Hiroshige, Hikawa i van Gogh

Hiroshige II, zięć Andō Hiroshige, 二代目 歌川広重, zwany Utagawa. Urodził się w 1826 jako roku jako Suzuki Chinpei  – 鈴木鎮平. Był twórcą stylu Ichiryūsai mon, bo jak wiadomo Andō Hiroshige nosił pseudonim Ichiryūsai. Czyli Hiroshige II kontynuował styl swojego mistrza, stając się tym samym, nie tylko spadkobiercą, ale też twórcą nowego stylu drzeworytów, który przyniósł mu wielką sławę. Miał wielkie powodzenie także w Europie, gdzie jego prace trafiły do antykwariatu Binga i Tadamasy w Paryżu, a dalej do malarzy jak Claude Monet, Vincent van Gogh, Edouard Degas, Henri Rivière, wreszcie Paul Gauguin.

I oto ten, niezwykły obraz, Hikawa, Akasaka, stworzony około 1862 roku, będącym przedstawieniem świątyni w Edō Meisho Zue, czyli sławnym przewodniku po miejscach w Edō. Stworzył go Saitō Yukio. Przewodnik zawierał nie tylko ilustracje znanych miejsc w Edō, ale także opisy i anegdoty z nimi związane.

I oto teraz Vincent van Gogh otrzymuje od Theo pocztówkę z Hikawa – jinja w Akasaka, w dawnej prowincji Musashi. Sanktuarium shinto, zbudowane pod panowaniem Tokugawa Yoshimune w roku 1729. Świątynia tonie w płatkach śniegu, liście z jeszcze się zielenią. Hiroshige namalował je pierwotnie, lekkimi pociągnięciami pędzla, zanim powstał drzeworyt. Świątyni strzegą dwa psy, albowiem sanktuarium poświęcone było dobrobytowi i opiece. Dzieło powstało zresztą w roku psa i dziewiątym miesiącu. Swoistym symbolem jest także kilkusetletnie drzewo, Ginko, na które zwrócił uwagę van Gogh, albowiem te śnieżne płatki i liście stały się obsesyjnym motywem jego inspiracji Ukiyo-e. Pomimo swej lirycznej urody, drzeworyt Hiroshige, tchnie smutkiem, jest melancholijny, w swej prostocie odnosi się do symboliki zimy jako nadchodzącego czasu przetrwania.

W języku portugalskim jest słowo: saudade. Portugalczycy rozumieją nietrwałość życia. Jak Japończycy. Być może zbliżyłoby to do siebie te dwa narody, a o mały włos do tego nie doszło, gdyby nie jezuici i ich szczególne umiłowanie do palenia na stosie…

i tak oto, w którymś momencie zaczęto w Japonii za pomocą słowa uki określać rzeczy otaczające, przemijające. Ktoś nawet powiedział, że szybko zapominane. Ale zwykłe, codzienne. Takie, które zdarzają się tuż za rogiem albo obok nas.

Na przykład rosnące drzewo. Albo mostek, po którym idą ludzie. Chmury. Niebo niebieskie. Wiatr. Nietrwałe uroki dnia.

Dlaczego to tak bardzo zachwyciło van Gogha i Gauguina? Tego pierwszego, bo dawało ukojenie. Tego drugiego, bo nurtowała go chęć budowania syntezy. A Japończycy mieli wielki talent do syntezy. Do malowania ciszy i spokoju. Pełni i pustki zarazem. To naprawdę było niezwykłe odkrycie dla tych malarzy europejskich, którzy stali blisko siebie, byli przyjaciółmi, choć przez krótki czas. Vincent van Gogh malował kwiaty, pola zbóż, drzewa. Pojmował naturę jak w haiku. Chciał ją ująć jako dramat całości. Egzystencjalnej całości. Wszystko przecież trwa ulotną chwilę i kończy się bezpowrotnie. Van Gogh nie znał haiku.
Ale jego obrazy są kwintesencją tej poezji. Są bardziej haiku niż ukiyo-e, bowiem w Japonii drzeworyty te miały charakter poznawczy, pełniły funkcję edukacyjną, czasem informacyjną. Były masowym przekazem informacji właśnie. O tym, jak rodzice wydają córkę za mąż, jak wygląda festyn tu lub tam, uliczne przedstawienie.

Van Gogh odnalazł w nich nie tylko estetyczną wartość, ale coś bardziej japońskiego. Także czas, przestrzeń, identyfikację pory roku. Ciszę. Świat natury i świat spraw ludzkich. Jakąś niedostrzegalną przestrzeń pomiędzy nimi. Jak w haiku właśnie. Ulotność i Niezmienność.

Tylko że Japończycy przeszli przez „lustro”. Odnaleźli harmonię. Jak Budda, który obudził się w świecie, gdzie nie ma przeciwieństw. A van Gogh czy Gauguin tego nie potrafili. Nie umieli medytować. Być może Gauguin chciał jak cała reszta przebudzić się i spojrzeć w siebie. Ale przecież nie powstrzymałby biegu życia.

Gauguin nie medytował, tylko narzekał. Był zgodny z zasadą ukiyo-e, że życie jest cierpieniem. Zatem cierpiał.

Vincent wchodził w pole żyta pod Arles i malował je jak oszalały, kręcąc zamaszyście pędzlem. A przecież jasne łany zbóż powinny emanować spokojem. Gdzie w takim razie odnaleźć spokój?

Jak u Hiroshige, który zawsze miał go wiele w sobie.

Bo Hiroshige pił zieloną herbatę, a van Gogh nie?

Japończycy pili generalnie herbatę z trzech powodów: bo była lekarstwem, bo pomagała w medytacji oraz udoskonalała Zen.

Ujmując to lapidarnie, van Gogh ani Gauguin nie mogli pić herbaty, ponieważ nie byli na tyle powściągliwi, aby wyrazić samych siebie. Pili zatem absynt oraz wino. W pewnym sensie absynt też był lekarstwem.

Paul Gauguin usiłował rozmawiać z van Goghiem o sztuce japońskiej i związanych z nią inspiracjach, ale Holender tylko się z nim kłócił i robił złośliwości. Na przykład rozrzucał po podłodze jego przybory malarskie.

Gauguin był człowiekiem mocno poukładanym i denerwował go bałagan panujący w pracowni van Gogha. Czy może raczej w całym domu. W końcu postanowił wyjechać z Arles, bo nie wytrzymywał jego wariactwa. Miał świadomość depresji i odlotów van Gogha. Starał się być blisko, chadzali razem na uciechy, na zakupy. W sztuce mieli inne poglądy, inaczej postrzegali świat, życie w ogóle.

Pisał na przykład van Gogh o Gauguinie: jak on wspaniale umie planować wydatki, ja sobie z tym nie radzę, jestem wciąż roztargniony…

Gauguin miał pudełko, a tam pieniądze poukładane w kupkach: na nocne spacerki dla zdrowia, na czynsz i na inne wydatki. W pudełku leżały też ołówek i karteczka, na której zapisywał wszystkie wydane kwoty.

Co do malarstwa van Gogha… tutaj Gauguin nic odkrywczego nie powiedział. Napisał w Avant et Après, że jest nudne i bez wyrazu. W końcu przecież pojechał do Arles po to, aby uczyć Holendra malowania i utrzymywania porządku w pudełku z farbami…

Jak wiadomo doskonale z niejednej biografii, Gauguin opuścił van Gogha tej samej nocy, kiedy ten uciął sobie ucho, a następnie podarował je niejakiej Racheli, dziewczynie z burdelu w Arles, do której obaj chętnie wpadali dzielić się z nią swoimi rozterkami.

Ucho malarza trafiło na stół chirurga, niejakiego Félixa Reya. Niestety nie nadawało się do przyszycia, choć takie możliwości już wtedy były. Istnieje obszerna dokumentacja medyczna na temat przypadku van Gogha, pochodzi bodaj z 1936 roku. Jest to wydawnictwo naukowe, w którym obłęd artysty został dobrze opisany. Ucho, jak wiemy z tego źródła, trafiło do klozetu.

Arles to miejsce istotne dla historii Gauguina, ale także Bernarda. Bo tam zrodził się syntetyzm, którym zarazili w końcu tabuny innych malarzy. Tam też nastąpił przełom w malarstwie zapoczątkowany w Pont-Aven, okraszony słońcem, wieloma zaciekłymi dyskusjami i litrami absyntu.

W Arles narodził się Gauguin gotowy do skoku za ocean. Na Tahiti.

Gauguin namalował swój sztandarowy „japoński” obraz – Wizję po kazaniu, czyli walkę Jakuba z aniołem – w 1888 roku. Wykorzystał motyw z mangi Katsushiki Hokusaia. Obraz jest czysty w kolorach, łamie dotychczasowe stereotypy dotyczące perspektywy, linii. Choć jest figuratywny, osoby są na nim mniej ważne. Liczy się synteza, konstrukcja. Jest genialny.

To największy krok w historii XiX-wiecznego malarstwa. Proste przejście od akademii, poprawnej szkoły impresjonistów do pewności siebie, wyznania.

Wzbogacone wszelkimi, choć czerpanymi z umiarem, naniesieniami z ukyio-e malarstwo Gauguina stało się wtedy doktryną wielopostaciową, nieprawdopodobnie wprost złożoną i prostą zarazem. Zaczęło się poruszać pomiędzy pobożnością a oszalałymi spekulacjami metafizycznymi, znalazły się w nim wszystkie aspekty malarstwa – ożywcza mieszanina barw, nowej perspektywy, zamaszystej budowy oraz czystego koloru.

– Jestem ja, Gauguin. Teraz nadszedł mój czas.

To wtedy Paul Gauguin stał się geniuszem.

Bernard nazwał go człowiekiem wyższego rzędu, van Gogh zobaczył w nim twórcę rzeczy najwyższej wagi. Dodał jeszcze: Nie można studiować sztuki japońskiej, nie stając się zarazem bardziej wesołym i szczęśliwym. To credo nie do końca sprawdziło się w jego przypadku, ale miał stuprocentową rację…

 

 

7
1
skomentuj
lubię!
przeczytane
327
razy

Jedna odpowiedź do “Hiroshige, Hikawa i van Gogh”

  1. Jak zwykle brawurowo napisane, Lecz powsciagliwie zarazem, rzeklbym, wlasnie… I chociaz z niezliczona iloscia informacji i wielowatkowosci, barw, odcieni, to jednak
    syntetycznie
    ♥️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *