Métroanonymus Artura Majki

 

Na początku były duże formy. Rzeźby, a raczej konstrukcje przestrzenne. Umiejscowione w naturalnym pejzażu, tkwiły w nim tworząc jedność. Niekiedy, podobnie jak u Davida Serry, albo Sama Francisa były jedynym kluczem do zobaczenia całości. Tej artystycznej i tej naturalnej. Wykonane ze stali, przybrudzone rdzą, surowe, figuratywne w kształcie, wrastały w klasyczny układ natury: niebo-ziemia i zupełnie jak niejasny twór ludzki z obrazu Georga Baselitza, wdzierały się niespodziewanie na krystalicznie czyste pole trawy, rodem z dimensional art.

A potem te wielkie formy przestrzenne gwałtownie zmalały i każda z nich zawisła na łańcuszku, pokryta złotem lub srebrem, tworząc w tej miniaturowej formie zupełnie inny świat sztuki, zwany biżuterią.

Nazwał go Métroanonymus. Bo źródłem wszystkiego u Artura Majki jest paryskie metro. Niemal od zarania, odkąd zamieszkał w Paryżu, siadywał w wagonikach podziemnej kolejki i obserwował ludzi. Patrzył na nich, na ich gesty, zachowania. A potem szybko szkicował ich postaci na luźnej kartce papieru, serwetce z bistro, albo w notesie. Początkowo nic z tym nie robił. Po prostu notował ołówkiem, kredką czy flamastrem. I zbierał dla siebie. Widział ludzi w metrze poprzez swoją mocną, linearną kreską. Nadał im swoistego ducha, wedle odwiecznej zasady: „stwórz harmonię pomiędzy tuszem, pędzlem i papierem“. Sylwetki ludzi podpatrzone w metrze utworzyły kolekcję, zbiór podróżnych Artura Majki. Ktoś czyta gazetę, inny patrzy przed siebie, jeszcze ktoś kolejny zapada w sen. Sylwetki są zarysowane silne, ale zdawkowo, bez przywiązywania wagi do końcowej formy, raczej szkicowane, ledwo rozpoczęte, bo akurat Majka świadomie stworzył z nich symboliczne znaki niekończących się podróży…

Miniatury pojawiły się zatem na samym końcu. To też jest jakaś podróż, którą Artur Majka odbył. I podobnie jak wspomniane duże rzeźby, są również przestrzenne, wycięte w metalu. Ale bardzo subtelnie, przez to nadzwyczaj lekkie, co daje poczucie, że łączą rysunek, ekspresję i przestrzeń, a jednocześnie przypominają o silnych związkach artysty pomiędzy pędzlem a papierem.

Tomasz Rudomino

8
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
549
razy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *