Lars Fredrikson w MAMAC

MAMAC to raj dla smakoszy. Ta nazwa, to skrót oczywiście. Jeden z najdoskonalszych adresów na świecie: Musée d’art moderne et d’art contemporain w Nicei.

Muzeum mieści się przy Place Yves Klein. Król błękitu, urodził się bowiem w tym mieście w roku 1928. Był związany z Niceą, podobnie jak Arman i inni artyści Nouveau Realisme.

Ale dziś w MAMAC, mamy innego króla sztuki współczesnej. To Lars Fredrikson, artysta uniwersalny, multiinstrumentalista, malarz, grafik, rzeźbiarz, twórca instalacji. To on stworzył niezwykły związek, pomiędzy obrazem, a dźwiękiem. Z tego ostatniego uczynił przestrzeń o znaczeniu elementarnym. A mianowicie, stworzył dźwięk na podobieństwo obrazu. Albo odwrotnie. Postawił znak równości.

Na tamte czasy był artystycznym eksperymentatorem. Dziś, biorąc pod uwagę to, czego dokonał, należy mu się majestat.

Pochodził ze Szwecji. Studiował tam chemię i elektronikę. Fascynację sztuką poprzedziła właśnie to nauka- ścisła. Urodził się w 1926 roku w Sztokholmie. Szczyt jego twórczej energii przypadł zatem na lata 60. i 70.

Fascynował go John Cage. Guru Nam June Paika, Allana Kaprowa i Yoko Ono. Podobnie jak i oni wszyscy, być może bardziej niż Paik, liczył na odnalezienie klucza do właściwej, plastycznej formy dźwięku. Był zafascynowany sygnałem. Nie tyle co dźwiękiem jako takim, lecz sygnałem. To go różniło od Paika, twórcy spektaklu Bonjour Monsieur Orwell. Bo przecież Paik jak i Cage byli przede wszystkim muzykami.

W koncepcji Cage, mamy wejście form dźwięku w przestrzeń happeningu. Pamiętamy wszak jego słynny 4’33. Spektakl, w którym dokładnie, w czasie 4 minut i 33 sekund, wykonawca przy fortepianie siedział nieruchomo. Dźwięk pojawił się tylko jako zdarzenie akustyczne. Z zewnątrz.

U Fredriksona nie było inklinacji do spektaklu. Wizualizacje tworzył, wykorzystując elektronikę.  A zatem system video, jak Paik, ale też urządzenia do rejestracji sygnału, jego nagrywanie, przetwarzanie i obróbkę.

Przeprowadził się do Francji. Zamieszkał w Vence, a potem Antibes. Stworzył studio, w którym rejestrował sygnały, a potem nadawał mu formę plastyczną.

Fredrikson był malarzem i grafikiem. W zasadzie nigdy nie przestawał malować. Używał akwareli, bo wyraźnie mu pasowała do uchwycenia charakteru pulsu. Pulsu w rozumieniu cząstkowego sygnału.

I być może tego, co jest dalej…

Puls,

Sygnał,

Człowiek,

To pytanie o kosmos, o naszą przestrzeń po prostu. O życie też.

W jakimś sensie, taki kształt, wyraz, język jego twórczości, pozwala na pogląd, że zmagał się z potrzebą iluzjonizmu, zagospodarowaniem przestrzeni. Tworzył instalacje i environnement, assamblage, wykorzystując potężny arsenał narzędzi jakimi dysponował: od sonoru po fotografię.

Tworzył collage. To jeden z ciekawszych przejawów jego twórczości. Fredrikson użył tu także języka konceptualnego działania, chcąc w jakimś stopniu iść za głosem pokolenia, kontestującego zachłanny imperializm, plutokrację oraz niekontrolowaną inwazję w przestrzeń naturalną człowieka, w jego bezpośredni byt.

Był w jakimś sensie pionierem. Łącząc wspomniane elementy przemawiał nowym językiem, wykraczającym poza tradycyjne postrzeganie plastyki, bardzo logicznie kształtował swoje przesłanie, dążąc do powstania pełnego potencjału estetycznego.

Zmarł w 1997 roku w Vevouil.

Lars Fredrikson, MAMAC, listopad 2019 -marzec 2020.

17
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
679
razy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *