniach paryskich. Był także zapraszany na spektakle i dlatego tak wiele na jego obrazach wnętrz i scen z Théâtre de l’Odéon..

– Teatr Odeon za dyrekcji Jean Louis Barrault (1959-1968) stał się najważniejszym teatrem we Francji, a może i w Europie, utożsamiano to miejsce z nazwiskiem dyrektora. Na mieście mówiło się wtedy familiarnie – idziemy do Renaud-Barrault! Czyli do Odeonu. Tak, te aksamitne czerwone wnętrza teatralne na obrazach Józefa, to też m.in.  Odeon – potwierdza Katarzyna Skansberg, dzieki której w latach osiemdziesiątych Czapski był na próbie generalnej Rewizora Gogola w reżyserii Antoine Vitez’a,  po której powstał  wspaniały portret gubernatora. Czapski był  też zapraszany na premiery do teatru Narodowego Chaillot, w którym Katarzyna Skansberg  pracowała obok Antoine Viteza. Wiele godzin spędzili na rozmowach właśnie o teatrze.

12 kwietnia 1973 roku Czapski w dzienniku odnotował, że był w kawiarni z Murielle Gagnebin i aktorką  Madame Renaud.

Jest także i taki zapis w dzienniku, że 20 XII 1975 r. poszedł na sztukę drugi raz, a 5 I 1976 r. napisał: „wielkie płótno z Mme Renaud zaczęte”, a w połowie sierpnia w Sailly odnotował, że płótno jest skończone – wyjaśnia Janusz Nowak.

Ale to już kolejna opowieść o innym obrazie.

Posłuchaj nagrania z Teatru Odeon

Autorka dramatu „Des Journées entières dans les arbres” Marguerite Duras, właściwie Marguerite Donnadieu urodziła się w 1914 r. we francuskich Indochinach. Pseudonim artystyczny Duras przyjęła od nazwy wioski, w której znajdował się dom jej ojca. Studiowała we Francji prawo. Pracowała w sekretariacie ministerstwa do spraw kolonii, ale porzuciła karierę prawniczą na rzecz pisania.  Debiutowała już w czasie II wojny światowej, ale publiczność poznała ją dopiero w 1950 roku, gdy wydała powieść Un barrage contre le Pacifique. Największym sukcesem okazała się powieść Kochanek (L’Amant) z 1984 r., za którą otrzymała nagrodę Goncourt.

Marguerite Duras pisała także scenariusze, m.in. do filmu „Hiroszima, moja miłość” (Hiroshima mon amour). Jej twórczość obejmuje blisko 40 powieści i 10 sztuk teatralnych.  W 1970 roku na scenie francuskiej pojawiła się według jej adaptacji sztuka Witkacego „Matka”.

Prawa do wizerunków obrazów: Weronika Orkisz. Dziękuję za zgodę na ich publikacje.

19
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
2.6t
razy

Murielle Gagnebin w Krakowie

Murielle Gagnebin – krytyczka sztuki, psychoanalityczka. W 1969 roku zobaczyła obrazy Czapskiego w mieszkaniu profesor Jeanne Hersch. Studiowała wówczas na Uniwersytecie Genewskim filozofię
oraz literaturę francuską i niemiecką. Skończyła studia z filozofii i została jej do oddania jeszcze praca końcowa.
– „Przyniosłam ją – z trzydniowym opóźnieniem – mojej pani profesor, Jeanne Hersch, która miała polskie korzenie. Musiałam długo czekać na nią w przedpokoju. Nagle zauważyłam tam jakieś obrazy, ustawione przodem do ściany. Po chwili wstałam i zaczęłam je oglądać. Symfonia kolorów, którą
zobaczyłam, oszołomiła mnie, choć obrazy były źle oświetlone, odwrócone w stronę ściany i na dodatek do góry nogami. Oglądałam kolejne obrazy i byłam jak ogłuszona.
Nagle weszła Jeanne Hersch i mówi: „Co pani robi, pani ogląda moje rzeczy?”. Odpowiedziałam: „Chciałabym wiedzieć, kto namalował te wspaniałe płótna”. Wtedy odwróciła obrazy. To właśnie wówczas zobaczyłam pierwsze prace Czapskiego. Patrzyłam uważnie, zanurzyłam się w nich… A potem spojrzałam na Jeanne Hersch i powiedziałam: „Chcę napisać książkę o nim, o jego malarstwie”

A zatem Kraków, Pawilon Czapskiego, 3 kwietnia od godziny 18.

Spotkanie poprowadzą: Elżbieta Skoczek, dyrektor Festiwalu Józefa Czapskiego, prezes Fundacji SUSEIA oraz Agnieszka Kosińska – kierownik Muzeum Czapskich.

6
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
1.27t
razy

Murielle jedzie do Krakowa…

W dzień urodzin Józefa Czapskiego odbędzie się spotkanie z Murielle Gagnebin, autorką pierwszej, niezwykle ciekawej i ważnej analizy twórczości malarskiej autora „Oka”. Miejsce: Kraków, Pawilon Józefa Czapskiego (ul. Piłsudskiego 12). Jej pierwsze spotkanie z malarzem miało miejsce w 1969 roku. A potem przyszły lata przyjaźni, rozmów, listów. I o tym jest właśnie ta książka. Subtelny obraz człowieka, który zauroczył Murielle.

Murielle Gagnebin – krytyczka sztuki, psychoanalityczka. W 1969 roku zobaczyła obrazy Czapskiego w mieszkaniu profesor Jeanne Hersch. Studiowała wówczas na Uniwersytecie Genewskim filozofię
oraz literaturę francuską i niemiecką. Skończyła studia z filozofii i została jej do oddania jeszcze praca końcowa.
– „Przyniosłam ją – z trzydniowym opóźnieniem – mojej pani profesor, Jeanne Hersch, która miała polskie korzenie. Musiałam długo czekać na nią w przedpokoju. Nagle zauważyłam tam jakieś obrazy, ustawione przodem do ściany. Po chwili wstałam i zaczęłam je oglądać. Symfonia kolorów, którą
zobaczyłam, oszołomiła mnie, choć obrazy były źle oświetlone, odwrócone w stronę ściany i na dodatek do góry nogami. Oglądałam kolejne obrazy i byłam jak ogłuszona. Nagle weszła Jeanne Hersch i mówi: „Co pani robi, pani ogląda moje rzeczy?”. Odpowiedziałam: „Chciałabym wiedzieć, kto namalował te wspaniałe płótna”. Wtedy odwróciła obrazy. To właśnie wówczas zobaczyłam pierwsze prace Czapskiego. Patrzyłam uważnie, zanurzyłam się w nich…

A potem spojrzałam na Jeanne Hersch i powiedziałam: „Chcę napisać książkę o nim, o jego malarstwie” -opowiadała Murielle Gagnebin w rozmowie z Magdą Rodak.

A zatem Kraków, Pawilon Czapskiego, 3 kwietnia  od godziny 18.
Spotkanie poprowadzą:  Elżbieta Skoczek, dyrektor Festiwalu Józefa Czapskiego, prezes Fundacji SUSEIA oraz Agnieszka Kosińska – kierownik Muzeum Czapskich.

 

12
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
1.57t
razy

Kobieta, która odkryła Czapskiego dla Francji i Szwajcarii, dla świata

Kobieta, która odkryła Czapskiego dla Francji i Szwajcarii, dla świata Murielle Gagnebin – krytyczka sztuki, psychoanalityczka. W 1969 roku zobaczyła obrazy Czapskiego w mieszkaniu profesor Jeanne Hersch. Studiowała wówczas na Uniwersytecie Genewskim filozofię oraz literaturę francuską i niemiecką. Skończyła studia z filozofii i „…została mi do oddania jeszcze praca końcowa. Przyniosłam ją – z trzydniowym opóźnieniem – mojej pani profesor, Jeanne Hersch, która miała polskie korzenie. Musiałam długo czekać na nią w przedpokoju. Nagle zauważyłam tam jakieś obrazy, ustawione przodem do ściany. Po chwili wstałam i zaczęłam je oglądać. Symfonia kolorów, którą zobaczyłam, oszołomiła mnie, choć obrazy były źle oświetlone, odwrócone w stronę ściany i na dodatek do góry nogami. Oglądałam kolejne obrazy i byłam jak ogłuszona.

Nagle weszła Jeanne Hersch i mówi: „Co pani robi, pani ogląda moje rzeczy?”. Odpowiedziałam: „Chciałabym wiedzieć, kto namalował te wspaniałe płótna”. Wtedy odwróciła obrazy. To właśnie wówczas zobaczyłam pierwsze prace Czapskiego. Patrzyłam uważnie, zanurzyłam się w nich… A potem spojrzałam na Jeanne Hersch i powiedziałam: „Chcę napisać książkę o nim, o jego malarstwie” – opowiadała Murielle Gagnebin w rozmowie z Magdą Rodak.

I napisała. Murielle (wówczas Werner-Gagnebin) przeprowadziła analizę malarstwa autora „Na nieludzkiej ziemi”.

„Czapski. La main et l’espace” została wydana w 1974 r. w wydawnictwie L’Age d’Homme – w serii Slavica. Vladimir Dimitrijevic – właściciel wydawnictwa utworzonego w 1966 r., potem przez wiele lat kupował obrazy Czapskiego, a Richard Aeschlimann został jego szwajcarskim marszandem.


W 2019 roku we Francji wydała kolejną edycję książki zatutułowaną tym razem „Peintre du quotidien” i  wzbogaconą o analizę malarstwa Czapskiego po 1974 r.

Odwiedzam ją w paryskim mieszkaniu.  Rozmawiamy o książce „Peintre du quotidien” i planujemy jej pobyt w Polsce. Będzie w ojczyźnie Czapskiego pierwszy raz, choć zjeździła już pół świata. Kraków, Warszawa, Kurozwęki… to miejsca na mapie kwietniowych spotkań z czytelnikami, których interesuje dzieło Józefa Czapskiego. Do zobaczenia w Polsce.

Murielle Gagnebin w Polsce i we Francji – spotkania z autorką książki „Czapski. Peintre du quotidien”

Więcej o książce:
Po 44  latach Murielle Gagnebin o malarstwie Czapskiego

 

9
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
1.2t
razy