Niby nic…

Francja, Paryż, grudzień 2018 rok

Odwiedzam ją w paryskim mieszkaniu, niedaleko Panteonu. Prowadzi mnie po pokojach i pokazuje obrazy i rysunki mistrza. Jest nawet jej portret. Nigdy nie był reprodukowany i nie pojawił się na żadnej wystawie. Młodziutka wówczas studentka, zafascynowana polskim malarzem, Murielle Gagnebin, patrzy z niego prosto w moje oczy. Pewna siebie. Piękna.

Józef Czapski, portret Murielle, fot. Tomasz Rudomino

Siedzę oczarowana w salonie. Tyle tu pamiątek, które pamiętają obecność Józefa Czapskiego. Fotel, na którym siedział, jeszcze kiedyś tam, w Szwajcarii. Teraz przywieziony do Paryża, jest świadkiem innych spotkań, spotkań wokół jego twórczości.

Na półkach książki zmarłego rok temu jej męża, wybitnego psychoanalityka Michela de M’Uzana. To drugi mąż, pierwszym był Eric Werner.

Po chwili wchodzi Murielle Gagnebin z trzema przedmiotami. To wazoniki i miska (bolka), w której malarz, na piętrze w domu paryskiej Kultury, mieszał farby. Bohaterowie jego martwych natur.

To pamiątki, które dostała.

Brudna Bolka z farbami Czapskiego pewnego dnia mogła stracić swój urok. Pomoc domowa w czasie robienia porządków dyskretnie zapytała: Czy umyć? Wtedy usłyszała od Murielle Gagnebin stanowcze: NIE!!! i … opowieść o polskim malarzu.

Czapski chciał, żeby nauczyła się języka polskiego. Dał jej miniaturowy słownik francusko-polski. Mieści się w zamkniętej dłoni. Niestety, do dziś nie nauczyła się mówić, ani czytać po polsku.

Polska, Kurozwęki, sobota 6 kwietnia 2019 rok

Jest piękny wiosenny dzień. Wyruszamy z Murielle Gagnebin, Magdą Rodak z Warszawy do Kurozwęk. 3 godziny w samochodzie i wita nas dostojny pałac, pieczołowicie podnoszony z upadku (po okresie komunizmu) przez rodzinę Popielów. Cisza, spokój, piękne kwitnące bratki, pąki tulipanów – życie po zimie budzi się pomału. Zostawiamy bagaże w pokojach Oranżerii i idziemy do restauracji, gdzie wita nas Michał Popiel de Boisgelin i jego żona Aurora. Zamawiamy dania z mięsa hodowanych tutaj bizonów. Rarytas. Doskonałe potrawy, doskonałe wino . I oczywiście – polska wódka.

Michał Popiel de Boisgelin i Murielle Gagnebin, Kurozwęki. fot. Ela Skoczek

Rozmawiamy o Czapskim. Wiadomo. O historii kolekcji obrazów, która – jako jedyna w Polsce prywatna własność – jest na co dzień dostępna dla publiczności. 23 obrazy, które od Czapskiego kupowało małżeństwo: Jolanta z Wańkowiczów i markiz Gilles de Boisgelin, kilka rysunków oraz liczne pamiątki m.in. pędzle, którymi malował polski artysta, dar, który przywiózł do Pałacu do Kurozwęk prof. Stanisław Rodziński.

Murielle Gagnebin w Pawilonie Józefa Czapskiego, w Krakowie. fot.: Ewa Lipiec, www.ewalipiec.pl

Umawiamy się z Michałem, że jutro po śniadaniu oprowadzi nas po zakamarkach Pałacu i oczywiście obejrzymy Muzeum rodzinne i Galerię z obrazami Józefa Czapskiego, a dzisiaj ta ważna chwila: prof. Murielle Gagnebin spotka się sam na sam z obrazami mistrza.

Dostajemy klucze i po chwili jesteśmy w salach muzealnych. Tu piękny portret Ireny z Wańkowiczów, siostry Jolanty i akwarela Michałowskiego. Jest wiele innych cennych pamiątek, ale dzisiaj nasze kroki kierują się w stronę galerii z obrazami Czapskiego. Tamte obejrzymy jutro. Jest już późno. Tylko my i kilka osób z obsługi jest w Pałacu.

Wita nas portret markiza Gilles’a de Boisgelin, jego niebieskie oczy. Ludmiła Murawska – Péju wspominała w rozmowie ze mną, że kiedy spotkała go w 1966 roku , przeszył ją jego zimny wzrok. Te oczy, ten kolor. Rzeczywiście, jest w nich jakiś chłód.

Czapski nie lubił malować portretów, zwłaszcza tych na zamówienie. Cóż, nie mógł odmawiać, z czegoś przecież musiał żyć. Na palcu markiza sygnet, czerwony. Potem, na drugi dzień, pokaże go nam Michał w swoim pokoju. Idziemy dalej, fotel markiza i gama obrazów. Czapski, ale też dwa obrazy jego ukochanego przyjaciela Jeana Colin d’Amiens (dar od Elżbiety Łubieńskiej).

Po długim oglądaniu, powolnym i w skupieniu, każdy z nas wskazuje swój ulubiony obraz: Murielle Gagnebin: Starą kobietę z laską, Magda Rodak – Cierpliwego pieska, Christian – Martwą naturę z kieliszkiem, a ja – Żółte stoliki i popielniczkę. Kiedy zbliżam się do obrazu i żartobliwie wyjaśniam, że chciałabym go ukraść, włącza się alarm.

Przeraźliwe wycie zmusza nas do wyjścia. Czekamy i po chwili zbiega się obsługa i wyłącza alarm. Podeszłam zbyt blisko Czapskiego…?

Tak, niby nic…

Murielle Gagnebin i Michał Popiel de Boisgelin, Kurozwęki. fot. Ela Skoczek

Niedziela , 7 kwiecień 2019 r.

Piękny dzień, słońce, choć rano Pałac w Kurozwękach był osnuty gęstą mgłą. Uroczo to wyglądało. Warto było wcześnie wstać.

Michał Popiel de Boisgelin wita nas przed pałacem. Murielle Gagnebin pokazuje mu wspaniały prezent, który otrzymała w Krakowie od Janusza Nowaka. To przetłumaczony na język francuski wybór fragmentów z dzienników Józefa Czapskiego. Kilka stron jakże cenny dar. Wybór wpisów, które dotyczą Murielle. Jest też ten zapis, w którym malarz opisuje swoje męki przy malowaniu jej portretu.

Idziemy do Galerii z obrazami Józefa Czapskiego i tam następuje uroczyste wręczenie właścicielowi: książek oraz bolki i dwóch wazoników.

Od teraz to tutaj będzie można oglądać bolkę i wazoniki. I warto zerknąć na ocalone farby mistrza. To tylko przedmioty, niby nic… a jednak cenny dar. Pan Jacek Gruszkiewicz byłby szczęśliwy z tego wydarzenia. Był opiekunem galerii. Zmarł 31 października 2017 r.

9
2
skomentuj
lubię!
przeczytane
452
razy

2 odpowiedzi do “Niby nic…”

  1. Byłam w Kurozwękach, Najbardziej zależało mi na obejrzeniu kolekcji obrazów Józefa Czapskiego. Niestety nie pozwolono nam spędzić w sali, gdzie są wystawione dłużej niż kilka minut! Na nic zdały się protesty – pani oprowadzająca po zamku stwierdziła, że za chwilę ma kolejną grupę zwiedzających i nie zgodziła się, żebyśmy oglądali dłużej dzieła Mistrza.
    Zazdroszczę wszystkim, których oglądanie było „powolne i w skupieniu”

  2. Byłam rok temu w Kurozwękach. Szczególnie zależało mi na obejrzeniu zbioru obrazów Józefa Czapskiego. Niestety pani oprowadzająca po zamku przeznaczyła na wystawę obrazów kilka minut. Nie pomogły protesty – stwierdziła, że za chwilę musi się zająć kolejną grupą zwiedzających i zamknęła salę z obrazami na klucz.
    Bardzo zazdroszczę tym, którzy dostąpili możliwości „powolnego oglądania w skupieniu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *