Québec i Giacometti

Ten najważniejszy Szwajcar sztuki współczesnej, choć z Paryża musiał w końcu i tam dotrzeć. Do Kanady, a ściślej do Musée national des beaux-artes du Québec.

To jedno z najciekawszych muzeów na kontynencie amerykańskim. Trochę, co akuraty oczywiste, z francuską filozofią, że chłód ekspozycji musi jak najgoręcej przemawiać do widza. Giacometti to artysta niekontrowersyjny jak wielu jego rówieśników, lecz hurtem korzystający z wielu duchowych buntów, które nawiedziły sztukę od połowy lat dwudziestych. A zatem wszelkie nuty surrealizmu, abstrakcji geometrycznej i tej linearnej, słowem powinowactwa od Arpa i Miró, teksty Bretona, a jeszcze w dodatku „Melancholia“ Dürera, to wszystko jest tutaj, w tej jednej wielkiej twórczości człowieka, który jako artysta stosunkowo długo dojrzewał, gdyż po drodze stąpał po najrozmaitszych rozpadlinach sztuki jak Odys nie mogący odnaleźć tej właściwej.

Alberto Giacometti pochodził z rodziny artystycznej. Jego ojciec był malarzem, podobnie jak stryj, sławny Augusto Giacometti, studiujący także w Paryżu.

Alberto był zatem skazany na bycie artystą już od dziecka. Podobnie jak Japończycy, studiujący kaligrafię, cierpliwie i starannie przygotowywał się do swojej życiowej roli. Początkowo rzeźbiarskiego fachu uczył się w pracowni u Bourdellego, co jednak mu jakoś nie pasowało z uwagi na temperament jaki przejawiał, znajomość twórczości Picassa i kubistów. Kiedy poznał André Bretona wiedział w jakim kierunku go ciągnie…

Z surrealizmem, w którymś momencie zerwał, bo jego koncepcja sztuki zmierzała jednak do widzenia świata „tak jakby wynurzał się z otchłani po raz pierwszy”. Wiązało się to z jego poszukiwaniami figuratywności i związkami, które można wyrazić w rzeźbie, a mianowicie łącznikami pomiędzy artystą, modelem a samą przestrzenią. To zmusiło artystę w jakiś sposób do powrotów z początku kariery: rysunku i malarstwa. Tu także dominowały figuracje, obsesyjnie monochromatyczne, spłaszczone i z wibracją faktury. Zbliżył się w ten sposób do ekspresjonizmu, ale w gęstwinie zawartej tam symboliki żaden z twórców tego kierunku nie miał szans z Giacomettim się zrównać.

Na wystawie w stolicy prowincji Québec, dominują nie tylko rzeźby czy rysunki. Przede wszystkim jest on sam. Giacometti w swojej pracowni, w wywiadach czy wypowiedziach. Można go zobaczyć i posłuchać jak mówi. To ciekawe doświadczenie. Wyłania się bowiem z tych kronik cała osobowość artysty. Giacometti jest spokojny, mocno skupiony. Mówi głębokim głosem. W jego widzeniu świata zawiera się stara teza o paraboli jaka dosięga artystów. Z początku, gdy napotykają na abstrakcjonizm czy surrealizm, trafia ich piorun energii. Wylewa się ekspresja na wszystkie strony. Potem jednak przychodzi ochłodzenie emocji. To dlatego, że drogi surrealistów się rozeszły. Rzeczywistość zgubiła tamte manifesty.

I Giacometti także doszedł do ściany. Jego temperament przygasł, ale nurtujące go cele, podpowiedziały inną ścieżkę. Odnalazł tam swoje ogniwo. Stał się jedyny na świecie, który potrafił zgasić ekspresjonizm, ale jednocześnie tkwić w nim po same uszy. Wielka siła zaklęta w tych małych, subtelnie rzeźbionych figurach odnalazła swoje ujście w przestrzeni poza nimi. To wielka rzadkość być takim artystą.

Wystawa w Québecu odpowiada na wszystkie pytania dotyczące jego drogi twórczej. Podzielona jest chronologicznie, epizodami z życia artystycznego Giacomettiego. A zatem jest surrealizm, realizm, obrazy i jego własny świat rzeźby. Mówi o tym wprost: dlaczego jestem rzeźbiarzem? Niby odpowiedź jest prosta: zrobił przecież popiersie swojego brata, kiedy miał 13 lat. To przeznaczenie. Ale czy tylko dlatego?

Z pewnością warto zapoznać się z tekstami w albumie wydanym przy okazji tej wystawy, przy współudziale Fondation-Giacometti.

 

Marta Perez

 

Alberto Giacometti, retrospektywa artysty (1901-1966) w Musée national des beaux-artes du Québec., maj 2018

20
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
780
razy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *