Kusama po drugiej stronie lustra

Alicja tym razem wyszła na ogromny klomb, otoczony rabatką ze stokrotek, z rosnącą pośrodku wierzbą. “O, Lilio Tygrysia! – rzekła Alicja, zwracając się do jednej z nich, wdzięcznie kołyszącej się na wietrze – Gdyby tak kwiaty umiały mówić!”,  “Umiemy – odrzekła Lilia Tygrysia – jeśli tylko trafi się ktoś, z kim warto rozmawiać”. Alicję tak to zaskoczyło, że przez chwilę całkiem zaniemówiła, dosłownie zabrakło jej tchu. Wreszcie, gdy Tygrysia Lilia tylko się dalej kołysała, ośmieliła się znów odezwać, lękliwie, niemalże szeptem: “A czy wszystkie kwiaty umieją mówić?” –Nie gorzej niż ty – odpowiedziała Lilia Tygrysia – Tylko o wiele głośniej… (Alicja Po Drugiej Stronie Lustra. Lewis Carroll) 

Kusama Yayoi, NYC, 2021

Ten dialog znają pewnie wszyscy, ale nie wszyscy słyszą w swojej głowie, wierząc przy tym, że jest on bardziej realny, niż głosy dobiegające ze świata. Są ludzie, którzy niczym jak Alicja, z racji swojej nadwrażliwości, mają zdolność wędrowania pomiędzy światami, nie przynależąc w pełni do żadnego z nich.  Ale to, co jest piękne i fascynujące w bajkach, jest mroczne i przerażające, gdy staje się czyjąś codziennością. Rzeczywistością, do której nikt nie może wejść i z której dana osoba nie może się wydostać.

Kusama Yayoi od wczesnej młodości borykała się z zaburzeniami psychicznymi, zwłaszcza z halucynacjami. To fakt. Brutalny i stygmatyzujący. Szczególnie w Japonii, która od wieków ma problemy z akceptacją ludzi cierpiących mentalnie, uważając choroby psychiczne, a przede wszystkim wynikającą z niej słabość, za swoistego rodzaju hańbę i skazę na ludzkim psyche. Yokai. Syndrom innego świata.

Kusama Yayoi, NYC, 2021

Sama Kusama zdaje się być, do pewnego stopnia, świadoma swoich ograniczeń i tego, że to co widzi lub słyszy, może nie do końca być prawdą obiektywną, a jedynie projekcją jej aktualnego stanu podświadomości, niespełnionych uczuć i lęków, które są zbyt trudne, aby je wypowiedzieć za pomocą słów. Od lat zawieszona między byciem w zgodzie z wewnętrznym „ja”, a „ja” społecznie akceptowalnym. Gdyby nie sztuka, która stała się dla niej katalizatorem zmian, które cały czas zachodzą w jej sposobie reagowania na świat zewnętrzny, a także sposobem aby opowiedzieć innym o sobie, o Kusamie nikt by pewnie nie usłyszał, a ona sama spędziłaby prawdopodobnie całe swoje życie, zamknięta w destrukcyjnym milczeniu. Odrzucona przez świat i siebie samą.   Sztuka, w pewien sposób przywróciła jej głos, który choroba zabrała. Dała jej szansę ponownego nawiązania dialogu ze społeczeństwem, które bardzo często nie jest gotowe na tego typu spotkania, i które zwykle unika osób, niepasujących do utartych schematów.

Kusama Yayoi, NYC 2021

Yayoi wypowiada się za pomocą figur, z których czyni swoistego rodzaju wyrazy, a z powtarzalności wzorów i kształtów florystycznych, buduje zdania. Sprowadza rozmowę do niewerbalnego poziomu. Ta niemożność komunikacji za pomocą słów, stała się przyczynkiem zwrócenia się Kusamy w kierunku dialogu abstrakcyjnego, który wykorzystuje znaki i symbole, rozumiane przez wielu bez zbędnej potrzeby ich tłumaczenia.  Świat Yayoi opiera się więc na podstawowych formach i kolorach, czyniąc go prostym i złożonym zarazem. Jest to świat dziecka, którego fascynują ostre barwy i które nie jest w stanie wyobrazić sobie, że mogą się one przenikać, tworząc odcienie i tony.

W jej interpretacji świata nie ma miejsca na pastele takiego Odilon Redona, czy Claude Moneta. Jest w niej raczej echo Pieta Mondriana, który widział krajobraz jako zbiór kolorów oddzielonych od siebie linią i który, podczas pewnej podróży pociągiem powiedział do siedzącej obok niego Winifred Nicholson, że jest zachwycony jak pięknie sieci trakcyjne, dzielą widziany za oknem pejzaż. 

Kusama Yayoi, NYC, 2021

Fascynacja Kusamy kropką, która posunięta jest do wszelkich granic obsesji, to nie tylko wynik jej zaburzeń psychicznych, czy sposób na radzenie sobie z wewnętrznym napięciem, ale także jest sięgnięciem do początków ludzkiego istnienia. Do czegoś bardzo pierwotnego, co zostało zapisane w naszym DNA przed wiekami i co sprawiło, że jest to nie tylko pierwszy kształt, który już jako pięcio miesięczne dzieci rozpoznajemy bez trudu, ale także forma, do której zawsze będziemy się zwracać w całym naszym późniejszym życiu. Od zarania świata, kształt koła jest związany z historią ludzi, będąc obecny wszędzie i pod każdą postacią. Dostrzegamy go w naturze, która nas otocza, w sztuce i architekturze, którą podziwiamy. Jest symbolem, po który sięgały największe religie i filozofie świata, z ZEN na czele, dla której Ensō (円相), stało się świętym symbolem absolutnego oświecenia, jest kształtem, który Japonia umieściła w centrum swojej flagi czyniąc go znakiem całego narodu, a także formą, w której świat Zachodu dojrzał boską doskonałość i uformował kopuły swych świątyń na jej wzór.

Japońska flaga…

Ta najsłynniejsza to Yosegaki Hinomaru, na niej widnieje wschodzące słońce na białym tle. Pochodzi z czasów bitwy na Saipan. Flagę zapisali własnoręcznie żołnierze, japońscy obrońcy wyspy. Napisali na niej swoje imiona, przesłania, pozdrowienia. Nie trafiła do adresatów, lecz w ręce marines. Hinomaru, bo tak nazywa się flaga Japonii, raczej hi no maru no hata, oficjalnie stała się symbolem cesarstwa, w dniu proklamacji Meiji, a zatem 27 lutego 1870 roku. Oczywiście sam motyw znany był w Japonii od wieków, używali go daimo, albo widniał na łopoczących flagach, czy na statkach handlowych. Bodaj Shoku Nihongi, a to kroniki japońskie z 8 wieku, wspominają, że cesarz Monmu używał tego wzoru na swoich proporcach. Dla Meiji miał być to symbol zjednoczenia. A także wyraźnego podkreślenia miejsca, gdzie słońce wschodzi. Bo dla wielu nie było to zbyt jasne. Myśleli, że może w Chinach. A tymczasem „Buun Chokyu” na Hinomaru wkładali do swych maszyn młodzi piloci z Chiran. Na szczęście. Na czas kiedy kwitną wiśnie, a słońce stapia resztki śniegu.

Owal, koło, figura, która nie ma ostrych zakończeń – wywołuje w nas szereg pozytywnych emocji, bardzo często związanych z naszym życiem intymnym.  Podziwiamy wszak okrągłe kształty bioder, piersi czy kobiecych pośladków. Twarze o okrągłym kształcie uznawane są za atrakcyjne, bez względu na szerokość geograficzną, o okrągłych oczach nie wspominając. W jakiś przedziwny sposób, forma koła, daje nam poczucie bezpieczeństwa i przynależności. Nie bez powodu obrączki, które wymieniają zakochani, są właśnie w tym kształcie, symbolizującym zamknięcie dwóch żyć w jedno. 

Kusama Yayoi, NYC 2021

Tych uczuć zdaje się poszukiwać również Kusama, choć na swój własny sposób, mając na ramieniu siedzącego demona, który szepcze jej do ucha, nie do końca miłosne wyznania – Ileż to razy myślałam o tym, aby przyłożyć sobie nóż do szyi i zakończyć życie. Udawało mi się jednak, zawsze zebrać myśli i wznieść się ponad ten głoś i zacząć od nowa. Chciałabym by moje życie było niczym promień słońca.

Ten promień słońca, choć może dla niej samej, nie zawsze widoczny, rozbłysnął w ubiegłym tygodniu w Ogrodzie Botanicznym w Nowym Yorku, w którym otwarto najnowszą wystawę Kusamy zatytułowaną KUSAMA: COSMIC NATURE, a która właściwie nie jest typową ekspozycją, lecz raczej zasadzeniem jej rzeźb, między istniejącymi kwiatami i drzewami. Jest w pewien sposób pokazaniem, że światy tak różne od siebie mogą i powinny żyć w harmonii i symbiozie. Są bowiem ludzie, jak Alicja czy Kusama, dla których jeden świat to za mało. Którzy potrzebują być w dwóch wymiarach istnienia. Nie odbierajmy im głosu, o którego, każdy dźwięk muszą walczyć każdego dnia.

KUSAMA: COSMIC NATURE, 10 kwietnia – 31 października, 2021, NewYork

7
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
182
razy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *