Morawetz, Tanaka – hymn o sztuce

Gdyby opisać jednym zdaniem twórczość Gabrieli Morawetz, to nasuwają się słowa pewnego japońskiego mędrca, który mawiał, że pusta przestrzeń może być bardzo znacząca. Ta, ogólnie pojęta prostota, o której wspominał ów Mędrzec, czyli Mitsuoki, geniusz japońskiego malarstwa, nauczyciel jego podstaw, i także estetyk, który opisał „najwyższy stopień swobody“, a zatem owa prostota, to nic innego jak twórczość Morawetz, jednak nic z tego, co minimalizm twórczy może dać, albowiem tu go nie ma.

A zatem co jest?

Gabriela Morawetz, Manggha, Kraków 2020 fot@TRudomino

Mitsuoki mówi: prostota jest ważną zasadą. W tym tkwi sekret sztuki.

Ale kiedy jesteśmy w kręgu Morawetz, kręgu, dosłownie i w przenośni, czujemy pełnię. Bo przecież w tej sztuce, zupełnie jak w duszy Japończyka, bije się to, co od wieków jest nierozerwalne, trwałe i pewne. To pustka i pełnia.

Dlaczego w przypadku Morawetz pojawia się to skojarzenie, tak cholernie japońskie i do bólu ograniczające wolność wyboru. Jest z cyklu bowiem:

Chociaż mam tutaj konia/Poszedłbym, raczej pieszo…

Gabriela Morawetz, to najwybitniejsza obecnie polska artystka, żyjąca na emigracji, z pewnością jedna z najważniejszych postaci w polskiej sztuce współczesnej.

Od wielu lat związana z Biwako Biennale, bardzo charakterystycznym festiwalem sztuki w Japonii, istniejącym od 2001 roku. Biwa-ko to jezioro położone niedaleko Kyoto, zaś festiwal mieści się w Ômihachiman, miasteczku zbudowanym przez Hidetsugu Toyotomi u stóp jego zamku. Z tej inicjatywy, wielkiego możnego Shogunatu przetrwała do dziś ulica Shinmachi, granicząca z Nagahara, starymi domami z czasów Edō. I teraz, ta przestrzeń starej Japonii,została zaadaptowana przez artystów współczesnych.

Kizashi-Beyond. Uniwersalne przesłanie, które ciągnie się we współczesnej sztuce japońskiej od momentu, kiedy pojawili się tam członkowie grupy Mono Ha i nieśmiertelny Jirō Takamatsu.

W 2018 roku, wśród kilkunastu japońskich artystów na Biennale, pojawiła się ta jedyna, spoza tamtego świata. Ona: Gabriela Morawetz.

Masato Tanaka, Gabriela Morawetz, Zostaw drzwi uchylone, Manggha, Kraków, 2020

Morawetz i Japonia, to jeden organizm. Jeśli chcemy ułożyć gdzieś ten organizm, to zmieścimy się pomiędzy neodadaizmem, a minimalizmem, pomiędzy fotografią, a manifestem, poematem na temat przestrzeni (jak u Nobu Sekine), a szkołą myślenia Teruo Fuijedy. Albowiem Morawetz to głęboka myśl przestrzenna i estetyczna, która mieści się w kanonie sztuki japońskiej, choćby z tego powodu, że sama tego chce…

A zatem jest forma. Przewrotność w duchu Lee Ufana „Trzymać się rzeczy“, wreszcie proces myślenia. Wszystkie reguły, które określają naturę sztuki japońskiej. I Morawetz jednocześnie. Czy to przypadek? Czy też estetyczne pole językowe?

I mamy teraz wystawę w Manggha Muzeum, do której zostały dopasowane dwie osobowości. Pierwszą – już znamy. Druga to Masato Tanaka. To młody artysta, który spotkał się z Morawetz podczas Biwako Biennale w 2018 roku. Ten duet stworzyła szefowa Biennale Yuko Nakata. To ona sprawiła, że obok siebie stanęli właśnie oni: wielka, monumentalna wręcz Morawetz i chłopak z Gifu, skromny, speszony wręcz wielkością Polki. Ale o własnym potencjale, którego nie powstydziłby się Joseph Beuys, czy Akasegawa Genpei.

Tanaka mówi tak: jestem z Gifu, to taka wieś, nic ważnego

Wtedy protestuję – ależ nie, w Gifu jest Shirakawa i Sekigahara. Dwa wielkie ślady Japonii. Bez nich nie byłoby tego, czym ona jest dzisiaj. Jesteś z serca Japonii. Pochodzisz z jej źródła.

Uśmiecha się, jest zbyt skromny.

Masato Tanaka, Manggha, Kraków, 2020 fot@TRudomino

Jest bowiem ulotnym duszkiem, zaklętym w swoich butelkach. Bo Tanaka przywiózł do Krakowa fragment opowieści, która w dziejach Japonii odegrała wielką rolę. Mówi o tym, co druga historia na deskach Kabuki. To, co dręczy duszę każdego Japończyka od stuleci, wierci jego umysł , zadaje ból i sprawia, że wciąż mu się zdaje , że są to fragmenty z życia i śmierci – jak pisał Lafcadio Hearn. To Yōkai:

„Woda w mojej studni jest czysta i zimna, jak lód. Ale pijąc ją teraz, nie mogę myśleć o tych dwóch małych białych stworzeniach, które krążą ciągle w ciemności…”

Czy człowiek może rozdzielić swoje dusze? Czy może na przykład mieć jedną w Kyoto, jedną w Tokyo i jedną w Matsue?

Nie może, bo dusze są zawsze razem…

To też z Hearna.

Tanaka pozbierał butelki. Bo jego duchy zaklęte zostały właśnie w tych butelkach. To też opowieść z Zachodu. Bo Aladyn przybył do Japonii akurat z Zachodu. Demon, który powstał z czystego ognia bez dymu, strażnik naszych namiętności, albo może i skarbów.

Tanaka połączył Cudowność Lampy z Hearnem, który nie zrobił nic innego, jak wywlókł tylko na powierzchnię, wszystkie zmory japońskiego świata.

Ognie na grobach/i nam przyjdzie iść drogą/przez nie wskazaną…

Tanaka wskazuje, gdzie jest miejsce człowieka…

Każe nam iść przed siebie, lecz najpierw są schody…

Tanaka stworzył instalację, która od strony konstrukcyjnej stała się schodami.

Masato Tanaka, Zostaw drzwi uchylone, Manggha, Kraków, 2020

Schody symbolizują faktyczność i niezmienność. Są w tym wypadku, „niezmiennym kojarzeniem umysłu“.

Kiedy po nich stąpasz – mówi Tanaka – odczuwasz pewne myśli, które są ulotne, nie można ich powtórzyć.

To nic innego jak Ryūkō, najważniejsza idea w estetyce japońskiej, czyli ulotność.

Tanaka/schody/ulotność

Tak, to haiku…

Idziemy w rytmie kroków 5,7,5. Rytm wyznaczają myśli. Słowa to znaki, to nie tylko krok, ale jego zwięzła obecność nas samych.

Okruch nieprzemijającej ulotności.

Tanaka, mówi, że nasze życie trwa przez chwilę. Każda chwila jest pełna bogatych zdarzeń, które nigdy już do nas nie wrócą. Życiu towarzyszą też różne zjawy, które nim kierują. Jak w tych czternastu sposobach upinania włosów z Izumo, o czym pisał również Hearn. Nie połapiemy się w tym, ale przecież istnieją…

Gabriela Morawetz, Zostaw drzwi uchylone, Manggha, Kraków, 2020

Morawetz twardo trzyma się kliszy fotograficznej. Do tego stopnia, że uczyniła z niej przestrzeń języka. Klisza, z utrwalonym zdjęciem jest w jej przypadku czymś więcej niż środkiem wyrazu.

Złoty wiersz?

A co to jest złoty wiersz?

Oto złoty wiersz: a gdy opuścisz swe ciało i wejdziesz w eter swobodny, staniesz się Bogiem nieśmiertelnym, wiecznie trwającym, i śmierć nie będzie miała władzy nad tobą…

Morawetz jest nieśmiertelna. Ona o tym wie… Jej dotyczy akurat Fueki, czyli niezmienność. W przeciwieństwie do Tanaki, gdzie mamy do czynienia z Ryūkō,

Raison d’être. Morawetz to doskonale rozumie, bo wszak mieszka i tworzy na co dzień we Francji. To bardzo egzystencjalne.

Ryūkō – Tanaka i Morawetz – Fueki. Dwa zjawiska, dwa przekłady ich twórczości.

Pewien samuraj o nazwisku Yasui Santesu szukał sposobu, aby przez urządzenie, będące konstrukcją optyczną zobaczyć gwiazdy i księżyc.

Gabriela Morawetz to Księżyc.

Mgła – za mgłą księżyc/a ja wszedłem w kałużę/zwodne są drogi, tak pisał Issa w swoim wierszu noworocznym, kiedy w 1795 roku dotarł do świątyni Samyôji na Shikoku.

Morawetz stworzyła dwa obiekty, przez które możemy zobaczyć słońce i księżyc. To stożki. Każdy z nich zaczyna się od kręgu. Krąg to zjawisko bardzo ważne dla artystki. Krąg to związek, który nas otacza. Rodzaj granicy, która wytycza coś, co jest poza i coś, co jest wewnątrz.

Oto samotność, pisał geniusz, poeta Bashô: Sabishisa-ya

Powiedzmy sobie tak: Morawetz podkreśla nieskończoność, daje nam „niepoznawalność“. Jest to przestrzeń, niewyrażalna totalność zjawisk i życia.

Cholernie japońskie,

Cholernie egzystencjalne,

Dlaczego nie lubimy Prousta!

Nadzieja nieustannego doskonalenia,

Pragnienie doskonałości przed śmiercią,

W końcu nadejdzie…

Drzwi zostawia więc uchylone…

Ajar, uchylać się

Uczyć…

 

Yukio Mishima powiadał: każdy, jeśli się chwilę dobrze zastanowi, dostrzeże motywy własnego postępowania.

 

 

Na marginesie wystawy Zostaw Drzwi uchylone, Masato Tanaka, Gabriela Morawetz, Manggha, Kraków 2020

22
3
skomentuj
lubię!
przeczytane
1.5t
razy