Leanna Moran

Czy można cały świat zamknąć w jednej przestrzeni? Czy można jedną przestrzeń uczynić całym światem? Czy dwa światy mogą współistnieć w tym samym czasie, czy też zawsze jeden wybiega na przód, pozostawiając drugiego w tyle? Czy rzeczywistość emocji jest bardziej rzeczywista od innych?

Te pytania toczą się zapewne od wieków, przybierając postać zarówno poważnych debat, jak i słownych igraszek w zadymionych barach, czy też samotnych monologów, odbijających się o puste cztery ściany. Czasem jednak to wszystko nie wystarcza. Słownik wyrazów wydaję się być zbyt ubogi. Wtedy obrazy i barwy stają się pomostem między naszym wewnętrznym światem, a światem nas otaczającym.

Leanna Moran to Brytyjka, której prace są jedną z prób, nie tyle znalezienia odpowiedzi na powyższe pytania, ale raczej na zobrazowanie tego wszystkiego, co za sobą niosą. Emocji tak uniwersalnych i tak często doświadczanych przez każdego z nas. Bez względu na pochodzenie, wiarę, czy poziom wykształcenia. Emocji, z którymi każdy z nas może się w pewien sposób utożsamić.

Najnowsza wystawa Anime, którą od niedawna można zobaczyć w Saatchi Gallery obejmuje prace trzech współczesnych artystów, wśród nich znajdują się obrazy wspomnianej Leanne Moran. I to właśnie one przykuwają największą uwagę. Mimo, że ich ekspozycja nie jest centralna, mimo, że przytulone do bocznej ściany zdają się grać rolę raczej drugoplanową, to właśnie one niosą ze sobą najmocniejszy przekaz emocjonalny. Są krzykiem współczesnego społeczeństwa, które jedną nogą przemierza ulice wielkich miast, drugą natomiast drepcze wkoło wirtualnych miejsc, które donikąd ich nie prowadzą.

Tematem przewodnim grafik jest sypialnia. Jedno z najbardziej intymnych miejsc w każdym domu. Miejsce, które dla jednych jest oazą, ucieczką od świata zewnętrznego; dla innych zaś miejscem walki i rozpaczy. Przestrzenią, która staje się areną bójek, między tym kim jesteśmy, a tym kim boimy się stać.

Wszystkie prezentowane na wystawie grafiki tworzą jedną opowieść. Mają jednego bohatera – kobietę. Rozgrywają się w jednym miejscu – sypialni, i posiadają jednego narratora – łóżko. Leanne Moran do wyrażenia rzeczy prawie niewyrażalnych używa prostych kresek i tylko czterech kolorów: niebieskiego, czerwonego, żółtego i białego. Za ich pomocą kreśli historie ludzkich dramatów i zmagań z takimi uczuciami jak samotność, lęk, zagubienie, smutek… Pokazuje dwa światy jednocześnie. Widzimy kobietę odpoczywającą na łóżku, ale odgrodzoną od świata nie(widzialną)klatką. Spoglądamy na nią, kiedy leży zakryta kołdrą, ale obok jej łóżka pełza ogromny wąż. Na kolejnej grafice widzimy ją śpiącą, ale z sufitu zwisają Van Gogh’owe słoneczniki. Głowami w dół. Na przekór grawitacji życia. Widzimy ją również walczącą. Z poduszkami, lustrami. Wirującą w pokoju niczym astronauta. Klęcząca przed monstrualnymi jajami – symbolami nowego życia, z których nic się nie wykluwa.

Leanna Moran wyciąga rękę do każdego z nas. Pokazuję, że nawet jeśli zatrzaśniemy świat zewnętrzny za drzwiami, to jego wenętrzne oddziaływanie przeniknie ściany naszej duszy i znajdzie drogę do naszego wewnętrznego JA. Człowiek jest naturą społeczną, jest bytem skierowanym bardziej na zewnątrz niż wewnątrz. Jest istotą dialogu. Jest naturą dążącą do poznania. Pomimo niedoskonałości i bólu. Pomimo niezrozumienia. Patrząc na te prace nie sposób również nie pamiętać o sypialni Vincenta Van Gogha, czy o zjawisku Hikikmori, które w Japonii sprawiło, iż ponad milion młodych ludzi zamknęło się w swoich pokojach, odmawiając kontaktu ze światem zewnętrznym. Które światem zewnętrznym uczyniło swoją własną sypialnię. Wielki świat zamknięty w czterech ścianach.

ANIMA: PRINTS & ORIGINALS GALLERY, 23 Maj – 11 czerwca 2019

 

3
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
496
razy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *