Okno i powieść – oto Henri Matisse

W oczekiwaniu na Barbizony rozkoszy, czyli jak to powiedział Louis Aragon „bijące serce pod mostem skał”, bo oto właśnie unosi się spektakl niezwykłych obrazów do obejrzenia. Matisse comme un roman – taki tytuł nosi nowa wystawa, ukazująca kompletny dorobek tej niezwykłej osobowości w sztuce.

Paryż dźwiga, zresztą nie pierwszy raz na swych barkach, twórczość Henri Matisse, ten olbrzymi potencjał, który naznaczył ścieżki współczesności, zainfekował rozumy wielu artystów, a przede wszystkim wdarł się do powszechnej świadomości, że mamy do czynienia z czymś wielkim.

Matisse comme un roman, Centre Pompidou, 2020

Pośród wszystkich przypadków w sztuce współczesnej, tylko ten jeden, stanowi niezwykły wyłom w umyśle, na podobieństwo istnienia Człowieka – Źródła, akurat wtedy, kiedy trafiamy na ślad Jego stopy, wałęsając się po bezludnej wyspie.

Matisse comme un roman – to fraza wzięta z Aragona właśnie. Powieść, bo przecież każde dzieło malarza jest jakąś powieścią, on sam był poniekąd wielką epopeją, samotnym żeglarzem, kapitanem, śpiewakiem na scenie, jedynym w swoim rodzaju światłem, które wskazuje drogę. Przy tym skromny, niepozorny, nie dający odczuć, że mamy przed sobą czysty brylant, napięcie życia, znak wśród gwiazdozbiorów.

I oto przed nami wielka powieść. Matisse:

Henri Matisse comme un roman, Centre Pompidou 2020

I

Mijałem białe domy w Bayonne i wille tonące w ogrodach, w Saint-Jean dopadły mnie zapachy pomarańczy, opuncji i smażonych sardynek, a wszystko pomieszało się z tą arią dobiegającą zza otwartego okna, gdzieś w starym domu przy ulicy Ravela.

Jestem w Ciboure z pysznym widokiem na zatoczkę pełną łajb i motorówek.

To chyba „Godzina hiszpańska”, sam nie wiem do końca. W tym starym domu przy ulicy Ravela, pod numerem 38 mieszkał niegdyś malarz Henri Matisse, zaś tamten muzyk urodził się nad tą zatoką, na szlaku Jakubowym, w czasach, kiedy zaczęto budować koleje, a w Nagasaki postawiono telegraf.

Pysznią się z dala, pastelowe domy w Donostii, błyszczy się krzyż znad jej katedry. Teraz biorę ze sterty kanapek, jedną ze smażonym dorszem, a drugą z papryką. Czas na pintxos. A może czarną kiszkę z Ciboure, dziedzictwo tutejsze, robioną u mistrza Pantxoa Aizpurua? Nie wiem. Przemyślę.

Dopijam moje wino. Słońce wciąż przygrzewa, dziewczyny w kolorowych sukienkach idą po deptaku wyśpiewując bez taktu ani talentu o fasoli, która wpadła do szklanki tego pana z pierwszego piętra. Czeka mnie jeszcze spotkanie z Pierre Loti. Ma w Hendaye swoją ulicę, bo niegdyś tam mieszkał. Pisał w Le Figaro w odcinkach, jak Prus zupełnie, historie nie z życia, lecz wzięte z bajek o miłości i targających młodego człowieka namiętnościach. Pisał o Tahiti, o Nagasaki, o tym jak cudnie jest marzyć i podróżować. Miał brata, który fotografował Maorysów. Jego zdjęcie miał w swoim domu Paul Gauguin. Pierre Loti napisał „Raraku”. Tę historię przeczytał Gauguin i zapragnął popłynąć do miejsca, gdzie się toczyła. Na Tahiti właśnie…

Henri Matisse comme un roman, Centre Pompidou, 2020
Henri Matisse comme un roman, Centre Pompidou, 2020

II

Nagle dostrzegłem w przedziale jakiegoś pana w okularach i białą brodą. Wcześniej go nie było, może dosiadł się, kiedy przysnąłem? Popatrzyłem przez okno, a tam raban wielki na dworcu Bordeaux Saint-Jean, mnóstwo gestykulujących ludzi, trąbiące samochody, tłum wojska i konie na uprzęży. A więc to wojna. Mamy wszak wczesne lato 40-tego. W Bordeaux dosiadł się do mnie zatem Henri Matisse. To ten pan z białą brodą i w okularach. Teraz się lekko uśmiecha, widząc moje zaniepokojone spojrzenie. Jedziemy do Ciboure. Może spędzimy tam resztę lata, a może i zimę? Matisse namaluje wtedy swój czerwony pokój z widokiem na ogród i zatokę, a ja w wolnej chwili upiekę chleb z cebulą, zapakuję do plecaka, także butelkę wina, podjadę z tym bagażem do Cité Merveilleuse, gdzie umówiłem się na spotkanie z Albertem Durandem, handlarzem z Bayonne, który wynajmuje mieszkania artystom i w zasadzie każdemu, nawet kiepskim pisarzom, o ile mogą mu zapłacić, a potem dołączy Lydia. Podejdziemy na plażę, zjemy mój chleb z cebulą i zanurzymy się w zimnych wodach Atlantyku…

Henri Matisse comme un roman, Centre Pompidou, 2020
Henri Matisse comme un roman, Centre Pompidou, 2020

III

Matisse przybył do Ciboure po dwóch dniach spędzonych w Golf Hotel w Saint-Jean-de-Luz. Obie miejscowości dzielą ledwie minuty. Spacer z dworca w Saint-Jean do Quai Ravel zajmuje kwadrans. Wcześniej ta ulica nazywała się Pocalette. Ale w 1930 roku władze gminy nadały jej imię wielkiego muzyka.

W roku 1864 otwarto linię kolejową Paryż -Irun. Biegła właśnie przez Ciboure, Hendaye, prosto do hiszpańskiej granicy. Wielu artystów w owym czasie postanowiło skorzystać z tej okazji i odwiedzić krainę Basków. Na przełomie XIX i XX wieku powstała tam nawet „Groupe des Neuf”. Nie była klasyczną grupą, szkołą, lecz luźnym związkiem kilku malarzy, którzy obsesyjnie poszukiwali światła i plenerów, mniej oglądając się na kolegów. Była to jednak grupa artystycznych mocarzy: Ramiro Arrure, Perico Ribera, René Choquet, Jean-Gabriel Domergue i wreszcie najsławniejszy spośród nich czyli Georges Masson.

I teraz Matisse pisze na kawałku karteczki: „…jestem w Ciboure, mieście rodzinnym Ravela, klimat wilgotny, gorąco. Obawiam się, że będę tu musiał zostać na dłużej”.

A w liście do Simon Bussy: „…nie robiłem nic od kwietnia. A teraz stoi przede mną dwadzieścia płócien, większość nieukończonych, oprócz jednego…”

Henri Matisse comme un roman, Centre Pompidou, 2020

W Paryżu kupił bilet do Brazylii. Miał już wbitą wizę do paszportu. Niemcy stali u wrót Paryża. W pierwszym tygodniu maja zdeponował swoje obrazy w chłodnej piwnicy Banque de France. Wsiadł do pociągu jadącego do Bordeaux. Wcześniej jednak zatelegrafował do Francisco Borèsa w sprawie wolnych hoteli w Saint-Jean-de-Luz.

Borès brał udział w wystawie w 1927 roku w Galerie Percier, gdzie poznał marszanda Léonce Rosenberga, w domu jego brata Paula, miał teraz Matisse schronić się na kilka dni. Jednak w ostatniej chwili malarz zmienił zdanie i po dwóch dniach pobytu w Golf Hotel, przeniósł się do Ciboure. Statek, mający go zawieźć do Ameryki odpłynął bez niego…

Do Bordeaux wkroczyli Niemcy.

Lidia wspominała: nie lubił tego miejsca…

Matisse: kocham malować we wnętrzach…

Henri Matisse comme un roman, Centre Pompidou, 2020

IV

Henri Matisse przypłynął na Wyspy Towarzystwa w końcówce marca 1930 roku. Niemal w tym samym czasie, na fasadzie dawnego domu Gauguinów przy Notre Dame de Lorette umieszczono tablicę, upamiętniającą miejsce narodzin malarza. Matisse o tym nie wiedział. Ale oglądał za to, wystawę prac Gauguina w Muzeum Luksemburskim, a także słyszał o jego retrospektywie w Wenecji na Biennale.

Festiwal sławy Paula Gauguina dopiero się rozpoczął i sędziwy postimpresjonista, postanowił poszukać światła na Pacyfiku. Tego światła…

Matisse wsiadł na parowiec Tahiti, który pomknął ekspresowo po oceanie, obsługując linię: San Francisco – Sydney i skierował się na królewską wyspę, Francuskiej Polinezji.

W Papeete zainstalował się w hotelu Stuart. Był tam w towarzystwie Pauline Oturao Aitamé, znanej jako Pauline Schyle, modelki którą pamiętamy choćby ze słynnego manuskryptu „L.A.S avec dessin, Nice 17 juillet 1950 à Mme Pauline Schyle…”

Na tę wyprawę, zabrał ze sobą Matisse, także aparat fotograficzny. I od razu, niemal zaraz po swoim przybyciu, zanotował: z mojego tarasu mam wspaniały widok na góry i zatokę. A światło jest tu bajeczne.

Henri Matisse comme un roman, Centre Pompidou 2020

 Henri Matisse to jeden z największych malarzy w historii. Z pewnością należał, obok Picassa do najbardziej wpływowych w XX wieku. Nie brakuje go w żadnym podręczniku do historii sztuki, jest także filarem, każdej wystawy o sztuce współczesnej. W swoim długim życiu, przewędrował wiele zakątków Francji, miał chyba poczucie, że opanował wszystkie kolory i poznał całe światło. A jednak na Polinezji, staremu i doświadczonemu artyście, przyszło mieć taką oto refleksję: każde światło daje inną harmonię, a tu jest wyjątkowe. Bo to inny, rodzaj otoczenia, inny rodzaj atmosfery. Światło Pacyfiku jest pucharem pełnym prawdziwego bogactwa, z którego można czerpać dowoli i upijać się jego blaskiem oraz czystością.

Stary Matisse zrozumiał Gauguina. Twierdził wprawdzie, że nigdy nie chciał płynąć na Polinezję, lecz dokładnie na Galapagos, ale i tak mu nikt nie uwierzył.

Do wizyty w Papeete, namówił go Marc Chadourne, pilot wojenny, pisarz, tłumacz Conrada i przy okazji, zarządca poczty francuskiej w Oceanii.

Jeśli z obrazów Gauguina bił blask, to mógł Matisse sprawdzić na miejscu, skąd biło jego źródło. W roku 1906, podczas Salonu Jesiennego w Paryżu oglądał obrazy, wystawione tam przez Daniela de Monfreida. Wypowiadał się o nich pochlebnie, choć jak na zazdrosnego artystę przystało, robił to z lekkim dystansem.

Trochę przypadkiem, kroczył teraz śladami Gauguina. Jadał na przykład w restauracji Tiaré na rogu ulic Romparts i La Petite Pologne, gdzie Gauguin mieszkał jakiś czas, podczas swojego pierwszego pobytu. Dziś to ulica już jego imienia, oczywiście…

Matisse spędził na Tahiti w sumie 2,5 miesiąca. Szkicował, rozmyślał, spacerował. Prawie nie malował. Za to, dużo fotografował.

Właśnie wtedy spotkał Friedericha Wilhelma Murnau. Absolutnego geniusza, mistrza kina, wielkiego artystę i wizjonera.

Reżyser przypłynął na Tahiti, na swoim jachcie prosto z Markizów, gdzie na Taiohae, w dawnym domu Hermana Melvilla szukał wyraźnego natchnienia.

Henri Matisse comme un roman, Centre Pompidou 2020

Na Tahiti przypłynął także, ale statkiem, Robert Flacherty, współproducent ostatniego filmu Murnau, który kręcony był właśnie na Tahiti. Chodzi o Taboo, filmowy dramat historyczny, zrobiony z wielkim rozmachem, którego akcja rozgrywała się dokładnie na Bora Bora. Pewien poławiacz pereł o imieniu Matahi, zakochał się nieszczęśliwie w Reri. I ona go także obdarzyła gorącym uczuciem, ale została jednak na zawsze dziewicą, a to za sprawą złego czarownika Hitu, który upatrzył sobie tę piękną dziewczynę i pragnął uczynić z niej swoją kapłankę. Ta oczywiście tego nie chciała, bo kochała Matahiego. I tak dalej… Film był cholernie długi, a nawet zrobiono go w dwóch częściach. Przyniósł Oscara reżyserowi, ten jednak zginął w wypadku samochodowych i go nie już zdążył odebrać…

Henri Matisse comme un roman, Centre Pompidou, 2020

V

Jest taka scena w pewnym filmie, w reżyserii Marcela Carné, gdzie Jean Gabin siedzi w kinowej sali, a tam wyświetlają Taboo.

Murnau będąc w Atuonie na Hiva Oa, odwiedził grób Gauguina.

To był ładny gest z jego strony, ukłon w stronę malarza, z którym artystycznie nic go nie łączyło, ale czuł do niego wielki podziw.

Patrząc na jego filmy wiemy, że z pewnością posiadał wielką wrażliwość malarską. Potrafił zobaczyć światło i kolor. Jego fotografie, choć czarno-białe, mówią więcej o urokach tropików niż niejedno, zrobione w kolorze całą epokę później. Są plastyczne i sugestywnie malarskie. Podobnie „rozbarwione” są jego filmy, choćby „Nosferatu” czy „Wschód Słońca”.

Czuć w nich wielki urok starych mistrzów. Subtelność, siłę, jednocześnie ulotność i spokój biegnącej natury. Obrazy Friedericha Murnau są przygniatające z tą otwartością. Genialne.

Czarno-białe malarstwo. Na kliszy. Siła fotografii.

W Punaauia zbudowano dla reżysera szopę, a w nim laboratorium, gdzie technicy wywoływali naświetlony materiał zdjęciowy.

Szopa stanęła, tuż obok dawnego atelier Gauguina, na terenie marae, świętego miejsca Maorysów, co oczywiście nie spodobało się okolicznym mieszkańcom.

Murnau i Matisse spędzili razem pełny tydzień na Tahiti Iti. Stało się tak dlatego, że Murnau szukał jakiegoś „dzikiego” miejsca, odległego od cywilizacji. Na Iti zabrał więc ze sobą francuskiego malarza.

Spędzali czas błogo i beztrosko.

To właśnie na tym motu, powstał słynny portret Matisse przed pandanusem, bardzo piękne i wysublimowane zdjęcie, które zrobił malarzowi sam Friedrich Murnau. Obaj złapali chemię. Pomimo różnych charakterów, narcyzmu niemieckiego reżysera i skrytości Francuza, świetnie się dogadywali, czuli wzajemną atencję. Rozumieli się bez słów.

To było ich jedyne spotkanie. Kiedy Matisse wrócił do Francji, oglądał Taboo kilkakrotnie. Film budził w nim nostalgiczne wspomnienia.

Wcześniej, przed wypłynięciem do Marsylii, odwiedził jeszcze Tuamotu, jeden z najbardziej olśniewających archipelagów Polinezji. Popłynął tam na jachcie Mouette. To z jego pokładu, zrobił niezwykłe zdjęcie ptakom: l’œil de l’oiseau, bo tak dokładnie napisał później na odwrocie tej fotografii.

Dotarł wtedy do koralowego atolu Fakarava, a później Apataki.

To dwie bajeczne wysepki, uznane przez Le Figaro za absolutne arcydzieło natury.

Pisał z przejęciem: widziałem jakby dwa pejzaże obok siebie. Jeden powyżej tafli wody z fruwającymi ptakami i palmami sunącymi po niebie, jakby oderwanymi od swoich korzeni. I ten drugi, tuż pod wodą o kolorze zielonego jadeitu. Przeźroczystą, gdzie wiją się algi i madrepora, gdzie różowe i fioletowe korale, ryby cudowne we wszystkich barwach na beżowym tle…

Tej barwy, a właściwie beżu, Matisse użył w 1946 roku do swoich projektów na tkaninę: Océanie le ciel oraz Océanie la mer.

Powiedział jakiś czas później: tak jak Gauguin widział w tym krajobrazie jedynie vahinę ubraną w pareo, gdzieś przy kolorowej chacie, tak mnie to w ogóle nie interesowało. Widziałem tam tylko światło, przejrzystość nieba i wody.

Chyba się tłumaczył. Bo przecież nic specjalnego, wtedy podczas pobytu, ani później nie zrobił. Przybył na Tahiti trzy dekady po Gauguinie. Wszystko, co można było wydobyć z tego miejsca, zrobił już malarz z ulicy Notre Dame de Lorette. Nikt nie chciał widzieć Polinezji w inny sposób. Dla całego świata, jej symbolicznym odbiciem, stało się malarstwo Gauguina.

Matisse nigdy nie był zmysłowy. Nie potrafił dotykać pędzlem jak Gauguin. Polinezja go oczarowała. I powiedział nawet do Brassaïa, że trzy miesiące po powrocie nie tknął sztalugi. Nie mógł malować. Tkwił w bezczynności. Był zaczarowany: wróciłem z pustymi rękami. Wchłonąłem świat Oceanii jak gąbka. Niezwykły i czysty.

A potem jeszcze napisał: ciut, krok po kroku, chciałbym stworzyć mój świat Oceanii.

Powstały tkaniny: Polynésie la mer, Polynésie le ciel. Różne figuracje. Głównie kobiet. I ten widok z okna hotelu Stuart, a także ptaki z podróży do Tuamotu.

Henri Matisse comme un roman, Centre Pompidou, 2020

VI

Uciekał od Gauguina. Bardzo chciał uciec.

Kiedy tworzył Polynésie le mer, były lata czterdzieste. Gauguin miał już w Paryżu pośmiertną wystawę na swoje stulecie urodzin. Jego obrazy podziwiali ludzie na całym świecie, od Bazylei, Kopenhagi, Londynu po Quimper i Paryż właśnie. W 1952 roku muzeum w Luwrze zakupiło „Wieś bretońską w śniegu”.

W tym samym czasie, legendarna kolekcja księcia Matsukata również trafiła do Luwru. Na oczach zauroczonego Matisse, obraz Gauguina Te tiai na oe i te rata został sprzedany za 180 milionów franków.

Wiosną 1940 roku w Ciboure napisał: …jak dobrze, że wtedy kupiłem aparat fotograficzny. Pozwolił mi zachować w pamięci te wszystkie cudowne obrazy, które tam widziałem. Bo na Polinezji zobaczyłem globalną pełnię. Nigdzie indziej nie doświadczyłem tyle światła, barwy i niezwykłości zapachów. Wciąż pamiętam pierwszy widok z okna mojego hotelu w Papeete. Góry i zieleń Tahiti. Dopóki tam nie pojechałem, nie wiedziałem, że fruwają ptaki na niebie. Nie widziałem czystej natury. Znalem tylko tematy do malowania…

Tuamotu utkwiło na zawsze w sercu starego malarza.

Wystawa w Centre Pompidou jest celebracją mistrzostwa. Pojęcie un roman, znaczy też w tym przypadku całkowity i idealny. Dopełnienie całości. Potężny katalog zawiera liczne teksty poświęcone artyście, zawiera też analizę i wspomnienia, krytyczne odniesienia i fragmenty większych form literackich, takich osobistości jak Louis Aragona, Clement Greensberg, Charles Lewis Hind, Jean Clay, Dominique Fourcade. Matisse jawi nam się jako artysta pełny: malarz, rysownik, projektant, pisarz, fotograf.

Nie ma tu żadnego balansu, przekroju, wybiórczości. To wspaniały zestaw, właściwie wszystkiego.

Matisse w każdej postaci, wielki i namacalny. Wszyscy powinni tę wystawę zobaczyć…

Paryż, Centre Pompidou 2020/2021

16
2
skomentuj
lubię!
przeczytane
578
razy

2 odpowiedzi do “Okno i powieść – oto Henri Matisse”

  1. Zawsze warto się czegoś nowego dowiedzieć. Matisse mnie fascynuje od dawna, przeczytałem z wielką uwagą,, tym bardziej że to literatura….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *