Christo, Dômoto i tamten Paryż…

Do spotkania Christo z Japończykiem doszło przy okazji wernisażu w dniu 27 lipca 1962 roku, przy rue Visconti w Paryżu. Była to inauguracja „Muru“, assamblage, który otworzył przed Christo fenomenalną karierę. Postać Dômoto jest mniej znana, choć wypełnia doskonale japońską obecność na awangardowej scenie Francji.

 

Twórczość Dômoto rozjaśniła nieco Charlotte Perriand, genialna interdyscyplinarna artystka, której ekstrawagancka osobowość uczyniła z niej, absolutną i przebojową gwiazdę.

Perriand to postać jak z bajki. To na takich biografiiach zbudowano legendy awangardy. Związana z UAM, co w ogromnym stopniu kojarzy z tym kręgiem artystycznym. Była blisko Joana Miró, Henri Laurensa, Pabla Picasso i Le Corbusiera. Dômoto pojawił się w jej krajobrazie dlatego, że w w 1940 roku udała się do Japonii aby podpatrywać tamtejszy design. Stała się Ambasadorem sztuki francuskiej, jej wpływy także w projektowaniu artystycznym były zatem przedmiotem ciekawych dla historyków sztuki dokonań.

W marcu 1941 roku, Charlotte Perriand zorganizowała pokaz w gmachu Takashimaya swoich ikonicznych obiektów rzemiosła użytkowego, gdzie wykorzystała tradycyjne linie estetyczne, wzięte z kultury japońskiej, materiały i filozofię projektowania przemysłowego. Perriand nie znała młodej sztuki japońskiej, ale przywiozła głębokie przywiązanie do tego obszaru artystycznego, była to jej największa przygoda i przez wiele późniejszych lat twórcy japońscy znajdowali u niej otwarte serce i przyjaźń.

Hisao Dômoto ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Kyoto w 1949 roku. Wywodził się z tradycyjnej rodziny artystycznej, ojciec zajmował się ceramiką, wujek był renomowanym malarzem. Dômoto szybko zaistniał w sztuce japońskiej tamtego okresu. Jego prace, mieszczące się w nurcie modnego wtedy surrealizmu, zostały zauważone i pojawiły się na wystawie w Musée du Jeu Paume. Dômoto wkrótce przybył do Francji, a więc, zanim ruch Jirō Yoshihary zaistniał w Japonii i zrewolucjonizował współczesne malarstwo. Co jednak ciekawe, młody Japończyk uległ wpływom abstrakcji lirycznej na miejscu, tu w Paryżu, w przeciwieństwie do twórców GUTAI, którzy zaczerpnęli z tego pełnego, bogatego źródła gestu i ekspresji, ale z kolei w Osace.

Stało się tak dlatego, że Dômoto trafił do Galerie Stadler w Paryżu, otwartej w październiku 1955 roku przy rue de Seine. To był trzeci adres po Drouin i Rive Droite, gdzie pojawiali się Amerykanie, a także artyści abstrakcji. Sprawił to legendarny krytyk Michel Tapié, który galerię Rodolphe Stadlera w jakimś sensie sformatował, otworzył ją dla Japończyków z kręgu GUTAI (do tego ruchu Dômoto przystąpił w 1957 roku), a także Georgesa Mathieu, Antonio Saury, Alfonso Ossorio czy Lucio Fontany.

Galerie Stadler zorganizowała mu dwie wystawy indywidualne. Dômoto został też uznany za największą osobowość artystyczną we Francji spośród twórców zagranicznych. Robert Fillou darzył go wielką sympatią. Ten znakomity artysta Fluxusu, uległ w swoim czasie wpływom teatru Kabuki, podróżował na Okinawę, także główne wyspy japońskie aby chłonąć tam filozofię, muzykę, słowo, znaki, wreszcie malarstwo kaligraficzne, a następnie wykorzystał to wszystko w swoich spektaklach i przedstawieniach. Fillou, podobnie jak John Cage, miał skłonność do łączenia wielu elementów, takich jak muzyka, obraz, ruch aby uzyskać „kreację permanentną“ w działaniach akcjonizmu.

I tak, obaj artyści udali się 27 lipca 1962 roku na ulicę Visconti aby wziąć udział, w projekcie młodego Christo, który polegał na zablokowaniu paryskiej ulicy, murem składającym się z pustych beczek po oleju.

Christo (rocznik 1938, nazywał się w rzeczywistości Wladimir Jawaczew) w styczniu 1957 roku, ukryty w wagonie towarowym, przedostał się pociągiem do Wiednia. Kilka miesięcy wcześniej, dzięki zaproszeniu kuznów, oglądał w Pradze po raz pierwszy w życiu prace awangardy, kubizmu i abstrakcji geometrycznej.

Christo przez Szwajcarię dostał się później do Paryża. Znajomi z Genewy, których poznał, pomogli mu zainstalować się w stolicy Francji. Pierwszy jego adres to 8, rue Quentin-Bauchart w ósmej dzielnicy. Później zamieszkał u zaprzyjaźnionego fryzjera, którego poznał również w Genewie. Wreszcie, legendę instalowania się Christo w Paryżu, dopełnia chambre do bonne, usytuowany na poddaszu przy Saint-Senoch.

Christo był wtedy bardziej malarzem, nim wkroczył na ścieżkę assemblages. Wszedł w bliskie kontakty z artystami grupy KWY, jak Portugalka Lourdes Castro, pochodząca z Funchal, fenomenalna malarka, twórczyni kolaży, efemerycznej abstrakcji, która uległa w swoim czasie fowizmowi, ale później stała się wręcz ikoną, kiedy trafiła do kręgu Nouveaux Réalistes.

W grupie KWY był też Jan Voss, który pojawił się we Francji około 1960 roku, w ramach wymiany studenckiej. Rzeźbiarz, malarz, twardo przywiązany do figuracji narracyjnej, dopiero na drodze ewolucji wydeptujący ścieżki w kolażu, rudymentarnej ikonizacji, ale przede wszystkim kumpel, wchłaniający paryskie życie, równie łatwo jak totemiczne emblematy w swoich kompozycjach.

Pierwsze serigrafie Christo opublikował w numerze KWY w języku portugalskim i francuskim. Nakład 12 stronicowego numeru wyniósł 100 egzemplarzy. Dziś to rarytas antykwaryczny, w którym znajdujemy serigrafię sygnowaną jako CHRISTO GAVACHEFF. Oprócz niego, pokazane zostały tam prace Marii Heleny Vieiry Da Silva i Manuela Cargaleiro. Kompozycja Christo to zdecydowany strzał liryki abstrakcyjnej, nie ulega bowiem wątpliwości, że to był modny naonczas styl francuskiej melodii sztuki, podobnie jak jazz Gainsbourga, marynarki Delona i kształt butelki Oranginy.

Voss przybył ostatecznie do Paryża i zainstalował się w atelier przy składzie samochodowym w Gentilly. Został dozorcą, dzięki czemu nie musiał płacić czynszu. Co prawda, Christo mieszkał już Jeanne-Claude przy Raymond-Poincaré pod numerem 4, ale to właśnie beczki z hali Vossa, którego odwiedzał, stały się inspiracją do nowej kreacji. Malarz Javacheff stawał się wtedy CHRISTO.

KWY wystąpiła teraz jako niezwykle silna drużyna : Castro, Voss, Duarte, Christo, Bertholo. Ten ostatni René Bertholo był mężem Lourdes Castro. Znakomity malarz i rzeźbiarz, całe artystyczne życie spędził w Paryżu. Pochodził z Alhandry, studiował w Monachium.

W roku 2001 w Centrum Kultury w Belem, odbyła się wystawa, której osią była prezentacja 12 numerów „Przeglądu Artystycznego“ KWY z kultowymi dziś postaciami, jak Christo czy Yves Klein.

Christo jeździł wielokrotnie do Lizbony na wystawy. Jego codzienność składała się w tamtym czasie, wyłącznie z wernisaży. Pisał do Jeanne-Claude: „chodzę od wystawy do wystawy, potem do kina lub teatru, wracam do domu, śpię a od rana kawiarnie, teatry i kolejne galerie. To moje życie…“

Jeanne-Claude znamy z fotografii Harry Shunka. Ściślej z duetu Shunk – Kender.

Ale pierwsza wystawa Christo nie odbyła się w Paryżu, lecz w Galerii Lauhus w Kolonii. Guy Weelen napisał wtedy pierwszy o nim tekst.

Weelen, partner Viera da Silvy, największej portugalskiej artystki XX wieku. Weelen był krytykiem sztuki, pisarzem, autorem doskonałych syntez na temat Soni Delaunay, Hansa Hartunga, Arpada czy Miró.

Napisał tak: „niektórzy płaczą, że DADA umiera. Że pan Dubuffet szczęśliwie walczy z greckim uzależnieniem, ale inni za to, kombinują jak ujać nasze życie codzienne w rygory sztuki. Nie mam na myśli akurat dywanów, ale może beczki będą granicą śmierci dotychczasowych definicji…“

Christo zabrał beczki od Vossa, ułożył je w stos w liczbie 26 sztuk, rozwinął gatunek nowej struktury, którą nazwał „Mur d’assemblage“. Tak powstała pierwsza kolumna, a potem druga i trzecia. Strukturę kolumnową sfotografował w atelier przy rue Senoch właśnie Kender. Wtedy też powstały pierwsze „opakowania“ przedmiotów. Był to stół. Rok 1961, to także data narodzin laboratorium projektów w przestrzeni miejskiej.

Galerie J, to trochę zapomniana już historia paryskiej sceny sztuki. Została otwarta 17 maja 1961 przy 8 rue Montfaucon w Paryżu z ekspozycją zbiorową „40 szczebli powyżej DADA“.

Galeria należała do Jeanine de Goldschmitt, byłej asystentki w galerie René Drouin (tej od Wolsa, Mathieu i Tapié) a także bliską osobie Pierre Restany, ojca chrzestnego Nouveaux Réalistes. Ale to w Galerie J, pierwszy występ miał Mimmo Rotella, kolejna legenda sztuki światowej, co warto przypomnieć przy tej okazji. Galeria niestety padła. Przetrwała ledwie cztery lata. Kiedy ją zamykano, Pierre Restany przeniósł, pozostawione tam prace Burena do swojego garażu.

Na początku roku, niejaki marszand z Niemiec, Haro Lauhaus spotkał Christo w Paryżu i zaproponował mu wystawę u siebie.

Wystawa „Nowa przygoda obiektów“ z udziałem Christo w Galerie J, musiała zatem poczekać. Ale to już inna historia, nowe otwarcie w dziejach sztuki współczesnej. W galerii J pojawia się jeszcze Cy Twombly, a Yves Klein wraz z Christo postawili na wspólny, własny spektakl. Obaj wkraczają wtedy z wielkim impetem do życia w sztuce. Początkowo nawet rywalizują.

Lecz pójdą swoją drogą…

 

 

11
2
skomentuj
lubię!
przeczytane
290
razy

2 odpowiedzi do “Christo, Dômoto i tamten Paryż…”

  1. Śmierć Christo to wielka strata dla sztuki. Miał opakować Łuk Triumfalny. Jego wystawa w Centrum Pompidou była oczekiwana z dużym zainteresowaniem. Widziałam jego emballage Pont Neuf, chyba w 1985 roku. Wielkie wydarzenie. I teraz zapowiadał się ekscytujący powrót do Paryża. Z zainteresowaniem przeczytałam ten tekst, ale oczekiwanie jest raczej na inny, na coś bardziej syntetycznego, tylko o Nim samym…

  2. Jak zwykle u T. Rudomino czyta się z przyjemnością to o czym pisze. Tym razem nie tylko o Christo który jest postacią centralną tego krótkiego szkicu ale i o innych artystach i nowych artystycznych prądach rodzących się w tym czasie… Bardzo lubię czytać kreski tego erudyty oddanego sztuce tak sensu stricto jak sensu largo…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *