Sztuka nie/jest kobietą

Byłoby naiwnie wierzyć, że sztuka mogłaby się zregenerować, poprzez to, że jest kobietą, albo że było wcześniej powszechnie dezaprobowane, poprzez kult ambiwalencji, eklektyzm, albo poprzez oddanie się duchowi czasu…

Dorota Wojciechowska, Sztuka nie/jest kobietą

DOROTA WOJCIECHOWSKA:

Sztuka nie ma płci. Płeć mają artyści. A i to właściwie jest bez znaczenia, bo nie każdy właściciel genotypu XX lub XY będzie potrzebował malować, by wyrazić tajemnice swej duszy i umysłu. Mówienie więc, że sztuka jest kobietą to jak twierdzenie, że stół jest mężczyzną, tylko dlatego, że w języku polskim wyraz ten jest rodzaju męskiego. Takie definiowanie sztuki niczego nie wnosi, a wiele jej zabiera. Sprowadzanie jej do poziomu gender nie jest niczym innym, jak traktowaniem jej niczym towaru z supermarketu, który wymaga ometkowania i położenia na odpowiedniej półce. Najlepiej obok zbożowych batoników, które udają, że są zdrowe, bo ktoś na ich opakowaniu namalował owies. 

Helmut Newton, Sztuka nie/jest kobietą

Jednak to wszystko może i nie jest największym przewinieniem. Prawdziwym dramatem jest całkowite niezrozumienie, że sztuka jest czymś więcej niż definicją napisaną przez przypadek w kawiarni. Że, nie potrzebuje ona personifikacji, aby istnieć, ani płci by uwodzić tych, co z nią obcują. Nie potrzebuje „ochów” zagubionych pensjonarek, ani „achów” rozczarowanych życiem pań, które rozmarzonym głosem wołają: Sztuka jest Kobietą! Nie potrzebuje również ich prób, by zrobić z niej coś, czym nie jest. Sztuka potrzebuje intelektualnej przestrzeni. Czystej, niczym niezmąconej strefy, w której na równych prawach spotykają się Ci, którzy ją tworzą z tymi, którzy próbują ją zrozumieć. I obydwie strony wiedzą, że nigdy nie znajdą pełnej definicji tego, w czym uczestniczą. 

Yayoi Kusama, Sztuka nie/jest kobietą

Czymże jest więc ta, która nie posiada płci? Co sprawia, że tracą dla niej głowę zarówno kobiety jak i mężczyźni, a zwykli ludzie, niczym zawodowi hazardziści, stawiają swoje życie na jedną kartę? Sztuka z pewnością nie jest samoistnym pięknem, lecz sprawia, że piękno to dostrzegamy. Nie jest również ideą, gdyż widzimy jej materialne wcielenia – obrazy, dźwięki, wiersze, fotografie. Nie jest niczyją twarzą, lecz przybiera obliczą tych, którzy z nią żyją. Nie ma płci, gdyż jest ponad tym, co cielesne. Unosi się gdzieś między zapachem terpentyny, a stukiem klawiatury. 

Félix Valloton, Sztuka nie/jest kobietą

Sztuka jest jednak niebezpieczna. Ma zdolność by rodzić, czasem aby zabić. Jest bezwzględna niczym kochanek zazdrośnie strzegący swojego miejsca. Czasem wkracza w ludzkie życie niepostrzeżenie, niczym powiew letniego wiatru. Czasem pojawia się bezczelnie. Bez zaproszenia. Niosąc ze sobą miłość i spełnienie. Niejednokrotnie staje między przyjaciółmi, skłóca kochanków, rozdziela rodziny. Żąda wyłączności, na którą nie wszyscy się godzą. Sztuka więc wcale nie łączy, lecz dzieli. Paul Cézanne, ku rozczarowaniu ojca wybrał tak nie praktyczne zajęcie jakim jest malarstwo, takiego samego wyboru dokonał Paul Gauguin. Oni wybrali sztukę. Lecz nie wszyscy mają odwagę, aby tak postąpić. 

Dora Maar, Sztuka nie/jest kobietą

Dora Maar umarła w samotności. Zniszczona nie przez Picasso, ale sztukę, którą zostawiła dla niego. Fotografia była jej światem. Światem fantazji i fikcji. Kolażem marzeń i rzeczywistości, w które wierzyła. I o tym wszystkim Maar starała się przez lata zapomnieć. Sztuka jednak o niej nie zapomniała. Upomniała się o Dorę, doprowadzając ją na granicę mentalnego obłędu. Objawiła się jej na nowo w intensywności, o której John Keats mówił, że jest świadectwem sztuki doskonałej. Ale było już za późno. Dora Maar tą walkę przegrała. 

Francis Bacon, Sztuka nie/jest kobietą

Żadna z artystycznych form nie jest czysto męska lub kobieca, a bardzo często zawiera w sobie te dwa pierwiastki. Obrazy Bacona dla wielu są kwintesencją męskości: silne, dominujące, agresywne, pozbawione wszystkiego, co zbędne. Obdarte z rzeczy nieistotnych. Aż do granicy, w której sensualizm popchnięty jest do granicy bólu. – „Sztuka malowania nie jest niczym innym niż projekcją układu nerwowego na płótnie” powie kiedyś Francis Bacon, pochylając się nad szklanką whiskey w Colony Room. – Mnie natomiast nie interesują relacje kolorów czy form. Jedynie liczą się dla mnie podstawowe ludzkie emocje: tragedie, ekstazy, przygnębienia, destrukcje – odpowiedziałby mu Mark Rothko, gdyby siedział wtedy z Francisem przy barze. Na ich tle, jakże kobieco wyglądają pejzaże Moneta, których kolory są delikatne i zwiewne niczym baletnice. Ale przecież to nie o to chodzi, aby patrzeć na sztukę przez pryzmat płci artysty lub doszukiwać się w ich pracach tego, co tradycyjnie utożsamiamy z pojęciem męskości czy kobiecości. Nie potrzebujemy wszak dolepiać do sztuki metki z waginą, by ją kochać, podziwiać i zgadzać się na to, że naprawdę nigdy do końca jej nie zrozumiemy. 

Marina Abramović, Sztuka nie/jest kobietą

Nie da się sztuki sprowadzić do jednego wymiaru, zwłaszcza do wymiaru cielesności, traktując ją przy tym jak osobę, o której wiemy wszystko, a przecież nie wiemy nic. Sztuka jest wolna. Odwołuje się do ludzkiego poczucia piękna, do którego zdolne są wszystkie istoty ludzkie. Obdarza talentem ludzi bogatych i biednych, kobiety i mężczyzn, białych i czarnych. Ze swej natury musi być krytyczna, by móc stawiać pod znakiem zapytania prawdy, w które wierzymy z przyzwyczajenia. Jak na przykład te, że jest ona kobietą, a mężczyzna nie może być muzą. 

Jak to się więc stało, że sztuka wymykająca się od setek lat definicjom stworzonym przez filozofów i o której Brecht pisał, że jest młotem rzeźbiącym rzeczywistość, nagle otrzymała nalepkę z supermarketu mówiącą na której półce ma leżeć? 

Jean-Michel Basquiat, Sztuka nie/jest kobietą

TOMASZ RUDOMINO:

Francis Picabia maluje Olgę, a Olga fotografuje Picabię. Jean-Michel Basquiat maluje fetysze, a niebo zasnuwa się ołowiem. Bo to definicja obrazów Anselma Kiefera. Sztuce nowoczesnej od samego początku towarzyszył zarzut, że przyśpieszyły się w niej rozwój i historia, generacje i fazy poszczególnych stylów, następowały po sobie coraz szybciej, podobnie jak najbardziej sprzeczne ze sobą idee. Obok teutońskiej mistyki stanęły w jednym szeregu kreskówki z New Yorkera, tłuczone talerze i alegorie, porywająco podobne do tych, które pamiętamy z obrazów Caspara Davida Friedricha. Bo jak pamiętamy z Schlegla: najwyższe piękno – najwyższy ład jest przecież tylko pięknem i ładem chaosu, który czeka na dotknięcie miłości, aby rozwinąć się w harmonijny świat, taki jak dawna mitologia i poezja. Bowiem mitologia i poezja są czymś nierozłącznym.

Tomasz Rudomino: Sztuka nie/jest kobietą

Jeśli te słowa mają określać w jakiś sposób dwa bieguny Postmodernizmu: malarstwo Anselma Kiefera i Juliana Schnabla, to czy znajdujemy w tym odpowiedź na pytanie o definicję płci w sztuce? Czy sztuka jest kobietą? Czy nie jest? Awangardowa myśl sprzymierzyła się z radykalną krytyką społeczną i polityczną, która dla poparcia dialektyki wyzwolenia, zaadaptowała przejęte z estetyki pojęcie wrażliwego umysłu.

Czemu to służy? Niczemu.

Od początków istnienia człowieka, odnajdowano w języku komunikacji określenia dla płciowości przedmiotów i właściwie bez powodu przeniesiono je na obszar sztuki. Męskość, żeńskość. A zatem i również trzecią płeć, bo Androgyn w swej czystej postaci zawładnął umysłami, ewokując – jakby na przekór pewną paralelą z czasów Regencji, kiedy pragnienie norm klasycznych wykroczyło poza oficjalną retorykę artystyczną.

Anselm Kiefer, Sztuka nie/jest kobietą

Basquiat pokazywał świat zniekształcony po torturach. Poza życiem czas nie istnieje, Żyjąc tworzymy czas. Palcami naszych dłoni tkamy nasze życie… obrazy, rzeźby, albo słowa zapisane ręcznie. To jest definicja sztuki. Jedyna.

7
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
511
razy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *