Francis Bacon, Colony Room

 

Nie od dzisiaj wiadmo, że Soho to raj dla pijaków. Ta część Londynu, nigdy nie kryła się ze swoim rozrywkowym podejściem do życia, a bezpruderyjną kokieterią uwodziła przez lata. Soho pęcznieje od pubów, nocnych klubów, barów i wszelkiego rodzaju podmiotów, nie do końca zdefiniowanych. Pośród tego gąszczu miejsc, do których się chadza wieczorową porą, kiedy to gasną światła w pubach i restauracjach, jest jedno miejsce, które urosło do rangi legendy – to klub Colony Room. To w nim, upijali się na umór artyści z Francisem Baconem na czele.

Soho, Colony Room, numer 41, fot Dorota Midbar, 2021

Do Colony Room prowadziła wprost z Dean Street, wąska klatka schodowa. Klub był mały, miał ściany pomalowane na zielono i atmosferę, przesiąkniętą mieszanką dymu papierosowego i zatchęchłego powietrza. Założyła go w 1948 roku Muriel Belcher z bardzo prostego powodu – aby stworzyć miejsce, w którym będzie można pić po zamknięciu pubów. – złota zasada tego miejsca – nie bądź tępy i nudny – powiadała. Colony Room, był nie tylko londyńskim odpowiednikiem paryskiego Bricktop’s z Gertrudą Stein, Colette i Scottem Fitzgeraldem, ale czymś więcej: społeczno – artystyczną hybrydą. Był barem, w którym alkohol płynął strumieniami, pocztą (członkowie klubu wymieniali się listami), pośredniakiem oraz biurem matrymonialnym. Francis Bacon był jednym z jego pierwszych bywalców. Muriel nazywała go „Córką”, a on ją „Matką”, co biorąc pod uwagę, iż obydwoje byli homoseksualni, pokazuje jak głęboka łączyła ich więź. Wkrótce klub zaczął przyciągać kolejnych członków: malarzy, pisarzy, lordów, marynarzy, poetów. Włącznie z Dylanem Thomasem, który pewnego dnia zwymiotował tam na dywan.

Soho, fot Doroda Midbar 2021

Bacon uwielbiał to miejsce. Mówił o nim, że jest jedynym, w którym może pozbyć się wszelkich zahamowań. Przychodził tutaj regularnie, przez prawie 40 lat. Można powiedzieć, że właściwie tutaj mieszkał, że w pewien sposób, czuł się tam swobodniej, niż we własnym zagraconym mieszkaniu przy 7 Reece Mews, do którego sprowadził się w październiku 1961 roku i mieszkał aż do swojej śmierci. Na 24 metrach, stłoczył wszystko, co mu było potrzebne do życia, a nawet więcej. Sobie wiadomym sposobem, pomieścił w tej klitce ponad 7000 przedmiotów, w tym 500 książek, z czego 40 kucharskich. Bacon wychował się na prostej i solidnej kuchni brytyjskiej, gdzie królował shepherd’s pie oraz gulasz wołowy. Kiedy zamieszkał na dwa lata w Paryżu odkrył, że jedzenie może być wyrafinowane tak samo jak seks. Jego kulinarnym mentorem stał Eric Hall “On mnie nauczył , co to znaczy dobre jedzenie. Jaką to ma wartość. Było to coś, czego nie nauczyłem się w Irlandii”- powie po latach. Od tego momentu Bacon staje się wielbicielem kuchni francuskiej, zaczyna gromadzić książki z przepisami. Na jego półkach leżały takie pozycje jak: French Country Cooking Elizabeth David, Charcuterie and French Pork Cookery Jane Grigson, Mrs Beeton’s Book of Household Management, bogato ilustrowany Larousse Gastronomique, A Taste of Paris: Traditional Food, jak również książki z przepisami regionalnymi : A Taste of Wales: Welsh Traditional Food , napisane przez Theodora FitzGibbon, La Cuisinière Provençale, autorstwa JB Reboul czy The World Atlas of Wine Hugh Johnsona i wiele innych. Ta fascynacja jedzeniem, jako obiektem podniesionym do rangi sztuki, znajdzie również, swoje odbicie w obrazach Bacona.

Francis Bacon, atelier, Centre Pompidou, 2019, fot T Rudomino

Francis miał gest – kupował szampana i szczodrze polewał go swoim kompanom, wołając przy tym: ”Szampan dla moich prawdziwych przyjaciół – prawdziwy ból dla przyjaciół fałszywych”. Przywołując słowa, których nauczył się od swojego ojca. Z rozbawieniem patrzył, jak alkohol przelewa się przez ich kieliszki, ocieka po ich rękach i spodniach. Czasem, kiedy obcowanie z ludźmi było dla niego zbyt ciężkie, kiedy beztroska atmosfera radości stawała się nie do wytrzymania, chował się w toalecie z kieliszkiem w ręku.

Soho, Colony Room, fot Dorota Midbar, 2021

Francis Bacon, co widać w jego pracach, był pełen kontrastów. Był odludkiem pragnącym towarzystwa, zmagającym się z demonami przeszłości człowiekiem, który patrzył w przyszłość z nadzieją. Potrafił być wesoły, dowcipny i bardzo hojny. Po latach, pisarz i malarz Michael Wishart powie o nim – „Francis uwielbiał się malować. Nakładał podkład, podkreślał swoje kości policzkowe za pomocą różu. Na włosy nakładał za pomocą szczotki do butów pastę Kiwi. Zęby zaś szorował proszkiem do czyszczenia naczyń VIM”.

Soho, fot Dorota Midbar, 2021

Francis zawsze miał czas dla bliskich. Kiedy Sonia Orwell – wdowa po George’u umierała na raka, wynajął jej piękne mieszkanie, w którym czekał na nią szampan i kwiaty.

Ale jak każdy z nas, miał również swoje ciemne momenty, w których bywał okrutny, zarozumiały, a często nawet agresywny. Kiedyś oblał szampanem pracę młodego studenta z Trynidadu, który podszedł do niego w Colony Room i pokazał mu swoją akwarelę. Najwidoczniej nie przypadła mu ona do gustu. Bacon miał problemy z byciem lojalnym, nawet w stosunku do najbliższych, którzy nigdy mu tego nie potrafili zapomnieć. Rywali, zwłaszcza ze świata sztuki niszczył bezwzględnie. Wojnę przetrwał tylko dzięki hazardowi. Colony Room natomiast nie przetrwał. Został zamknięty w 2008 roku, przez trzeciego i ostatniego właściciela Michaela Wojasa, który zmagał się z uzależnieniem od narkotyków i który nigdy nie odpowiedział na pytanie, co stało się z dziełami sztuki, które w klubie zostawili po sobie, jego słynni bywalcy. 

 

 

7
2
skomentuj
lubię!
przeczytane
1.02t
razy

2 odpowiedzi do “Francis Bacon, Colony Room”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *