Foujita, wojna i pokój

Tymczasem w Instytucie Kultury Japońskiej w Paryżu kolejna odsłona Foujity. Niewielka, ale jakże ważna ekspozycja jego obrazów. Zatytułowano ją Œuvres d’une vie, co może sugerować, że jest to przekrój jego najważniejszych ścieżek, artystycznego życia.

Foujita, autoportret na tatami, 1936

W jakimś sensie tak jest, choć z pewnością jego olbrzymi dorobek zawiera o wiele więcej skarbów, które wyszły spod jego ręki. Foujita był niezwykle płodny, rysował i malował każdego dnia, pozostawił po sobie setki prac rozsianych po Francji, Japonii, Argentynie czy Stanach Zjednoczonych.

To, co zwraca uwagę na tej paryskiej wystawie to trzy grupy tematyczne: ja, wojna i cała reszta. „Ja”, to oczywiście autoportrety, które Foujita malował po przybyciu do Paryża. Nazywał się wtedy Fujita i był jednym z tych Japończyków, którzy uzyskali wsparcie bogatego sponsora na pobyt we Francji.

Tsuguharu Fujita wylądował w Marsylii w 1913 roku. Wcześniej ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Tokio i mając poparcie ojca, generała Tsuguakira Fujity z Kummamoto uzyskał stypendium na tę podróż. Od dawna bowiem marzyła mu się Francja i jej malarze. Jeszcze na studiach wykazywał ogromne zainteresowanie sztuką europejską.

W Paryżu zamieszkał przy ulicy Delambre. Jeden z pierwszych obrazów, który namalował to właśnie wyjście z metra i plac, do którego ta ulica przylega. Edgar Quinet. To był bowiem jego pierwszy paryski świat. Początkowo mieszkał niedaleko w hotelu Odessa, razem z innym Japończykiem, również malarzem.

Foujita, Boulevard Edgar Quinet, 1913

 

Fujita dość szybko zmienił nazwisko na Foujita, bo lepiej brzmiało po francusku. Języka uczył się w z bajek La Fontaine. Posiadaną przez siebie książkę namalował kilkakrotnie. Towarzyszyła mu przez całe życie. Na początku w swojej pracowni przy Delambre, aż w końcu złożył hołd pisarzowi i namalował Hommage à Fontaine.

Uwielbiał paryską atmosferę. Choć mieszkał przy Montparnasse, to jego świat definiowały uliczki w Le Marais, Montmartre czy zakamarki dzielnicy łacińskiej. Początkowo szukał swojego stylu. W Cagnes malował jak Braque, w Prowansji był jak Cézanne, a kiedy siadał do portretów, to kłaniał się jego sąsiad z Delambre, trochę kolega, a trochę rywal Amadeo Modigliani.

Foujita, Bistrot, 1949

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W końcu Foujita dotaszczył swój talent przywieziony z Tokio do miejsca, w którym zaistniał jako malarz nieprzeciętny, olśniewający swoim stylem, dowcipem, przekorą, wariackim usposobieniem. To Foujita jakiego znamy z „Bistrot”, gdzie jawi się jako dociekliwy obserwator życia paryskiej ulicy, świata wiecznych wagabundów, bardzo bliskiego jego duszy, bo wywodził się wszak z niego, a który tak cudownie portretował w swych drzeworytach Hiroshige. A zatem, i tu w Paryżu, odnalazł Foujita samego siebie, w mroku i wiszącym papierosowym dymie. W oparach shochu, sake, albo hakushu. Na talerzach kawałek węgorza, albo yakitori. Kwaśny zapach zewsząd. Mętny wzrok. Jak w Japonii. Izakaya, mrok, cisza… W shomben yokocho, a może pod mostem w Ueno… Nie ma tam ani kawaii ani samurajów, ani gejsz w kimonach i tabi, nie ma uprzejmych kiwnięć głową. Mekka dla mętów i pijaków. Każdy ma wszak do wydeptania swoje ścieżki… Foujita też. Tyle, że były to opary wódki, bimbru, smak kwaśnego wina, na talerzu sardynki i ser. Mętny wzrok jak wszędzie. W Shinjuku i Montparnasse. Mrok nocy. Jak u Céline.

W swoim „Bistrot” jest Foujita jak u Céline. To chyba dobre porównanie.

 

Foujita, śmierć bohaterów na Attu, 1943

I wreszcie wojna. Od 1937 roku był na garnuszku rządu Cesarstwa. Wzięty malarz z francuskiej cyganerii, uwielbiany przez publiczność w Niemczech, Argentynie, Anglii i Stanach Zjednoczonych. Kobieciarz, katolik, zapalony kucharz, używający życia, ile tylko się da. Zatem on, Foujita, zgłosił się na ochotnika, aby wesprzeć propagandowy głos japońskiej polityki wojennej. Pojechał do Chin i portretował tam sceny frontowe: samoloty, czołgi, żołnierzy, głównie triumf jednej tylko, słusznej sprawy.

A potem przyszedł, całkiem jak u Kobayashiego: los człowieka i katastrofa wojny na Pacyfiku. Foujita stworzył przejmujący portret wojny, obraz bitwy na Aleutach: masakry, rzeź, samotność w obliczu nieuchronnej śmierci, strach, kruchość ludzkiej natury.  Utrzymane w monochromatycznych kolorach, ciemne, właściwie spowite w mroku, tak jak symboliczne, późniejsze obrazy Kobayashiego, być może tkwią one w duszy Japończyka, jak ten Yukio Mishima ponurego przeznaczenia. Foujita czasów wojny…

Luty 2019

Foujita (1886-1968), Œuvres d’une vie, Maison de la culture du Japon, Paris 2019

11
2
skomentuj
lubię!
przeczytane
762
razy

2 odpowiedzi do “Foujita, wojna i pokój”

  1. Doskonale bogata ekspozycja obrazów Fujity, obrazująca oczywiście fragmentowo 60 lat jego malarstwa. Na 32 obrazy 22 przyjechały z Japonii i po raz pierwszy pokazane w Europie. Zachęcam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *