Correct Art History

Kiedy galeria sztuki współczesnej Saatchi, decyduje się na zakrycie dwóch obrazów, niewygodnych w odbiorze dla mniejszości muzułmańskiej, Muzeum Narodowe w Warszawie usuwa żółty owoc o gorsząco zakrzywionym kształcie, a Michelle Hartney zalepia dwie tahitańskie kobiety Paula Gauguina w Metropolitan Museum w Nowym Jorku, to rodzi się pytanie: czy oto nie stajemy się świadkami odradzania się nowego dialogu, pomiędzy sztuką, a człowiekiem?

Założeniem sztuki jest sprowokowanie ospałego człowieka do dialogu, zmobilizowania go do spojrzenia poza własne ramy przyzwyczajeń i zobaczenia, że świat jest pełen pytań. Pytań, na które prawdopodobnie nigdy nie znajdziemy odpowiedzi, pytań które od samego początku są bolesne, że nawet szukanie odpowiedzi na część z ich wydaje się być pracą pod ludzkie siły. A jednak, wielu z nas próbuje powiedzieć innym, co jest Prawdą, Pięknem, a co niektórzy nawet w swojej szaleńczej odwadze, porywają się na znalezienie odpowiedzi na inne pytanie, co jest Dobrem, a co Złem. Pytania natury egzystencjalnej, ocierające się jednocześnie o transcendencję wydają się być niemożliwe do zapisywania suchą czcionką paragrafów. Odpowiedzi na nie, a może raczej próby zbliżenia się do do ich istoty, można znaleźć jedynie w formie przekazu alegorycznego – mam tutaj na myśli wszelakiego rodzaju wyrażenia artystyczne.

Nadrzędną rolą sztuki jest więc za pomocą symboli ogólnie zrozumiałych, wzbudzenie zaciekawienia i tym samym sprowokowania nas do wejścia w dialog. Taki, który rozumiany jest jako wymiana poglądów, droga do rozwiązania problemów – jednym słowem do znalezienia miejsca, w którym obie strony mogą poczuć się komfortowo.

Kiedy obserwuję ostatnie wydarzenia, jakie dzieją się w przestrzeniach muzealnych mam wrażenia, że dialog między sztuką, a odbiorcą wszedł na nowy poziom – wzajemnego nie(zrozumienia). Z jednej strony, jak głośno i wyraźnie musi przemawiać kobiece ciało, zamieszczone na tle symboli narodowych, aby zakryć je szarym płótnem? Jak wiele obrazów, wspomnień i emocji przychodzi na myśli, gdy patrzymy na kobietę z bananem w ustach? Jak duże ma znaczenie dla nas życie osobiste malarza, że jego dzieła uznajemy za gorszące? Michelle Hartney bierze na celownik prace Picassa za to, że nazwał kobiety „maszynami stworzonymi do cierpienia”, walczy z erotykami Balthusa, a przede wszystkim cenzuruje Gauguina – pedofila mającego małoletnie kochanki na Polinezji. To właśnie jego obrazy stygmatyzuje nalepkami*.

Te wszystkie próby cenzurowania sztuki, w pierwszej chwili mogą być odbierane jako uciszenie artystów, jako swoistego rodzaju walka w obronie Prawdy i Dobra, a jednak po bliższym spojrzeniu odkrywamy, że są one swoistego rodzaju formą wejścia w dialog z artystą. Dialog trochę nieudaczny, trochę dziecinny, ale zawsze dialog. Kiedy patrzę na zasłonięte płótna w Saatchi, to widzę przede wszystkim bolesną rozmowę, nierozumiejących się już kochanków. Pogubionych we wzajemnych oskarżeniach. Przykryte obrazy, niczym zaciśnięte usta, w milczącej postawie uporu, przemawiają do mnie głośniej niż niejeden krzyk, paragraf, albo polityczny manifest społecznej poprawności. Usunięte rzeźby, zniszczone obrazy, ocenzurowane spektakle – ten nowy dialog między ludźmi, uwikłanymi w problemy tego świata, będzie trwał prawdopodobnie tak długo, jak długo będzie podejmowana próba zdefiniowania rzeczy niedefiniowalnych.

*Correct Art History – domaga się, aby w muzeach na kartach informacyjnych dotyczących obrazów zamieszczać informacje o kontrowersyjnych sposobach życia artystów (Separate the Art from the Artist)…

 

6
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
430
razy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *