Razem czy osobno ?

Na pozór proste, prawie nic nie znaczące, codzienne sceny zwyczajnych ludzi. Zamknięte w ciasnym kadrze, niczym przypadkiem zrobione fotografie. Uchwycone z ukrycia. Podejrzane zza zasłony. Wydają się nieme, pozbawione głosu, perspektywy, czasem nawet obdarte z koloru. Spokojne, melancholijne historie bez wielkich dramatów w tle. A jednak jest w nich coś niepokojącego. Coś niepozwalającego o sobie zapomnieć. Coś absolutnie niezrozumiałego.

Félix Valloton, Biała i Czarna, olej na płótnie 1913, Fot@Dorota Wojciechowska

Malarstwo Felixa Vallottona (1865-1925) zdaję się być bardziej komentarzem rzeczywistości niż próbą jej literalnego odtworzenia. Dialogiem wewnętrznym artysty, przelanym na płótno za pomocą barw i symboli. Próbą przemycenia tego co istotne, albowiem pod płaszczem tego, co zwyczajne. Ale przede wszystkim odpowiedzią na pytanie: co jest prawdą?

Wystawa w Royal Academy of Arts jest bombą emocjonalną, naszpikowaną uczuciami, które tak dobrze znamy. W malarskich fleszach rozpoznajemy samotność, kłamstwo, agresję, miłość, bunt, odrzucenie, oraz wszechobecne PIĘKNO.

Vallotton fotografuje paryskie życie przez imigrancką soczewkę. Jest bardziej obserwatorem niż uczestnikiem. Oddzielonym niewidzialnym murem. Stojącym z boku. Ze wzrokiem utkwionym głębiej niż zewnętrzna powłoka wydarzeń. Z początku wykorzystuje drzeworyt bardziej niż olej. I tak powstają trzy wielkie komentarze.

Sceny uliczne Paryża, Sceny Intymne oraz Instrumenty Muzyczne.

Jego sceny uliczne zatrzymują w kadrze ludzkie tragedie dnia codzinnego. Te duże i te małe. Zmagania z wiatrem, strajki uliczne, wypadki. Są zimnym zapisem wydarzeń. Reportażem do własnej analizy. Historiami pozbawionymi kolorów.

Sceny Intymne (1898) to podejrzane przez okna banalne historie. A jednak dzięki zastosowanej formie drzeworytu zdają się nam opowiadać rzeczy, które nie zawsze chcielibyśmy usłyszeć. Widzimy więc kłótnię małżeńską „Extreme Measure”, czy kochanków wznoszących toast za zdradzoną żonę „A toast to the Spouse”. Z kolei Instrumenty – to hołd złożony samotności. Widzimy tutaj geniuszy zamkniętych w ciszy własnej muzyki. Grających bez publiczności. W czterech ścianach własnego domu.

Félix Valloton, Pacjent, olej na płótnie 1983, Fot@Dorota Wojciechowska

Felix maluje skomplikowane relacje ludzkie, które tylko na pozór istnieją. Stąd wielowymiarowość jego obrazów i całe pole do ich interpretacji. To, co zdaje się być tematem przewodnim wielu jego dzieł, to szeroko rozumiany dialog między ludzki, a właściwie jego brak. Nawet jeśli na obrazie pojawia się więcej niż jedna osoba, to nie ma między nimi prawdziwej więzi. Przebywają w tym samym pomieszczeniu, ale nie dzielą ze sobą niczego poza przestrzenią fizyczną. Dodatkowo, Vallotton nadaje swoim obrazom nazwy, na pierwszy rzut oka całkowicie mylące. „The Sick Gril” z centralną postacią Służącej ze wzrokiem wpatrzonym w dal i pozostającą w tle chorą kobietą. Czy to nie ona powinna być w centrum uwagi, skoro taki tytuł nosi ten obraz? „The Lie”- przedstawiający kochanków uwikłanych we własne ciała. Szepczących coś sobie do ucha. Czy to ona jego, czy on ją oszukuje? „The Visit” – gdzie mężczyzna chwyta kobiecą rękę niczym do walca i robi wszystko by utrzymać ton prowadzenia. W oddali drzwi nadal pozostają. Kto kogo więc wyprosi? Kto nadaje ton tej wizycie?

Obrazem, który zdaje się spinać cały dramat nieporozumień międzyludzkich, i który całkowicie obnaża człowieczą zdolność ludzi do nie – bycia z drugą osobą jest „The White and The Black” (1913). Widzimy na nim nagą, białą kobietę, leżącą na wąskim łóżku. Jej kraśne policzki przywodzą na myśl barokowego cheruba, a jej zamknięte oczy i swobodnie leżące ciało, wprawia nas w błogi nastrój południowej sjesty. Na skraju łóżka, niczym zimny obserwator, z papierosem w ustach, siedzi czarna kobieta. Ze wzrokiem utkwionym w Śpiącą. Mimo tak intymnej sceny, nie sposób odnieść wrażenia, że te dwie kobiety niewiele łączy. Są jak dwa spojrzenia na świat. Dwie drogi, które przebiegają obok siebie, ale nigdy razem.

Wystawa prac Felixa Vallottona to podróż przez ponad 80 obrazów, z których każdy z nich prowadzi nas do innego zakamarka naszej duszy.

 

Royal Academy of Arts, London Felix Vallotton. Painter of Disquiet

 

6
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
243
razy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *