Kiefer, ani Niemiec ani Francuz

Wiele lat temu na łamach warszawskiego tygodnika Kultura pewien recenzent napisał : …decydujący, wybitnie niemiecki element, który wskazuje u niego na głębszą tradycję – to upodobanie do niejasności, zainteresowanie tym co tajemnicze i niesamowite, skłonność do metafizyki i utopijnych wizji. Oto Kiefer, malarz, który połączył dziewiętnastowieczne przeczucie, że świat umiera z czymś, co nazwalibyśmy miłością do pamiątek narodowych…

Anselm Kiefer pochodzi z Donaueschingen w Niemczech. Jest obok Jospeha Beuysa bodaj najważniejszym artystą współczesnej, światowej sztuki.

Zarzuco mu kiedyś propagowanie niemieckiego żaru. I cokolwiek o tym żarze można dziś sądzić, wtedy brzmiało jednak dość mocno. Trzydzieści lat temu, ktoś mówił o odgrzewaniu nacjonalizmu. Ktoś inny, że to tylko mit, kadry historii, a cała reszta to narracja przypadkowej publiczności. 

Namalował wtedy Początek, Rozpad i Zmartwychwstanie.  A także Izis i Ozyrysa. To metafory.  Tak jak Saturn. Wedle wierzenia uwalniał on górę od dołu i w ten sposób symbolizował Zmartwychwstanie. Kiefer namalował też chmury z ołowiu. A przecież ołów jest symbolem wyjścia Izraelitów z Egiptu. Ołów jest też przyporządkowany Saturnowi. W ten sposób rzymski bóg został przybranym bogiem teutońskich rycerzy.

Taki jest Anselm Kiefer, skomplikowany z pozoru, ale i przewidywalny zarazem. Trzeba go tylko rozszyfrować.

Tak jak w Teutoburskim lesie. Tam rozegrała się wielka bitwa. W roku 9 naszej ery Germanie pokonali Rzymian, a bohaterem tych pierwszych został Arminius, zwany niekiedy Hermannem.

Hermann został bohaterem niemieckich poetów i malarzy. Kojarzył przecież starą gotycką duszę…

Teraz Kiefer jest Francuzem. Mieszka w Le Marais. To Paryż z serca i duszy. Maluje słoneczniki i czyta Victora Hugo. Wciąż szuka odpowiedzi na pytania dotyczące PRAWD najważniejszych.

Tak jak u Dostojewskiego, który towarzyszy mu od młodości.

Książki…

Bo Kiefer tworzy książki. Są, w sensie artystycznym rodzajem instalacji, niemal rzeźbą.

Wciąż utrzymany w romantycznej nastrojowości, wielowarstwowej poetyce, która kieruje nas w przeszłość i teraźniejszość. I materia też jest wieloraka : papier, żwir, farba, kamienie, słoma, druty. Alegoria czasu, miejsca i przestrzeni.

Ale to są jednak książki. Prawdziwe. Nie tylko w formie. Otwarte i z treścią rzuconą widzowi w twarz. Z całą swoją metaforyką, poezją, zdaniami, układającymi się historiami, albo wręcz obrazami.

Bo książka żywiła jego artystyczną duszę już wiele lat temu. Miał swoich bohaterów intymnych jak Paula Celana, żydowsko-rumuńsko-niemieckiego poetę. Jego Der Sand aus den Urnen zadomowił się w umyśle Kiefera na zawsze.

Książka to przecież życie. Jestem pisarzem, mówi artysta…

5
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
1.44t
razy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *