Sypiając z Tracey

Wszystko zaczęło się w 1998 roku, w pewnym mieszkaniu komunalnym w południowym Londynie. Młoda artystka, jedna z liderek ruchu Young British Artists o imieniu Tracey Emin, od paru dni nie opuszczała sypialni. Jadła i spała w łóżku, piła alkohol, odurzała się lekami przeciwbólowymi. Wstawała tylko na chwilę, aby zaraz wrócić do swej sypialni. I tak minął tydzień.

Tracey wciąż leży w brudnej pościeli, w otoczeniu poplamionej bielizny i resztek śmieciowego jedzenia, którym się żywiła od tygodni. Jest całkowicie bezbronna, wobec tego, czego doświadcza w tej jednej chwili. Tak, jakby całe jej dotychczasowe życie, które naznaczone było samotnością, przemocą seksualną i odrzuceniem, przybrało w końcu, fizyczną formę jeszcze gorszego, depresyjnego niechlujstwa i zamknęło ją, niczym w pułapce czterech ścianach sypialni.

Tracey Emin, My Bed, Turner Contemporary, Margate

Z takiej ciemności, niewielu byłoby w stanie się wydostać. Ale akurat nie Trecey. Na przekór całemu światu i sobie samej, w pewnym momencie podniosła się z łóżka i wyszła z pokoju. Dosłownie i w przenośni, zostawiajac tym samym za sobą, lata spędzone w Margate, gdzie jej dzieciństwo zostało brutalnie przerwane. Pierwszy raz, kiedy zostawił ją ojciec, zdecydowawszy się wrócić do swojej żony i dzieci (z matką Tracey nigdy nie wziął ślubu), zabierając ze sobą, nie tylko bezpieczeństwo emocjonalne, ale również finansowe. Drugi raz, kiedy w wieku 13 lat została brutalnie zgwałcona w drodze do domu. Trzeci raz, kiedy nie radząc sobie emocjonalnie z tym, co ją spotkało i nie mając nikogo, kto by jej pomógł, postanawia „zemścić się” na mężczyznach, poprzez traktowanie ich tak, jak oni potraktowali ją – jako przedmiot do seksualnego zaspokojenia. Zaczyna więc uprawiać swoistego rodzaju prostytucję, która złamie ją prawie do końca i odbije swoje piętno na całym późniejszym życiu. Zarówno tym prywatnym jak i zawodowym. Zaprowadzi ją także do mieszkania w Waterloo, gdzie nie tylko zmierzy się z przeszłością, ale również dostrzeże, że może ją przekuć w coś całkiem innego.

Jej łóżko jest teraz puste, choć nosi w sobie ślady jej obecności. Stało się świadkiem tego, co w nim się zdarzyło, ale jednocześnie zaczęło żyć odrębnie, nie zabierając przy tym życia Trecey. Stało się dziełem artystycznym, tworzywem, parodoksem. Odpowiedzią na pytania, które trawiły Emin od wczesnej młodości:”Kim tak naprawdę jestem?”, „Kto mi to zrobił, że nie potrafię żyć?”

Tracey Emin, White Cube, Londyn

Patrząc na ten moment z jej życia, który stał się punktem zwrotnym w jej karierze artystycznej, nie sposób nie przywołać zdarzenia, które miało miejsce podczas II wojny światowej, kiedy to niemiecki oficer wkroczył do pracowni Picassa, spojrzał na Guernikę i spytał – „Ty to zrobiłeś?”
– „ Nie, ty.” – odrzekł Picasso, patrząc mu prosto w oczy.
Tracey, tamtego dnia, miała odwagę, aby spojrzeć prosto w oczy demonom swojej przeszłości i zmienić je w akt twórczy. Zaczęła od łóżka, które pod autonomiczną, choć banalną nazwą My Bed (1999), stało się jedną z bardziej kontrowersyjnych instalacji, wystawianych od Tokyo (Sagacho Exhibition Space), przez Liverpool Tate, w której pokazywano je obok prac W. Blake’a, po Londyn (Tate Britain), gdzie stanęło w jednym pomieszczeniu z obrazami Francisa Bacona, który tak jak Emin, obnażał w swoich obrazach wszystkich do samego końca, aż nic nie pozostało, tylko mięśnie i krew, na jej rodzinnym Margate kończąc, gdzie zostało wyeksponowane w Turner Contemporary, obok kolejnego, po Baconie i Blake’u, wielkiego brytyjskiego malarza J.M.W. Turnera. Emin wybrała wtedy 14 jego obrazów, które do tej pory nie były pokazywane w Margate, między innymi Rough Sea (c.1840-5). Jego barwy i cała zamknięta w nich atmosfera, znalazły swoje odbicie w kolorach pościeli i elementów tworzących instalację My Bed – „Wszyscy wiemy, że Turner był sprośny i niechlujny, ale jednocześnie, przy całej swojej męskiej dominacji był również delikatny, wręcz kobiecy. Postawienie więc My Bed w otoczeniu jego obrazów, tworzy pewnego rodzaju całość ” – powie, wiele lat później w jednym z wywiadów Emin.

To właśnie za My Bed, Tracey została nominowana do prestiżowej nagrody Turner Prize, ustanawiając tym samym nowe standardy „Confessional Art”. Sztuki, która jest wyznaniem prawdy wobec siebie i widza. Angielskie słowo „Confess” (wyznawać) pochodzi od łacińskiego „Confiteor” – oświadczam, przyznaje się, potwierdzam. Jej prace są więc zawsze pewnego rodzaju oświadczeniem, wyznaniem prawdy o tym, co jest na dnie jej duszy. Oświadczeniem, w którym jak u Bacona, nie ma miejsca na nic, poza brutalną prawdą.

Może dlatego właśnie koncept sypialni i tego, co się w niej dzieje, przewija się w większości prac Tracey. Wszak pokój ten jest nieodłącznym elementem życia każdego z nas. Przestrzenią, w której niejednokrotnie życie zaczyna się i kończy. Wnętrzem, którego ściany są świadkami intymności i bezbronności. W którym, wszystkie maski opadają, czyniąc nas, przez te parę godzin, nim nie nadejdzie świt, prawdziwymi. Tracey zdaje się być zafascynowana zjawiskiem snu, podczas którego jesteśmy i nie jesteśmy zarazem. Przez kilka godzin wędrujemy pomiędzy światami, do których nie mamy wstępu na jawie. Stąd dzielenie łóżka z drugą osobą, ma nie tylko wymiar fizyczny, ale i duchowy. Jest zaproszeniem do bycia totalnego. Na wielu wymiarach jednocześnie. Tą wielowymiarowość sypialni widać w innej kultowej już instalacji Emin zatytułowanej Everyone I Have Ever Slept With 1963–1995 (1995), czasem nazywanej w skrócie The Tent. Jest to namiot z wyszytymi wewnątrz nazwiskami wszystkich osób, z którymi Tracey dzieliła łóżko. I nie chodzi tu tylko i wyłącznie o jej partnerów seksualnych, ale także o jej przyjaciół czy rodzinę – „Znajduje się tam imię mojej babci, do której łóżka jako mała dziewczynka lubiłam się wślizgiwać i trzymać ją za rękę. Czułam się wtedy kochana i bezpieczna”- powie Tracey.

Tracey Emin, Everyone I Have Ever Slept Without 1963-1995, (1995)

Sypialnie wypełnia często obecność osoby bez jej fizycznej obecności. Puste łóżko, które nosi w sobie jeszcze ślad kogoś, kto w nim spał jest symboliką nowego rozdziału. Początku lub końca. U Tracey pojawiło się na początku jej kariery, u Van Gogha na krótko przed śmiercią. To, co je łączy, to intymna opowieść o osobie, o jej życiu, uczuciach i pragnieniach, bez pokazywania jej samej. Są jak kartki wyrwane z pamiętnika.
Wszystkie prace Tracey, bez względu, czy są to obrazy, rysunki, czy instalacje, odnoszą się zawsze do jej osobistych doświadczeń. Są swoistego rodzaju kroniką zdarzeń, zapisanych takimi jakie były. Następnie Emin przemienia je w sztukę, ale nie po to, aby je zmienić, lecz aby uczynić je dostępnymi dla każdego, kto będzie je oglądał.

Tracey Emin, A Fortnight of Tears, White Cube

Tracey Emin prawie nigdy nie wystawia nowych prac, lecz pokazuje te, które nawiązują do wydarzeń, które już miały wcześniej miejsce. Których ból z jednej strony już przebrzmiał, ale z drugiej jest zaskakująco aktualny. Często na wystawach pokazywane są jej prace sprzed 20 lat. Tak jest też teraz, kiedy to obraz przedstawiający kobiece krocze, zatytułowany Ruined (2007), oraz neon My Cunt is Wet With Fear (1998), otwierają obecnie, najnowszą wystawę Emin w Royal Academy of Arts „The Loneliness of the Soul”. Te dwie prace, nie tylko są zapisem tego, co wydarzyło się wiele lat temu, ale także tego, co miało miejsce zaledwie kilka miesięcy wcześniej, kiedy z powodu nowotworu usunięto Tracey macicę, jajniki, pęcherz oraz jelita, a ona sama stanęła, po raz kolejny na krawędzi życia i śmierci.

Tracey Emin, Ruined, 2007

Z powodu choroby i lockdownu, Emin ponownie zamknęła się w czterech ścianach, ale tym razem doświadczała czegoś zupełnie innego niż to, co stało się jej udziałem pod koniec lat 80. w małym mieszkaniu w Waterloo.
„- Bycie samemu przez kilka tygodni jest proste… Bycie samemu przez dziesięć lat jest znacznie trudniejsze. Pragnę samotności. Jestem artystką i widzę świat z perspektywy jednostki. Im więcej doświadczam życia w izolacji, tym więcej mam jasności w widzeniu świata. Nie chcę, aby świat cierpiał, ale chcę pozostać w mojej bańce szczęścia. Chcę żyć” – powiedziała w 2020 roku w wywiadzie dla Time Out.

I choć Tracey Emin przeszła długą drogę od sypialni w Waterloo, do sypialni w jej obecnym domu, to jej wędrówka trwa nadal. I będzie trwać aż do ostatniej kreski.

….…………………..
Tracey Emin: Urodzona 3 lipca 1963 roku w Croydon w Londynie należy do jednej z bardziej wpływowych brytyjskich artystek, enfant terrible sztuki współczesnej. Od lat 80. związana z ruchem Young British Artists. W swoich pracach wykorzystuje szereg różnych technik, od rysunku, video, poprzez rzeźbę, ekspresyjne malarstwo, na instalacjach kończąc. Bo z tych ostatnich jest najbardziej znana. Jej sztuka jest konfesjonalna, prowokacyjna, transgresywna, często obrazująca intymne części ludzkiego ciała.

Tracey Emin uczęszczała do Medway College of Design (obecnie część University for the Creative Arts) w Rochester, gdzie studiowała modę. Została również przyjęta, pomimo braków formalnych, do Maidstone College of Art, gdzie uzyskała dyplom ze sztuk pięknych w 1986 roku, a następnie zrobiła dyplom z malarstwa (1989) na Royal College of Art. Jedna z jej pierwszych wystaw pod zadziornym tytułem My Major Retrospective, miała miejsce w 1993–94 w prestiżowej White Cube Gallery. W 1999 została nominowana za My Bed do prestiżowej nagrody Turnera, a w 2007 roku reprezentowała Wielką Brytanię na Biennale w Wenecji. W 2013 została uhonorowana medalem Commander of the Order of the British Empire (CBE) za wybitne zasługi dla sztuki współczesnej. Po odebraniu odznaczenia powiedziała – „Uważam, że Buckingham Palace jest rock ‚n’ rollowy i trochę dziki. Nie zmieniłam niczego, w tym co robię, by móc stanąć dzisiaj w tym miejscu.”

Tracey Emin z Księżniczką Anną, Buckingham Palace
4
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
638
razy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *