o krytyce: Tapié, Castelli

W roku 1950 Michel Tapié rozpoczął batalię o zmianę jakości sztuki francuskiej, kierując się ku malarstwu materii i tym samym, spychając do kosza, geometryczną racjonalność oldskulowych dziadków awangardy – Mondriana, Malewicza, a nawet Arpa. Chwilę później, zorganizował w Paryżu pierwszą wystawę Jacksona Pollocka. W tym samym czasie II Zjazd PZPR ogłosił płodną wizję zagadnień twórczości artystycznej przy okazji twierdząc, że nie można być postępowym artystą, nie dążąc do realizmu. Tak było w Polsce.

Michel Tapié, Le grand œil de Michel Tapié, SKIRA

Tymczasem Tadeusz Kantor podróżujący do Paryża, zachwycił się taszyzmem, który odrzucał wszystko, co kojarzy się z aktem zamierzonym i napisał: materia rozżarzona, eksplodująca (…) dopiero zapanowanie nad przypadkiem stwarza nową rzeczywistość, jest momentem starcia się działania ludzkiego z żywiołem materii… Na to Andrzej Osęka kwaśno zauważa, że Kantor podjął się pogadanek o francuskim malarstwie, które nic nie wnoszą.

Polscy krytycy, ale z perspektywy późniejszej ubolewali, że nikt nie mógł podjąć idei zaproponowanej przez Kantora. Że – w sytuacji zapóźnienia sztuki jak i braku świadomości plastycznej, u samych artystów zabrakło uczestnictwa w procesach zmian.

Ten sam Andrzej Osęka napisał o Janie Berdyszaku, wiele lat później: nie podejrzewam go o wtórną większą, niż ta do której przywykliśmy na co dzień…

To pokłosie opinii Alfreda Ligockiego: …cechy polskiej plastyki są w znacznej mierze wynikiem rozcieńczenia, czy rozpuszczania nowych odkrywczych idei plastycznych w biernej masie konserwatywnych koncepcji…

Wols

Na tym tle polskiego kompleksu krytyków sztuki, Michel Tapié nie utyskuje, nie narzeka, nie męczy się nad formułowaniem diagnoz o kompilatorstwie, względnie tezami, które pozostały mniemaniem, a uczyniły krzywdę w Polsce wielopokoleniową.

A zatem Tapié, koneser, z czasem teoretyk, stał się filarem krytyki artystycznej, nie tyle co negując, ile budując zjawiska, którym ufał, które były –wedle niego – fundamentem rozwoju. A on, tylko w nim uczestniczył.

Georges Mathieu,

W maju 1947 roku przy okazji wystawy Wolsa w galerii René Drouin poznał Georgesa Mathieu. Młody malarz miał wtedy dwadzieścia sześć lat i zajmował się reklamą w United States Lines w Paryżu. To był początek niezwykłej przyjaźni, a potem relacji artystycznych, pomiędzy trudnymi przypadkami mężczyzn o ciężkim charakterze. Obu połączyła niechęć do abstrakcji geometrycznej, marzenie wyrwania się z botoksu Abstraction-Création, którego Mathieu nie cierpiał, choć przecież formacja ta przyniosła światu, nie tyle co Mondriana, ale nade wszystko Arpa i Caldera.

Jean Dubuffet, portret Michela Tapié

Ale na początku był Jean Dubuffet. Tapié stworzył u boku tego malarza prawdziwą instytucję. Był rok 1948. W René Drouin odbyły się dwie wystawy Art-Brut. Wcześniej Dubuffet ukuł ten termin w oparciu o swoje doświadczenia i wystawy indywidualne. Historycznie ujmując, latem 1945 roku Dubuffet, pisarz Jean Paulhan i architekt Le Corbusier odbyli podróż do Szwajcarii. Tam też spotkali Eugène Pittarda, który zapoznał ich z dziełem Hélène Smith, owianej legendą medium i będącą do dziś przedmiotem zainteresowania psychoanalizy. Tam też Dubuffet obejrzał kolekcje Charlesa Ladame i Waltera Morgenthalera, którzy zbierali rysunki, rzeźby i obrazy pacjentów szpitala psychiatrycznego. Dubuffet zaczął obserwować twórczość wynikającą z automatyzmu ludzi upośledzonych, ale obdarzonych talentem plastycznym.

Art Brut nie zna sztuki nowoczesnej, ale jest jej znacznie bliższa, niż cokolwiek innego, powiedział podczas otwarcia wystawy pięciu artystów ze szpitala w Lille.

Nie wszyscy wiedzą, że Tapié od zimy 1945 dzielił swoje atelier wraz z Jean Dubufettem przy Montparnasse. Tapié zaczynał bowiem jako malarz.

W 1938 roku napisał: mam chyba dobre kompetencje techniczne, ale jestem całkowicie pozbawiony talentu... Dlatego zaczął rzeźbić. Na początku stworzył dwa obiekty, stylem przypominające Amédée Ozenfanta. Nawet wziął udział w wystawie H.W.P.S.M.T.B (Hartung, Wols, Picabia, Stahly, Mathieu, Bryen) w 1938 roku w galerie Colette Allendy w Paryżu.

Urodził się w 1909 roku Château de Mauriac w miejscowości Senouillac. Nazywał się właściwie Michel Tapié de Céleyran, gdzie zamek posiadała jego rodzina. Był kuzynem Toulouse-Lautreca, który w czasach swej młodości mieszkał właśnie w Céleyran.

Tapié miał trzech idoli: Tristiana Tzarę, Nietschego i Bertranda Russela. Być może to oni ukształtowali jego filozofię życia i obszar poszukiwań intelektualnych.

Galerie René Drouin, Paryż

Zatrudnił go René Drouin w swojej galerii przy 17 Place Vandôme. Galerię zakładał on i Leo Castelli. Ten uciekinier z Triestu, zadomowił się w Paryżu w latach trzydziestych i wraz z René, jego rumuńską żoną Ileaną, zaczęli od handlu obrazami artystów awangardy. Galeria powstała w lipcu 1939 roku i stała się miejscem spotkań młodych abstrakcjonistów. Choć na pierwszej wystawie pokazano akurat tylko rysunki surrealistów. Castelli, znany wtedy jeszcze jako Leo Krauss, wyjechał do Nowego Jorku po upadku Francji, tą samą drogą, którą przygotował dla Matisse jego marszand. Jak wiemy, malarz zmienił zdanie, podczas podróży pociągiem w Bordeaux i dotarł do Ciboure.

Kariera Castellego w Nowym Jorku, a także jego żony, z którą się później rozwiódł (stała się Ileaną Sonnabend), to opowieść na zupełnie inny rozdział o diamentowych narodzinach Roberta Rauschenberga, Jaspera Johnsa, Andy Warhola czy Cy Twombly…

Galeria nie przetrwała czasów wielkich przemian. Artyści, których starannie lansowała, nie przynieśli jej komercyjnego zysku. W 1950 roku zamkniętą lokal przy Vandôme, a następnie, lecz cztery lata później, otwarto ją na nowo przy 5 rue Visconti. W 1965 roku wydano katalog Wolsa który zredagował Jean-Paul Sartre.

Michel Tapié był doradcą w galerii. Stworzył katalog artystów, których historia sztuki nagrodziła sowicie, stali się bowiem częścią wielkiego świata współczesnej awangardy: Wols, Mathieu, Fautrier, Hartung, Soulages, Riopelle, Shiraga, Francis.

Pierre Soulages,
Jean-Paul Riopelle
Kazuo Shiraga,

O każdym trzeba napisać osobny rozdział. O tym, jak do tego doszło, że ten skromny człowiek, prowincjusz z Céleyran, stworzył światowy format: Informel, Abstrakcję liryczną, a zatem kolekcję stylu, nazwisk, które ukształtowały oblicze współczesnego malarstwa. Niedościgniony wzór.

Przez kilka dekad jego nazwisko stało się symbolem drogi, jaką przejść powinien każdy, kto ma galerię i chce wylansować artystę. Talent, poczucie misji, połączone z miejscem, gdzie może eksplodować każda wizja. Nawet utopijna wizja. Kariera Mathieu czy artystów formacji GUTAI , wejście na salony Jean-Paul Riopelle, Sama Francisa, Hansa Hartunga a dalej Joan Mitchell to tylko drobne przykłady jego intelektualnej rozpiętości i pasji do tworzenia. Do kreowania.

Tapié nie negował. Budował. Krok po kroku. Cały świat znał tego skromnego człowieka z nieodłączną fajką i zbyt przydługim płaszczu…

Czy taki powinien być krytyk sztuki?

Zmarł w 1987 roku, jest pochowany w Pressagny-l’Orgueilleux w Normandii.    

21
2
skomentuj
lubię!
przeczytane
706
razy

2 odpowiedzi do “o krytyce: Tapié, Castelli”

  1. Dziękuję za Pana teksty. Czytam je z prawdziwą przyjemnością i z zainteresowaniem. Do dyskusji stawiam tezę, że wraz z niebotycznym zyskami na handlu sztuką krytycy stali sprzedawcami. Stali się trybami w maszyneri, która nade wszystko oczekuje informacji za ile to pójdzie.

  2. Polscy krytycy nie mają takiego autorytetu aby nieść na skrzydłach rodzimą sztukę. Nie ma miejsce ani na promocję ani na wspieranie twórców tak jak we Francji, czy w innych krajach. Rządzi przypadek albo układy towarzyskie. Jak w innych dziedzinach życia… tak było kiedyś i jest teraz. Ale zawsze można pomarzyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *