de Staël, śmierć niedokończona

Pomiędzy 12, a 14 marca 1955 roku, Nicolas de Staël intensywnie pracował nad „Koncertem”. Szkicował ołówkiem, głównie instrumenty muzyczne: pianino, kontrabas, a także partytury dla orkiestry. 14 marca spalił wszystkie szkice, inne papiery, które miał w atelier, listy, za wyjątkiem tych, pisanych do Jeanne. Chodzi o Jeanne Mathieu, którą poznał niespełna dwa lata wcześniej, za sprawą poety René Char, z którym łączyła go przyjaźń, a także niezwykłe projekty artystyczne, jak choćby spektakl baletowy, do którego Char napisał libretto, a de Staël zaprojektować miał kostiumy.

Nicolas de Staël, Tradition et Ruptures, Brioude, 2021

Z rodziną Mathieu, Char był zaprzyjaźniony od wielu lat, jego romans z Jeanne, był znany malarzowi, mimo to oświadczył się jej w trakcie wspólnych wakacji, które spędzali razem na farmie w Apt.  Nazywał ją Jeannine, czyli imieniem swej wielkiej miłości, która zmarła kilka lat wcześniej. Napisał wtedy do swego przyjaciela: „Jeanne wniosła do mego życia harmonię. Przybyła do mnie i olśniła całą sobą. Nie mogę przestać o niej myśleć”.  

Druga i aktualna wtedy żona de Staëla miała na imię Françoise. Mieszkali razem przy rue Gauguet w Paryżu, z trójką dzieci, a wakacje spędzali na Sycylii. Z początkiem marca tego roku, de Staël bardzo burzliwie opuścił swoją rodzinę i wrócił do Antibes. 14 marca zadzwonił do Françoise. Odmówiła spotkania, na które nalegał. Zadzwonił tego dnia jeszcze do kustosza Musée Grimaldi w sprawie „Koncertu”, a zatem wspomnianego obrazu, który właśnie malował. Po śmierci artysty znaleziono w jego atelier jeszcze inne obrazy, w tym: La Cathédrale, Les Mouettes, cykl Bateaux. Słynna fotograf Denise Colomb, która była w jego pracowni kilka tygodni po samobójstwie de Staëla, odnalazła ślady białego pigmentu, które prowadziły od „Koncertu”, aż do drzwi balkonowych.

Nicolas de Staël, Tradition et Ruptures, Brioude, 2021

Rankiem, 16 marca wciąż malował. Jednocześnie spalił wszystkie swoje osobiste dokumenty. Napisał wtedy trzy listy. Pierwszy do Jacquesa Dubourga, swojego marszanda. Drugi do przyjaciela Jean Baureta. Oba zostały później opublikowane przez Edouarda Dor, dziennikarza i autora książek o sztuce, w tym o de Staëlu, a który bywał w pracowni malarza jako malutki chłopiec. Trzeci list napisał do Anne, najstarszej córki, którą urodziła Jeannine. Lecz treść tego listu, nigdy nie została ujawniona.

Nicolas de Staël, Tradition et Ruptures, Brioude, 2021

De Staël miał 41 lat, kiedy zginął. O godzinie 22:15, dnia 16 marca 1955 roku, jego ciało znalazła sąsiadka o nazwisku Jeanne Roux. Staël wyfrunął ze swojego okna pracowni przy ulicy Revely, a następnie upadł na bruk, jak niegdyś Ikar, bo przecież człowiek, jak wiemy, nie może latać. Doktor Maxime Roustan, zawezwany niemal natychmiast, stwierdził śmierć. Malarz spadł z tarasu, wprost na głowę.

Nicolas de Staël nie cierpiał, może tylko za życia. Jego krótkie życie i niezwykłą twórczość złamała depresja, niechęć do bycia w tłumie, który jest szary, pełen obstrukcyjnej nijakości i zbyt prostacki, aby tkwić obok jego poezji pełnej światła i kolorów. Złamała go też klęska, jakiej zaznał w relacji z Jeanne Mathieu, nie mógł wydostać się z tej obsesji, a może nie chciał. Napisał do René : „Upadłem. Pogubiłem się kompletnie”.

Nicolas de Staël, Tradition et Ruptures, Brioude, 2021

Nicolas de Staël malował intensywnie z wielką ekspresją i natchnieniem. Jego obrazy to obsesyjnie urocza wersja nostalgii, westchnienia i słońca na horyzoncie. To ślady tęsknoty za niespełnionym życiem. 

Napisał Jorge Semprun, że Nicolas de Staël był ostatnim malarzem modernizmu.

Rzadko można oglądać jego obrazy na jednej wystawie. Rozsiane po całym świecie są marzeniami dla kustoszy, aby je zebrać i pokazać w całości, począwszy od czarnych monochromów, a kończąc na rozlanych słońcem Argigente.

Nicolas de Staël, Tradition et Ruptures, Brioude, 2021

W Brioude, na skraju Owernii i Loire, w małym mieście, z serii La Belle France, pojawiła się, dość niespodziewanie, całkiem spora ekspozycja, będąca zbiorem pochodzącym z różnych prywatnych kolekcji. Dokładnie 58 obrazów, ułożonych w cyklach: martwa natura, pejzaż i futbol, ukazała de Staëla w niezwykłej różnorodności, bogactwie jego poszukiwań formalnych, technik, a przede wszystkim na pewnej ścieżce, która układała jego artystyczny los, od czasów, kiedy mieszkał drzwi w drzwi z Hansem Hartungiem, przy rue Gauguet, aż po olśniewający włoski pejzaż i liczne statki w Antibes lub Marsylii, którą uwielbiał. Bo, być może, to właśnie Paqueboty, wywoływały w nim tęsknoty, które znamy z wielu jego relacji.

Na wspomnianej wystawie jest też list, napisany do René. Jedyny list, choć napisał przecież ich bardzo dużo i to do wielu osób, jak choćby wspomnianego Dubourga. To jemu przecież poświęcał sporo czasu, pisząc o fascynacji malarstwem Hiszpanów. Lecz w liście do Jean-Francois Jaegera, dyrektora galerii Jeanne Bucher wspomniał na dwa tygodnie przed śmiercią: „czuję, że mam dość malowania”. 

Nicolas de Staël, Tradition et Ruptures, Brioude, 2021

Wystawa w Brioude jawi się jako zbiór pereł. Jednak, wszelkie rozterki i zmęczenie jakie towarzyszyły artyście stanową rodzaj puenty, klamry, spinającej tę twórczość. Warto też nadmienić, że w tym roku ukazał się katalog, zbiór wszystkich prac de Staëla. Monumentalne dzieło Catalogue Raisonné, przygotowane zostało jeszcze pod bacznym okiem Françoise, a także jej syna Gustave. To jakby dopełnienie tej wystawy. Albowiem zobaczyć taką ilość obrazów w jednym miejscu z bogactwem jego bibliografii, listów, artykułów, to rzecz niezwykle rzadka. Nie zdarzyło się bowiem, aby jego cykl futbolowy, pokazany został obok fenomenalnego  Parc des Princes, w połączeniu z cyklem kilku płócien ukazujących wnętrze jego atelier i wręcz obłędnych martwych natur z dominującymi czerniami, bogactwem faktury i ujęciami bryły, które przywodzą na myśl fascynacje Braque. 

Le Concert, 1955

Nicolaï Vladimirovitch Staël von Holstein…

Dał światu więcej niż można było oczekiwać. I to dlatego, że chciał wszystko. Pokazał, że wolność myślenia przynależy, nie tylko do porządku filozoficznego, ale w przedziwny sposób jest powiązana z geografią miejsca. Że nie byłoby jego, gdyby nie Francja i jej kolory. Choć Rosja dała mu ciało i wschodnią nadwrażliwość, z którą nie mógł sobie poradzić Dostojewski lamentując, że człowiek jest nadzwyczajną istotą zakochaną w cierpieniu, to Francja otworzyła go na świat, który był wcześniej nieznany. Postawiła na jego drodze ludzi, miejsca i zdarzenia, dzięki którym dopełniła się w nim własna, być może za krótka i zbyt smutna, historia. Historia, która brutalnie zakończyła się 16 marca 1955 roku, pozostawiając niedokończony Koncert. Co prawda, nie można tego obrazu zobaczyć na wystawie w Brioude, są jednak inne, które niczym echo, odbijają ostatnie lata de Staëla na ziemi. W La Doyenné, tam właśnie można spojrzeć w jego oczy. Spróbować zrozumieć tę dynamikę, która w ruch wprawiała szpachle, którymi nakładał farby. Wejść w głąb jego tajemnicy. Wszystko w obliczu jego geniuszu, który wybrzmiewa na każdym płótnie pokazanym w Brioude. Geniuszu, który sprawił, że patrząc na obrazy de Staëla widzimy to, co chciał abyśmy zobaczyli – świat pomiędzy światami. Nikt przed nim ani później, tak nie malował. Był jak niepasujący element układanki, z którym nie wiadomo, co zrobić…

Nicolas de Staël, Tradition et Ruptures, Brioude, 2021

8
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
601
razy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *