Soulages w Japonii

Pierre Soulages, najwybitniejszy francuski artysta otrzymał od cesarza Japonii Order Wschodzącego Słońca. Soulages obchodzi w tym roku, 101 lat swojego życia, należy zatem do skąpego grona malarzy, którzy byli świadkami awangardy, eksplozji amerykańskiej abstrakcji i francuskiego taszyzmu, wreszcie tych wszystkich zdarzeń, które ukształtowały obraz współczesnej sztuki.

Pierwszym Francuzem, który otrzymał ten order był Jules Brunet, oficer artylerii, który walczył pod Toba-Fushimi, a później w siłach armii Republiki Ezo.

Walczył także w słynnej bitwie w zatoce Hokodate, która definitywnie zakończyła erę starej Japonii. Życie Bruneta stało się inspiracją dla scenarzysty Ostatniego Samuraja, filmu który pokazywał losy amerykańskiego oficera szkolącego żołnierzy armii cesarza Meiji. W rzeczywistości, na mocy umowy pomiędzy Shogunem, a Cesarzem Napoleonem III, grupa specjalistów od sztuki wojennej wyjechała do Japonii, aby nauczyć fachu bitewnego, wojskową kadrę namiestnika Japonii z zamku w Osace. W międzyczasie wybuchły konflikty i niektórzy oficerowie francuscy opowiedzieli się po stronie shoguna. Bitwa pod Toba-Fushimi zamknęła epokę Edo. Shogun Yoshinobu został obalony. Nastała era Meiji, ale nim się to stało, na Hokkaido powstała wolna republika. Stworzył ją admirał Enomoto Takeaki. Brunet opowiedział się po stronie przegranych, walczył honorowo do samego końca Edo. Kiedy powrócił do Francji, gazeta Le Figaro okrzyknęła go bohaterem narodowym. O Japonii mówiono we Francji głośno, zapraszano rekrutów do szkolenia, a Francuzi zbudowali Japończykom nawet port wojenny w Yokosuka. Brunet stał się powtórnie bohaterem narodowym, kiedy trafił do niewoli w Metzu, podczas wojny pruskiej. Dostał Legię Honorową za stłumienie Komuny Paryskiej.

Kiedy amerykański dziennikarz przeprowadzał z nim wiele lat później, wywiad do gazety, zwrócił uwagę na samurajski miecz i zbroję w gabinecie generała. Bo Jules Brunet z czasem stał się generałem. W końcu ambasador Japonii przekazał mu list od cesarza Meiji, w którym władca pisał, że dawne winy zostaną mu zapomniane, a liczy się tylko to, że Francuz sławił Japonię po całym świecie.

Albowiem Order Wschodzącego Słońca otrzymują tylko Ci, którzy przyczyniają się do propagowania jej kultury.

Pierre Soulages, pojechał do Japonii zaraz po Nowym Roku 1958 roku. Podróż odbył w towarzystwie swojej żony i kolegi, skądinąd wybitnego malarza Zao Wou-Ki. W Japonii spędzili trzy tygodnie. Trasa ich przygody wiodła przez Tokio, Kioto i Nara.

Yasuhide Shimbata napisał artykuł o tej podróży. To ten sam Shimbata, który opisał japońską kolekcję dzieł sztuki Georgesa Clemenceau, jednej wszak z największych postaci współczesnej Francji.

Soulages był znany w Japonii już od 1951 roku, kiedy jego obrazy pojawiły się na pierwszym Salonie Majowym. Stało się to za sprawą wielkiego Michela Tapié, ikony francuskiej krytyki artystycznej. Tapié sprowadził do Japonii obrazy Soulagesa, Wolsa, Hartunga i przede wszystkim Georgesa Mathieu, który pojawił się także osobiście w Osace oraz zainspirował w jakimś sensie ruch młodej awangardy, której twarzami byli członkowie grupy Gutai.

Grupa japońskich badaczy sztuki, filozofów i krytyków w tym Tsutomu Iijima, Itsuji Yoshikawa, dostrzegli oni w malarstwie Soulagesa ślad kaligrafii, ducha japońskiej estetyki wiodącej ku przeszłości.

W japońskiej poezji znajdujemy, pewien szczególny wiersz, uznany za absolutne arcydzieło, bo dający opis tego, co niewidoczne. Chodzi o górę Fuji, a jej niewidzialność opisał sławny Bashō. Góra została spowita mgłą, utonęła w odchodzącym świetle, zakrył ją mrok, lecz Bashō dostrzegł właśnie wtedy, jej kojące i zmysłowe piękno. Opisał ją tak, jak tylko światło można opisać, choć pozornie już go nie było.

Opisać światło…

Pierre Soulages malował czerń choć mawiał, że maluje wyłącznie światło.

Obrazy Soulagesa powinno się oglądać w mroku. Wtedy czerń na obrazach wabi wszystkimi kolorami, pulsuje, wydobywa światło.

Soulages, a było to pod koniec lat siedemdziesiątych, miał powiedzieć w ślad za Van Goghiem: co to za cudowne piękno – czerń, podczas gdy mistrz z Oise krzyknął naonczas: żółty – ah, co za piękny kolor.

Czarny. Niełatwo z czerni wydobyć inne kolory, a także światło. Potrafią tak malować tylko najwięksi mistrzowie. Zajmują jedną, albo dwie ławki w dziejach sztuki współczesnej.

Tak samo jak w poezji Haiku. W przypadku tej poezji mamy do czynienia zawsze z tym samym: naturą i zdarzeniami naturalnymi, a my, czyli widzowie znajdujemy się w centrum rzeczywistości empirycznej. Jesteśmy w środku natury. Dlatego nie możemy jej opisać w inny sposób. Tak jak rzekę Kiyotaki, niedaleko Arashiyama. Pamiętamy ten wiersz poety Bashō:

Nurt Kiyotaki/Na fale padły świeże/Igły sosnowe

Rzeka i jej nurt. Symbol przemijania. Czym jest czerń z definicji? U Michela Pastoureau, najpierw była Ciemność przed Stworzeniem. Potem czerń symbolizowała wszelakie zło, diabła, siedlisko piekła. Lecz Pastoureau także dowodzi, że paleta czerni biegnie od ohydy po melancholię, wreszcie od pokory po elegancję. I tak jak czerń stała się kodem, etykietą w modzie, tak szarość, jako jej cząstka, stała się symbolem poetów.

W malarstwie czerń była albo kolorem podstawowym, albo zabawą, jak u Gauguina, który nadał jej nowe brzmienie. Ale to właśnie Pierre Soulages stworzył coś nowego, zdefiniował czerń odrębnie. Wymyślił l’outrenoir, a zatem wyszedł poza czerń, choć w niej pozostał.

Był świadkiem zdarzeń, które znamy tylko z literatury. Kiedy przybył do Paryża w wieku 27 lat, był to czas wielkiego osadnictwa awangardy. Surrealiści sprzątali po wojnie, Jean Dubuffet spotkał Michela Tapié, a Mathieu, młodszy od niego o dwa lata, po raz pierwszy pojawił się na Salonie w stolicy Francji. Napisał wtedy: …malarstwo nie musi przekazywać jakiegoś sensu, ale jest robione zawsze z sensem, świadomością i racją.

Tylko raz przyznał, że podziwia innego malarza. To Robert Ryman.

Od początku, kiedy pojawił się w Galerie Lydia Conti podziwiano tylko jego. Tak jest do dziś i pewnie pozostanie na wieki.

Pracował wtedy przy rue Schœlcher. Tam gdzie Pablo Picasso i Simone de Beauvoir. Ale mieszkał przez długi czas w Montpellier, bo zawsze jego pragnieniem było przybliżyć się do morza.

Termin „Infomel“, został przypisany Francuzowi, wkrótce po wystawie, którą zorganizował wspomniany francuski krytyk sztuki Michel Tapié. Chodziło o znaczenie „braku formy“ i w dużej mierze odnosiło się do malarstwa Pierre Soulagesa. Głębokie, poplątane ze sobą skontrastowane plamy stały się dla tego francuskiego malarza znakiem. Różnicował je fakturą, nadawał tony niebieskie, czerwone i czarne, starając się z tej głębi wydobywać harmonię, jak w japońskiej kaligrafii, gdzie liczy się najpierw gest, a dopiero potem kształt. O ile Tapié wygłosił bojowe orędzie przeciwko abstrakcji geometrycznej, tak taszyzm był pojęciem poniekąd ironicznym.

Dla Soulages najważniejsza była czerń, światło i Hans Hartung.

Hartung to nie tylko liryczna przyjaźń artystów. To także jego niezwykłe życie, zasługujące na uwagę, wielce pogmatwane losy artysty.

Miał wielki wpływ na Soulagesa. Zresztą Francis Picabia również. Być może – gdzieś tam obok – maniera Soulagesa, zawdzięcza bardzo wiele pędzlom tych malarzy, ale rodzaj gestu jaki zastosował na swoich obrazach, wrażliwość na kolor, światło, cień, uczyniły zeń mistrza gatunku, tak jak kaligrafia tuszem, czyni perfekcyjnym wtedy, kiedy cała energia i skupienie koncentrują się na nacisku pędzla i odpowiednim ruchu.

Z czerni uczynił kolor. Barwy zamienił na czerń.

W Rodez zbudowano mu muzeum. Jest oszałamiające. Konstrukcja, pomysł bryły i wnętrza, niemal w całości zanurzonego w czerni. Po to, aby w tej czerni, oglądać jego czerń. Niezwykły eksperyment.

W Rodez się urodził, tam znajdował się dom jego rodziców. Nie wracał potem do Aveyron, jedynie na wyjątkowe okazje jak otwarcie tego muzeum właśnie. I to drugie, Fenaille, gdzie oglądać można Menhiry, które go zainspirowały do stworzenia monumentalnych instalacji.

Japończycy dostrzegli w twórczości Soulagesa swój język. Istotę swojego bytu, obecność w przestrzeni. Świat ulotny, bo czymże jest ruch pędzla na płótnie. Jedyny w swoim rodzaju gest. Dostrzegli w nim siebie.

8
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
102
razy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *