Fangor, sygnatura artysty

Bezsprzecznie Wojciech Fangor stanowi dziś najlepszą lokatę kapitału. Jego obrazy sięgnęły na aukcjach niebotycznych granic. Stał się najlepiej sprzedającym polskim artystą. Kwota 4,72 miliona złotych, uzyskana na aukcji w ubiegłym roku, za obraz M39, pozycjonuje malarza na rekordowej przestrzeni kapitałowej.

Fangor sprzedał również za swojego życia obraz, który uzyskał najwyższe notowania wśród żyjących artystów. Jeżeli zatem weźmiemy pod uwagę, że obraz Victora Vasarel’ego kosztował o połowę mniej, to mamy do czynienia ze swoistym fenomenem na polskim rynku sztuki. Vasarely to światowej klasy malarz, którego niedawana wystawa w Centre Pompidou ściągnęła tysiące odwiedzających.

Jak pamiętamy doskonale Vasarely zaczynał od „Zebry“, czyli kontrastów czarno-białych, i tak pozostał na długie lata w koncepcji optycznej, w której, cokolwiek pojawiło się na obrazie, zawsze ulegało zmianie, w zależności od kąta widzenia osoby patrzącej. Przypadków, dla których Vasarely pozostaje w pamięci jest wiele. Skojarzenia z Clarke daje „Supernova“, gdzie w 1959 roku dał upust swojej czarno-białej fascynacji, składającej się z kostek i kropek. Kostki to niebo, a kropki to gwiazdy. Ten fenomen wizualizacji jaki zaproponował, był też w jakimś stopniu odpowiedzią na dręczące pytania, gdzie jest koniec wszystkiego. To filozofia wynikająca z tamtych czasów, niepokój o kres i dalszą drogę, pytania, co kryją gwiazdy i skraj horyzontu. To Lem i Clarke w czystej postaci. Vasarely odpowiedział, tak jak oni: własnym szyfrem.

W przypadku Fangora mamy też jego szyfr. Bo chodzi również o te same pytania. O nas… Malarz pokazał własne widzenie świata, a także sygnaturę. Fangor stworzył dwa równolegle języki. Studium przestrzeni i sygnaturę właśnie. Zabawny stempel, podpis. Niekiedy znak, o wiele bardziej cenny niż bezszmerowy i wibrujący, bezkrawędziowy kosmos niesamowitej kolorystyki. Sygnatura Fangora, kojarzona z nim, żoną Magdą lub Stanisławem Zamecznikiem jest częścią jego dzieła. Samą w sobie autonomicznym dziełem.

Cow by Fangor, projekt sygnatury, 2005, udostępnienie Art.Krajewski Galeria i Dom Aukcyjny

I owa słynna krowa, będąca również swoistym znakiem, trochę zabawą w artystyczną instalację-rzeźbę-obiekt, nie jest niczym innym jak tylko sygnaturą, dostrzeganą poprzez interpretację nazwiska, gest i formę znaku.

Fangor tworzył w oparciu o rzetelne podstawy własnego doświadczenia artystycznego. Optyka i wibracje, to jego skodyfikowany język, który opowiada o czasoprzestrzeni i naszej obecności. Jest to malarstwo ponadczasowe. Fangor doprowadza nas do absolutu obcowania ze sztuką, światłem i własną wrażliwością. Jego nawiązanie do symboli, umiejętne operowanie kolorem i złudzeniem optycznym, powoduje, że nie jesteśmy w stanie dokonać rzetelnej oceny, w którym miejscu lokuje się nasza obecność. To coś jak pierwsza faza oczyszczenia. Zanim nastąpi przyjemność zmysłowa, musimy przejść doświadczenie wglądu. Coś jak Wszystko: oko i obiekty, ucho i dźwięki, ciało i odczucia, umysł i obiekty. Tak to jest wszystko, bo poza tym, nie ma nic. Kto to powiedział? Budda? Zatem u Fangora, mówiąc bardziej przyziemnie, mamy czystość poglądu, albowiem zrozumienie jego malarstwa pozwoli na zrozumienie własnego umysłu. I to czyni go wielkim. Zatem wielkość Fangora jest- być może- adekwatna do ceny, jaką oferuje rynek. Bo któż nie chciałby mieć u siebie w kolekcji tego, czego najbardziej poszukuje: niewymuszonej świadomości.

9
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
898
razy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *