Leonardo da Vinci. Wnuk Boga

„My dzięki sztuce możemy się zwać wnukami Boga”…

Notatki Leonarda. Około sześć tysięcy stron. Na nich znacznie więcej mistrz narysował projektów technicznych niż prac artystycznych. Inżynieria była jego centrum zainteresowań. Mechanika: dźwignie, koła pasowe, korby, mechanizmy zębatkowe, wsporniki, silniki… Modele latające.

Jednak i tu wirtuoz rysunku.

[…] tworzył także modele i plany, jak bez trudu i drążyć tunele przez góry, demonstrował, jak podnosić wielkie ciężary, używając dźwigni, wyciągów oraz wyciągarek; oczyszczać przystanie; korzystać z pomp do wydobywania wody z dużych głębokości – pisał o nim Vasari.

Już przed Leonardem, wybitni artyści – inżynierowie XV wieku zaczęli głośno mówić o „intelektualnej naturze grafiki, a tym samym o naukowej wartości projektowanych za pomocą rysunków maszyn. Proces dowartościowania tej funkcji obrazu osiągnął apogeum za czasów Leonarda, co wyraźnie widać już w jego wczesnych rysunkach”, które były projektami urządzeń, maszyn, instrumentów muzycznych. Oczywiście w średniowieczu maszyny były czasem tematem ilustracji, ale pokazywano je jedynie z zewnątrz, pozostając w ramach ikonograficznej konwencji. Rysunki projektowanych przez Leonarda urządzeń i maszyn zawierają bardzo wiele szczegółów konstrukcyjnych i pokazują zależności między elementami. Kodeks Atlantycki – to zbiór wielu rysunków, źródło bezcennej wiedzy na temat wyjątkowo innowacyjnego myślenia Leonarda da Vinci. Dzisiaj na pewno otrzymałby tytuł Innowatora. Dlatego możliwe było wygenerowanie – na podstawie pomysłów mistrza – cyfrowych modeli poszczególnych wynalazków.

Dokonał tego zespół w składzie: Domenico Laurenza (historyk nauki, specjalizujący się w historii sztuki i badaniach dotyczących kultury wizualnej), Mario Taddei (absolwent Politechniki Mediolańskiej, który obecnie wykłada grafikę komputerową, tworzy gry, znawca dzieł Leonarda da Vinci) oraz Edoardo Zanon (zajmuje się projektowaniem przemysłowym, współpracując z wieloma europejskimi firmami). Fragment ich analiz, trójwymiarowe komputerowe wizualizacje, możemy przejrzeć w książce „Maszyny Leonarda. Niezwykłe wynalazki i tajemnice rękopisów Leonarda da Vinci” (Wydawnictwo Jedność).

Tymczasem w Luwrze…

22 rysunki oraz 120 innych prac obrazów, rękopisów, rzeźb – pochodzących z najbardziej prestiżowych instytucji europejskich i amerykańskich, m.in. Biblioteki Ambrozjańskiej w Mediolanie, Galleria Nazionale w Parmie, Gallerie dell’Accademia w Wenecji, Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, z kolekcji królewskiej, Muzeum Brytyjskiego, londyńskiej National Gallery, watykańskiej Pinakoteki, i Instytutu Francuskiego.

Wśród tych wszystkich obiektów 11 obrazów namalowanych przez Leonarda. Jedenaście spośród około dwudziestu. Państwa, które mają obrazy mistrza w zbiorach muzealnych były wspominane w informacjach medialnych przy okazji obchodów 500. rocznicy śmierci autora Portretu Ginevry Benci. Z tej właśnie okazji wystawa w Luwrze „Leonrado da Vinci”.

Bogactwo rysunków. Rośliny, draperie, szkice do obrazów, rysunki techniczne urządzeń, maszyn, instrumentów, rękopisy , a wśród tego bogactwa także „Człowiek witruwiański”. W gablotach rozłożone kajety, a w nich rysunki maszyn.

Muzeum Narodowe w Krakowie nie wypożyczyło Damy z łasiczką, udostępniło zdjęcie – infrared reflectogram

Kraków ma jego Damę z łasiczką, która zamieszkała w Muzeum Czartoryskich. Paryż przetrzymuje m.in. w Luwrze jego Mona Lisę i Jana Chrzciciela z palcem wskazującym w górę, w którego rysach twarzy, fizjonomii widzą hermafrodytę, mającego równie dziwny (jak u Mona Lisy) uśmiech.

 

Leonardo da Vinci – mistrz mimiki, ekspresji. Mistrz rysunku i w dodatku naukowiec.

„Muzyka nie może być zwana inaczej niż młodszą siostrą malarstwa, zważywszy, że jest przedmiotem słuchu, zmysłu pośledniejszego niż oko… malarstwo jest doskonalsze i przewyższa muzykę, gdyż nie umiera ono bezpośrednio po swym powstaniu…” – napisał.

Leonardo to także autor złotych myśli, filozof? Oto wybrane…

Krytykuj przyjaciela w cztery oczy, a chwal przy świadkach.

Prawda jest zawsze tylko córką czasu.

Myślałem, że uczę się, jak żyć, a uczyłem się jak umierać.

Namiętność ducha wypędza żądze.

Nic nie zwodzi nas bardziej niż sąd własny.

Ładne, prawda?

I to by było na tyle…

Warto poczytać:

„Maszyny Leonarda. Niezwykłe wynalazki i tajemnice rękopisów Leonarda da Vinci” (Wydawnictwo Jedność). 

https://www.jednosc.com.pl/dla-dzieci-14/4593/maszyny-leonarda-tajemnice-i-wynalazki-w-kodeksach-da-vinci

5
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
1.26t
razy

Walter Gropius

Rozglądając się wśród księgarnianych półek w dziale sztuka albo ściślej architektura, możemy natrafić na polskojęzyczny tytuł: „Gropius. Pełnia Architektury”, leży tam od kilku lat. Za dość minimalistyczną okładką o szczerym kolorze tektury, ozdobionym enigmatycznymi trójkolorowymi listkami i cytatami z wnętrza książki, znajdziemy zbiór artykułów mistrza z dawnych czasów, Waltera Gropiusa. Wybrane teksty twórca Bauhausu napisał głównie w okresie pobytu w Stanach Zjednoczonych, gdzie prowadził działalność twórczą i dydaktyczną po emigracji z nazistowskich Niemiec.  Wśród szesnastu zebranych w tym wydawnictwie artykułów, pisanych w okresie dwudziestu czterech lat, począwszy od teksów pisanych na potrzeby CIAM (Congrès international d’architecture moderne ) w końcu lat dwudziestych, kończąc na wykładach z początku lat pięćdziesiątych, możemy odnaleźć syntezę poglądów Gropiusa na architekturę, sztukę, społeczeństwo i generalnie współczesne człowieczeństwo.

„W swoim czasie byłem oskarżany przez nazistów o bycie czerwonym, przez komunistów o bycie typowym przedstawicielem społeczeństwa kapitalistycznego, a przez niektórych Amerykanów o bycie cudzoziemcem nieobytym z demokracją.”

 

Gropius wykracza w swoich tekstach dużo dalej poza zagadnienia stricte architektoniczne. Jawi się jako humanista, wizjoner, społecznik, inżynier i artysta, twórca i pedagog. Mentor. Analizuje zagadnienia socjologiczne, lokalizuje i diagnozuje miejsca problematyczne w organizmie społeczeństwa, a następnie proponuje sposoby leczenia. 

„Pomysł równoczesnego wspierania wolności jednostki i działań zbiorowych może się wydawać obywatelom państw totalitarnych wewnętrznie sprzeczny. (…) Wtrącanie się władzy w sprawy obywateli nie powinno być równoznaczne z niszczeniem indywidualizmu, lecz raczej z formą jego ochrony (…) Plany powinny wzrastać od dołu, a nie być narzucane odgórnie, pomysły są realizowane w praktyce dzięki indywidualnym inicjatywom, nie biurokratycznym obwieszczeniem. Demokracja symbolizuje siłę odśrodkową o poszerzającym się zasięgu.”

Zarówno w okresie Bauhausu, jak i później Gropius forsował wizję architektury jako narzędzia polityki społecznej, gdzie człowiek i jego potrzeby są celem nadrzędnym. Odnajdziemy tę filozofię w jego tekstach, zebranych w książce.

„Choroba dzisiejszego chaotycznego środowiska, jego nierzadko godna pożałowania brzydota i nieuporządkowanie są konsekwencją naszej nieumiejętności przedłożenia podstawowych ludzkich potrzeb ponad oczekiwania przemysłowe czy gospodarcze (…) Kluczem do pomyślnego odbudowania naszego otoczenia – najważniejszego zadania architekta – będzie nasz upór w uznawaniu czynnika ludzkiego za dominujący”

Duża część wybranych tekstów dotyczy, rozwijanej i praktykowanej przez Gropiusa niemal przez całe życie wizji kształcenia architektów. Są to zatem cenne porady dla dzisiejszej kadry nauczycielskiej, nie tylko traktujące o tworzeniu brył przestrzennych, form budynków, ale kładące nacisk na podejście do projektowania. Na zrozumienie społecznej funkcji architektury.

„Chcielibyśmy pobudzić kreatywnych twórców zamkniętych we własnym świecie do włączenia się w rytm codzienności, a przy okazji nadać szerszy, ludzki wymiar sztywnemu, nieomal ściśle materialnemu światopoglądowi obowiązującemu w biznesie. Koncepcja podstawowej jedności łączącej wszystkie formy projektowania stanowiła jaskrawe przeciwieństwo podejścia „sztuka dla sztuki” oraz znacznie groźniejszej filozofii istniejącej u jego źródeł – postrzegającej handel jako cel sam w sobie. (…) Żadne podejście dydaktyczne nie da trwałych wyników, jeśli nie zostanie wypracowany nadrzędny ideał, którego wymiar ludzki czy społeczny ukierunkuje kwestie zawodowe – nie na odwrót.”

Pomimo tego, że kształtująca Gropiusa era przemysłowa minęła, a epoka robotów ewoluowała w epokę cybernetyki, to jego opinie, diagnozy i ostrzeżenia pozostają aktualne.  On w czasach młodości zastał chaos wywołany walcem rewolucji przemysłowej XIX wieku i przemian społecznych nią wywołanych, my mamy do czynienia z rewolucją technologii multimedialnych i efektem „post prawdy” w cyberprzestrzeni, a w Polsce dodatkowo z mówiąc ogólnikowo skutkami tzw. przemian gospodarczych.

„Suma niewiarygodnych przemian, które dokonały się w trakcie ostatniego półwiecza rozwoju przemysłowego, przeobraziła życie ludzkie w stopniu większym niż wszystkie stulecia od czasów Chrystusa razem wzięte. Nic więc dziwnego, że zaczynamy odczuwać zmęczenie iście nadludzkim tempem transformacji, które nie jest zestrojone z naturalną bezwładnością ludzkiego serca ani ograniczonymi zdolnościami adaptacyjnymi.”

  „Pełnia Architektury” jest książką, która zaciekawi nie tylko architektów, czy historyków sztuki, ale generalnie humanistów. Nie ma w niej branżowego żargonu, ani skomplikowanych zagadnień technicznych. Podjęte tematy dotyczą ogólnych zagadnień społecznych i roli architektury jako środka leczniczego i zapobiegawczego na problemy społeczne. Walter Gropius był bezsprzecznie ważną i pozytywną postacią w historii dwudziestego wieku, warto aby każdy współczesny intelektualista dowiedział się co On miał do powiedzenia. Natomiast, szary, współczesny warszawski architekt, po przeczytaniu tego zbioru idei, zasad i powinności moralnych może, w zależności od własnej konstrukcji, wybuchnąć śmiechem, albo spakować manatki i zająć się czymś innym. Ewentualnie może też zakasać rękawy i stanąć do walki Dawida z Goliatem, bo tak wymarzony świat Gropiusa ma się do dzisiejszych realiów w Polsce.

Tadek Michalski

3
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
641
razy

Młodzieniec poszukiwany…

Geniusz włoskiego renesansu

Michał Anioł, Leonardo da Vinci i najmłodszy z nich Rafael Santi (Sanzio). Rafael – geniusz żył tylko 37 lat. Syn malarza Giovanniego i córki kupca, Marii. Urodził się w Urbino, zmarł w Rzymie. Gdy miał 8 lat stracił matkę, zaś ojca – gdy miał 11 lat. Jego ojciec był nie tylko malarzem, był także pisarzem. Dziś powiedzielibyśmy, że teoretykiem sztuki tworzącym manifesty. Chciał, by malarstwo zostało podniesione do rangi literatury i historii. Pisał o roli artysty. W Rymowanej kronice czytamy:

„Nasze stulecie tak je pożera

że ów nadany przez Boga dar najszlachetniejszy

zaliczyć pragnie do sztuk mechanicznych

o niewdzięcznicy, niegodziwcy, niedouczeni i występni”.

Giovanni Santi, ojciec Rafaela, przyczynił się do tego, że malarza zaczęto ponownie uznawać, za … pomysłodawcę własnego dzieła. Uważał, że artysta najpełniej realizuje swoją misję, gdy współpracuje z intelektualistami, którzy swoje rozprawy filozoficzne i dzieła literackie chcieliby przełożyć na obraz. A wielkość artysty przejawia się wtedy, kiedy umie rysować tematy literackie i do tego wedle różnorakiej maniery, czyli stylu.

I taką drogą kroczył jego syn… Znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie.

Zadowolę każdego, o ile nie będzie mi schlebiać; ale nie zadowolę siebie, gdyż obawiam się, że nie zadowolę was” – napisał w liście Rafael Santi

Artysta był bacznym obserwatorem tego, co malowali Perugino i Pinturicchio. Naśladował ich manierę, jednak nie szkolił się w warsztacie Perugina, ani nie był uczniem Pinturicchia – kategorycznie stwierdził prof. Claudio Strinati. Z upływem czasu zauważa się u niego odejście od tradycyjnego malowania „świętych obrazków” do modlitwy. Ujawnia się w jego malowaniu postaci „gracja”, która osiągnie szczyt w „Szkole Ateńskiej”. Przechylone głowy, osoby różnej wielkości, skierowane do widza wydają się prowadzić z oglądającym dialog. Często wzrok (jednej postaci) jest jakby utkwiony w tym, który go ogląda. Przenika, jakby chciał wciągnąć w to, co się dzieje wokół. Pod wpływem artystów z Toskanii oraz obszarów z nią sąsiadujących (że wspomnę tylko o Lorenzo da Viterbo, Mateo di Giovanni, Francesco di Giorgio Martini) zainteresował się Santi perspektywą, którą oni doprowadzili do perfekcji w sztuce typu „miejskiego”. Polegała ona na przedstawieniu przestrzeni urbanistycznych i życia, które się w nich toczyło. To wiązało się więc z koniecznością zastosowania specyficznej perspektywy, w której stosował triki optyczne umieszczając np. jako główny punkt kolumnę, będącą głównym punktem odniesienia, Stosował odpowiedni szyk postaci, a umieszczając sceny we wnętrzach budowli o lekkiej strukturze sprawiał, że miało się wrażenie przeźroczystości i przenikalności. Odpowiednie rozrysowanie linii i gradacji światła . Dbanie o najmniejszy detal. Można wymieniać w nieskończoność. To jednak, co zachwyca w malarstwie Rafaela Santi to emocje.

Właśnie koncepcja spojrzeń postaci z obrazów oddaje je do perfekcji. Klimat obecny na obrazie (spokój, nostalgia, podniosłość) udzielają się stojącemu przed obrazem. Materia zmienia emocje. Dzieło oddziaływuje. To podświadoma komunikacja, o którą zabiegają dziś współcześni malarze.

Rafael wirtuoz rysunku

W albumie Rafael z komentarzem prof. Claudio Strinati (Wydawnictwo Jedność) można prześledzić, jak malarz przygotowywał się do tworzenia obrazu. Studia np. szkieletów i postaci do obrazu Złożenia Chrystusa do grobu pokazują, jak ważnym etapem był rysunek wykonywany najczęściej piórkiem, brunatnym atramentem, czarną kredą, rysikiem, sangwiną. Doskonałe reprodukcje dzieł Rafaela, detale obrazów, ukazujące fakturę, mnogość rysunków – to zalety tego wydania.

O madonnach i o Szkole Ateńskiej pisano już tak wiele. Na szczególną uwagę zasługują jednak portrety. Inne niż te, które malował Leonardo da Vinci i Michał Anioł.

Portretował papieży (Leona X, Juliusza II), kardynałów, dostojnych gości. Malował portrety oficjalne, jak i te prywatne. Jego zamysłem było to, by w obrazach osiągnąć równowagę między obecnością portretowanego a jego funkcją, jaką pełni w społeczeństwie. Malował dostojne damy w ich strojach z epoki. Najbardziej zaś intryguje La Fornarina. Z odsłoniętymi piersiami… Ale przecież malował też siebie. Jego wizja siebie różni się od dostojnych autoportretów Leonarda da Vinci czy Michała Anioła. Młodość kontra dojrzałość.

Czy się odnajdzie Portret Młodzieńca?

Wydarzenia kulturalne tworzy się teraz na wzór sensacyjnych historii, a przecież rok 2020 jest Rokiem Rafaela. To 500 lat od śmierci mistrza. Czy nagle odnajdzie się „Portret młodzieńca”?

Muzeum Narodowe w Warszawie pokazuje od 21 listopada 2019 do 19 stycznia 2020 roku XVI-wieczną kopię obrazu przechowywaną w Accademia Carrara w Bergamo. Na wystawie eksponowany jest także (przechowywany na Wawelu) „Portret młodego mężczyzny” Jana Lievensa, który jest przykładem naśladownictwa arcydzieła Rafaela. Są także dzieła Perugina Francesco Franci.

Czy to możliwe?

Grudzień 2019 roku. W Krakowie przy ul. Św. Jana 19 ma miejsce uroczyste otwarcie Muzeum Książąt Czartoryskich. Dr hab. Andrzej Betlej wraz Ministrem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, prof. Piotrem Glińskim ogłaszają, że oto odnalazł się „Portret młodzieńca” namalowany przez Rafaela Santi.

To byłaby doskonała klamra zamykająca historię nabycia kolekcji Czartoryskich, która w grudniu 2016 roku została zakupiona przez Rzeczpospolitą Polską za 100 mln euro. Liczy ok. 86 tys. obiektów muzealnych i ok. 250 tys. bibliotecznych: książek, rękopisów, starodruków. Jest w niej najcenniejszy obraz, czyli „Dama z gronostajem” Leonardo da Vinci. Brakuje jednak Portretu Młodzieńca. Na szczęście transakcja objęła również roszczenia Fundacji Książąt Czartoryskich wobec dóbr kultury, które zostały utracone podczas II wojny światowej, w tym właśnie do słynnego dzieła Rafaela Santi.

Przypomnijmy, że właśnie w dniu ogłoszenia zakupu kolekcji dyrektor Andrzej Betlej zasugerował, że Muzeum Narodowe być może jest na tropie dzieła.

„- Znam osoby, które twierdzą, że wiedzą, gdzie znajduje się „Portret młodzieńca” Rafaela Santiego. Ja także uważam, że tak jak rękopisy nie płoną, tak i arcydzieła nie giną. Mamy podejrzenia, że „Portret młodzieńca” znajduje się w konkretnej, prywatnej kolekcji – ujawnił dyrektor MNK.

Zaznaczył, że potrzeba czasu, by sprawdzić te informacje. – Mam nadzieję, że przyszłość będzie dla MNK przychylna – powiedział Betlej. Nie chciał jednak zdradzić bliższych szczegółów”. [Gazeta Wyborcza, 26 grudnia 2016 r.]

W związku z ukazaniem się na rynku książki „Operacja Rafael, Marek Kozubal (dziennikarz) i Marcin Faliński, były funkcjonariusz Urzędu Ochrony Państwa i Agencji Wywiadu, który uczestniczył w weryfikowaniu informacji o tym, że „Portret Młodzieńca” znajduje się na Bliskim Wschodzie, udzielając wywiadu powiedział:

„Niewykluczone, że „Portretem młodzieńca” cieszy się właściciel jakiejś skrytki bankowej, albo jest w posiadaniu Rosjan. Obrazu nie można sprzedać legalnie, więc jeśli wypłynie, to tylko przez przypadek albo zbieg jakiś wydarzeń. Właśnie o takiej sytuacji jest nasza opowieść”.

Zaś Marek Kozubal dodał: „Jestem przekonany, że ten obraz nie został zniszczony, znajduje się w prywatnej kolekcji i jest ukryty w sejfie. Albo … co równie prawdopodobne skrywają go mury któregoś z rosyjskich magazynów, w których zgromadzone są zrabowane w czasie wojny dzieła sztuki. Wiemy, że arcydzieła, które powinny zostać zwrócone do Polski, znajdują się m.in. w moskiewskim muzeum Puszkina. Z oczywistych powodów dzisiaj Polska nie ma szans na ich odzyskanie”. [https://natemat.pl/, z 16.10.2019 r. ]

Czy 2020 rok będzie rokiem odnalezienia „Portretu młodzieńca” Rafaela Santi?

Na razie fotografię młodzieńca możemy oglądać w świetnym albumie Rafael (Wydawnictwo Jedność)

https://www.jednosc.com.pl/teologia-20/3799/1/albumy/rafael

6
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
708
razy

Dimanche 27 Novembre

Z okazji stulecia urodzin Pierre Soulages, wybitnego francuskiego malarza, otwarto w Rodez, jego rodzinnym mieście wystawę Yves Klein, Des Cris Bleus. Autor Embrasure i Atropometrii z Epoki Błękitu, znalazł się tam nieprzypadkowo, albowiem łączyła ich podobna struktura malarska, zbliżone widzenie światła i romas z czystą barwą.

Z tej okazji, wydano fac-similé niezwykłego i rzadkiego wydania manifestu artystycznego Yves Kleina pt. Dimanche 27 Novembre, będącego swoistym zbiorem deklaracji i programu działań Nowej Rewolucji Błękitu. Mamy tam – w tym jednodniowym dzienniku artystycznym: Festival d’Art d’Avant-Garde, Théâtre du Vide i relację z najbardziej słynnego (jak to później czas pokazał) performance Kleina z 1960 roku, znany jako „un homme dans l’espace”, który sfotografował równie legendarny Shunk-Kender. Jak pamiętamy, artysta sfrunął wtedy z dachu budynku przy 5 rue Gentil-Bernard w Fontenay-aux-Roses.

Fotografia Shunk-Kendera stała się częścią dorobku światowej awangardy. Można ją oglądać w Centre Pompidou, a także w okazałym wydawnictwie z okazji wystawy tego niezwykłego fotografa.

Manifest Dimanche 27 Novembre  dostępny w Musée Soulages w Rodez lub za pośrednictwem internetu, jest absolutnym unikatem i perełką edytorską. Wśród wielu tekstów anonsujących zbliżanie się Rewolucji Błękitu, znajdziemy kilka rysunków ukazujących walczących judoków. Jak wiadomo Yves Klein posiadał czarny pas i wyjechał nawet do Japonii, aby podnieść swoje umiejętności. Mistrzowski pas jaki tam otrzymał, nie został jednak uznany przez francuski związek judo.

Wszystkie, niesamowite plany Kleina, przerwała jego niespodziewana śmierć, w czerwcu 1962 roku. Dla pasjonatów jego życia i twórczości pozostaje taki bibelot wydawniczy ku pamięci…

 

16
1
skomentuj
lubię!
przeczytane
832
razy

Tajemnice Caravaggia…

Jeśli coś powstaje z fascynacji i miłości, i trwa to latami, to warto się przy tym zatrzymać. Michelangelo Merisi, zwany Caravaggiem fascynował go od kilkudziesięciu lat. Wędrował po świecie i – jak napisał autor – z drżeniem serca wyszukiwał i oglądał kolejne obrazy, i odkrywał liczne tajemnice malarza. Mówił o nich także z ambony, bo jest księdzem. Witold Kawecki daje nam do ręki niezwykłą opowieść, analizę obrazów, ale co najważniejsze pokazuje życie i dzieła artysty tak, że emocje ogarniają nas przy kroczeniu za nim i trudno przerwać i… zrobić sobie kawę. Książka wciąga i nie pozwala na rozstanie.

Witold Kawecki, Tajemnice Caravaggia, Wydawnictwo Jedność 2019

Caravaggio żył w dwóch światach: na salonach kardynałów, bogatych mecenasów, ale i pośród ówczesnej awangardy artystycznej, która także dotykała peryferii społecznych, prostego ludu, jego problemów i cierpień.

Z jednej strony kardynał Francesco del Monte, mecenas wielu artystów, którego kolekcja dzieł sztuki pod koniec życia liczyła ponad 600 obrazów. Wśród nich były oczywiście działa Caravaggia, ale też  malarzy niderlandzkich oraz mistrzów m.in. Tycjan i Giorgione.

Z drugiej ulica, życie poza pałacami, z których w pewnym momencie życia się wyprowadził, by prowadzić bardziej swobodne życie i oddawać się uciechom, a także być bliżej ludzi.

Caravaggio – malarz, który dokonał przełomu w obrazowaniu tematów sakralnych w sztuce, wprowadzając do nich zwykłych ludzi, ukazując nadprzyrodzone wizje wraz ze światłem, ale też i cieniem życia, osadzając je w świecie bliższym ubogim niż bogatym i potężnym. Umiejętność przedstawiania rzeczywistości łączyła się z jego psychologicznymi obserwacjami, które przenosił z codziennego życia w świat sztuki.

A i Bóg u Caravaggia nie jest potężnym imperatorem. Jest Bogiem przemierzającym ścieżki ludzkiego cierpienia, a sceny ewangeliczne nie są wydarzeniami z przeszłości, ale w równej mierze są osadzone w teraźniejszości, bo przecież wciąż zdarzają się na nowo, dzisiaj. Trzeba to tylko dostrzec.

Caravaggio – ujmuje jego nieprzeciętna wrażliwość. Prawdziwych emocji poszukiwał w twarzach prostych ludzi, w utrudzonych ciałach, w cierpieniu fizycznym i duchowym, w scenach ulicznych. W tamtych czasach nie spotykało się to z zachwytem u widzów i niektórych zleceniodawców. Bo nikt tak jak on nie przedstawiał wówczas ciała ludzkiego. Nikt inny nie dobierał tak kolorów i obdzierał je z zastanych konwencji. Na jego obrazach ciało wydaje się żywe i obecne, wchodzące w relacje z oglądającym, a nawet prowadzące z nim dialog. Nagość, która kryje w sobie przesłanie, niesie określoną wymowę.

Caravaggio – łamiący konwencje. Zdarzało się tak, że zamówione przez władze kościelne obrazy nie znajdowały swojego pierwotnie przeznaczonego miejsca do eksponowania, gdyż wierni byli… oburzeni. Przenoszono je i ukrywano lub trafiały po sprzedaży w inne ręce i być może dlatego możemy je dzisiaj oglądać. Czy tak nie dzieje się i dzisiaj ze współczesnymi realizacjami, gdy brak jest spojrzenia bogatego w wiedzę?

Taki los spotkał obraz Śmierć Dziewicy, który miał ukazać moment odejścia Matki Bożej z tego świata. Moment prezentacji obrazu wiernym w rzymskim kościele karmelitów Santa Maria Della Scala w sercu Zatybrza, w bocznym ołtarzu nabrał niezdrowego rozgłosu. Ówczesny prosty lud nie był w stanie pogodzić się z takim przedstawieniem Matki Bożej, w którą dość, że wcieliła się prostytutka Annuccia – zwykła, prosta kobieta o opuchniętej sylwetce, z ukazanym rozkładającym się ciałem, to w dodatku miała jeszcze nagie stopy… i nic ze świętości. Lud nie rozumiał, nie miał wiedzy. Dostrzeżona tylko pospolitość w ukazaniu tak ważnego momentu oburzyła lud rzymski. Jak mówiła wówczas ulica, artysta przekroczył granicę przyzwoitości, zgubił równowagę między sacrum a profanum. Ojcowie karmelici także mówili, że brakuje dziełu elementu nadprzyrodzonego, wzniosłej świętości, atmosfery nieba. Tak przestawiony moment odejścia Matki Bożej nie sugerował dla nich wniebowzięcia, zmartwychwstania. Artysta pokazał za to – według ich opinii – koniec życia, kres nadziei – ludzki i zwyczajny… W atmosferze skandalu obraz po kilku dniach ściągnięto i schowano przed oczami widzów. Na szczęście – dla dzieła – przebywający w tym czasie Piotr Paweł Rubens zachwycił się nim i kupił z przeznaczeniem dla swojego mecenasa Duca di Mantova. Artyści byli jednak ciekawi i koniecznie chcieli poznać dzieło. Dlatego też Rubens, zanim zabrał obraz z Rzymu, urządził specjalny pokaz na słynnym Piazza Navona. Dzieło zachwyciło artystów, elity intelektualne i tych lepiej wykształconych duchownych, którzy odczytali symbolikę ukrytą w tym obrazie. 

Skandal wybuchł także przy okazji obrazu zamówionego przez markiza Ermete Cavalettiego. Na dwa dni przed śmiercią wyraził on życzenie, by artysta namalował dla niego, do kaplicy-grobowca w kościele św. Augustyna wizerunek Matki Bożej z Loreto, z sanktuarium do którego pielgrzymowali nawet papieże. Caravaggio przedstawił Madonnę pielgrzymów. Miała ona twarz jego kochanki Leny. Trzymała na ręku trzymała swojego syna, którego samotnie wychowywała. Mieszkańcy od razu rozpoznawali twarz Madonny i oburzeniu nie było końca. Nie była to madonna uduchowiona, ale frywolna i zalotna, i znowu z bosymi stopami. Obraz jednak do dziś znajduje się w kościele. Dlaczego? Bo do tej świątyni pielgrzymowały także … prostytutki. Były tu akceptowane i otaczane duszpasterską opieką, a kaplica w której do dziś wisi obraz, została dedykowana Fiammetcie, nawróconej kobiecie lekkich obyczajów. I tak po raz kolejny sacrum spotyka się z profanum dzięki malarstwu zakonnika i rycerza maltańskiego, Caravaggia. Został nim 14 lipca 1608 roku przywdziewając ich habit w kaplicy w La Valletcie. Dwa lata przed zniknięciem.

Jego pospolite madonny

Miał słabość do kobiet, które potem stają się na jego obrazach Madonnami.

Lena, modelka, której twarz ma m.in. Madonna giermków, Madonna pielgrzymów, czy być może także Maria Magdalena w ekstazie.

Annuccia, która przybyła do Rzymu z Sieny. Luksusowa dama do towarzystwa, z której obecności korzystało wielu malarzy. Niewielka, z rudymi włosami, o niepospolitej urodzie, z trudnym charakterem, który był przyczyną wielu awantur kawiarnianych i ulicznych, o czym donoszą ówczesne kroniki policyjne. Uwieczniona na obrazach: Marii Magdaleny pokutującej, Marty i Marii Magdaleny, czy Świętej Rodzinie odpoczywającej podczas ucieczki do Egiptu. Jej martwe 25- letnie ciało posłużyło malarzowi do namalowania genialnego obrazu, który znajduje się w Luwrze: Śmierć Dziewicy.

Fillide Melandroni – kolejna „kobieta Caravaggia”, którą namalował na portrecie, który nie zachował się do dzisiejszych czasów. Kobieta, której szerokie usta, mleczna cera, gęste ciemne włosy i dumne oczy rozpalały wyobraźnię męską ówczesnych Rzymian. Jej oficjalnym kochankiem był bogaty uczony, dobrze ustosunkowany w kręgach kościelnych Giuglio Strozzi. Miała ona jednak wielu kochanków „na boku” i być może był nim także Michelangelo Merisi. To ona najpewniej była powodem kłótni Caravaggia z Ranuccio Tomassonim, która to doprowadziła nieszczęścia. Malarz zabił konkurenta. Od tego momentu papież nałożył klątwę na Caravaggia. Fillide pozowała do portretu Katarzyny Aleksandryjskiej, do Marty i Marii Magdaleny oraz do Judyty i Holofernesa.

Towarzyszką życia była też markiza Konstancja Sforza – Colonna. To u niej w domu, w dzielnicy Chiaia w Neapolu malarz spędził ostatni rok życia lecząc się po otrzymanych w karczmie ranach. To ona otrzymała ostatnie obrazy Caravaggia zaraz po jego śmierci. Wybawiała go często z licznych życiowych opresji.

Jego modele…

Dla kronikarskiej rzetelności, z całą precyzją Kawecki odnotowuje, kto był towarzyszem różnych nocnych wypadów malarza oraz to, że niejasny był do końca charakter jego relacji z Francesco Buoneri, który pojawił się na obrazach mistrza m.in. w pierwszej wersji Nawrócenie Saula, czy też w Kupidynie, Ofiarowaniu Jana Chrzciciela. W kronikach został opisany jako „chłopiec Caravaggia”. Mieszkali razem, ale w tamtych czasach praktyką było, że pomocnik w pracowni mistrza, a takim był młody Francesco (pomagał w przygotowywaniu farb, naciąganiu płótna na ramki i nakładaniu podkładu) mieszkał w jednym mieszkaniu i było to czymś zupełnie typowym, zwykłym. Po latach Francesco Buoneri, zwany Cecco del Caravaggio stał się cenionym malarzem, którego obraz posiada Muzeum Narodowe w Warszawie.

Niejasne są także jego relacje z sycylijskim modelem i malarzem Minnitim. To on jest modelem w obrazach: Chłopiec z koszem owoców, Wróżenie z kart, Szulerzy, Chłopiec ugryziony przez jaszczurkę, Powołanie świętego Mateusza, Męczeństwo Świętego Mateusza.

Posądza się więc Caravaggia także o homoseksualizm, bo malował młodych chłopców i w dodatku nieco zniewieściałych. Jednak Kawecki wyjaśnia, że jeśli uwzględni się ówczesną konwencję estetyczną, to należy być sceptycznym co do tych „rewelacji”. Podobne stanowisko przyjmuje biograf artysty Desmond Seward pisząc w książce Caravaggio. Awanturnik i geniusz: „w nieznającym jeszcze Freuda świecie baroku podziw dla męskiego piękna niekoniecznie oznaczał homoseksualizm. Dziewczęcą przypominającą Adonisa, urodę młodych mężczyzn brano często raczej za dowód arystokratycznego wychowania niż zniewieściałości. W sztuce baroku powstało wielu ślicznych Dawidów, w większości tworzących ich artystów było heteroseksualistami”.

Gdzie są szczątki malarza?

Życie Caravaggia było przesycone różnymi zdarzeniami. Przypadkowe – jak się sądzi zabójstwo, liczne związki z kobietami lekkich obyczajów, niejasne męskie przyjaźnie, wzloty i upadki. A także niesamowita wiedza i inteligencja, doskonała znajomość Biblii.  Życie jego to nade wszystko malarstwo, które dzisiaj dla jednych jest zbyt religijne i może obrażać uczucia innych niż katolickie wyznań, dla innych znów doskonałe i pełne przesłania.

„Rzadko się zdarza, że ktoś po czterystu latach jest bardziej aktualny i bardziej kochany niźli za swojego życia. Współcześnie Caravaggio jest podziwiany, pożądany, oglądany i kochany jak żaden inny malarz”

Umarł mając niespełna 39 lat. Nie ma jego grobu, ale pozostały obrazy. Dlaczego artystę, którego otaczała kuratela możnych nikt nie pochował, nikt nie szukał, kiedy wszedł na pokład statku w Neapolu próbując dostać się do Rzymu. Dotarł do Porto Ecole, trawiony gorączką, wyczerpany i chory. Umarł w szpitalu Matki Bożej Wspomożenia Wiernych.

Czy to vendetta rycerzy maltańskich, którzy nigdy nie wybaczyli mu zniewagi i doprowadzili nie tylko do jego śmierci (ciężkie pobicie), ale też do skutecznego zniknięcia, to znaczy zniszczenia zwłok. Choć w 2010 roku pojawiły się wiadomości, że odkryto jego szczątki, to jednak badacze uważają, że był to marketingowy zabieg związany z jubileuszem 400 lat mijających od śmierci artysty. To wszystko to tylko hipotezy. Tajemnica jego szczątków czeka nadal na swojego odkrywcę.

Książka ks. Witolda Kaweckiego to opowieść o blisko stu dziełach Caravaggia, ich kolorystyce, świetle, metaforyce, fakturze, warstwie znaczeniowej, psychologicznej i narracyjnej. Historie niezwykłych obrazów Caravaggia, związanych z wewnętrzną głębią i przeżyciami artysty. Malarstwo skoncentrowane na prawdzie, pozwalające widzowi lepiej zrozumieć siebie. Opowieść, która zawiera także świetne reprodukcje, które nie zastąpią nam obcowania z oryginałem, ale w chwili czytania są doskonałą ilustracją.

Książka została wydana przez Wydawnictwo Jedność 

 

14
2
skomentuj
lubię!
przeczytane
2.17t
razy

Nieznane szkice Chagalla

Powrót Marca Chagalla do Francji spowodowany był prośbami Rubinera i Cendrarsa oraz sytuacją polityczną i społeczną w Rosji: zaostrza się walka o władzę pomiędzy Leninem a Stalinem; panuje wielki głód w latach 1921-1922, rozprawiono się z Cerkwią i opozycją. Obserwując to, co dzieje się w kraju, niespokojny o swój los artysta zdecydował się opuścić Rosję latem 1922 roku, unikając w ten sposób masowych czystek. Przez Kowno dotarł do Berlina, by potem jesienią 1923 roku dotrzeć do Paryża.

Swoje kroki skierował do Ambroise’a Vollarda – marszanda i kolekcjonera sztuki francuskiej, którego jedną z wielkich pasji były ilustracje książkowe. Okazał się on bardzo ważną osobą dla rozwoju tego – nowego wówczas – nurtu artystycznej ekspresji XX wieku. Jemu to zawdzięczamy powstanie  książki artystycznej.

Sylvie Forestier zauważa:

„Idąc śladem Apollinaire’a albo Alfreda Jarry’ego, Vollard nie ograniczał się do rozmyślań nad owym dyskretnym wzajemnym przenikaniem się tekstu i obrazu, lecz w pełni je realizował, dzięki koordynacji wspólnych wysiłków pisarza lub poety, artysty, rysownika i drukarza. W 1924 roku w nowej galerii przy rue Martignac 28 uważnie dobierał rodzaj papieru, czcionki, szycia, tak aby wszystkie te  elementy pasowały do konkretnego tekstu, który miał być zilustrowany, ale również do odmiennej wrażliwości artystów wykonujących ilustracje. Współpraca w tym zakresie z Chagallem okazała się zasadnicza dla rozwoju tej dziedziny sztuki, jaką była książka ilustrowana”.

Jednym z tekstów, do których marszand zamówił ilustracje, była Biblia Hebrajska. Było to w 1930 roku.

Kolorowy gwasz Marca Chagalla (Szkic do Biblii)
Szkic Abraham gotowy złożyć w ofierze swojego syna, 1931, Marc Chagall (detal)

Pracę nad cyklem 105. akwafort artysta z Witebska wykonywał w latach 1931-1939 (wtedy stworzył 63 akwaforty) oraz 1952-1956. W tym też czasie, w 1931 roku odwiedził Palestynę, Egipt i Syrię.

Ostatecznie dwutomową Biblię zilustrowaną całostronicowymi rycinami wydał Tériade w roku 1956.

Nieznane szkice…

Odkryto jeszcze 22 szkice wykonane w różnych technikach: od akwareli po pastel, od tuszu po ołówek. To pierwsze próby Chagalla do Przesłania Biblijnego.

Choć większość z nich jest niedatowana (poza dwoma: Samuel namaszcza Saula i Eliasz na górze Karmel – na nich widnieje data 1931 rok), Sylwie Forestier, kurator sztuki w prestiżowych instytucjach muzealniczych we Francji, dyrektor Musée National Message Biblique Marc Chagall w Nicei postawiła tezę, że powstały one najpewniej w latach 1930-1931, gdyż są bardziej spontaniczne i zapowiadają Przesłanie Biblijne. Zdają się także oddawać niepokój czasów, stanowią refleksję nad groźbą zbliżającego się czasu. Autorka tezy poddaje wnikliwej analizie te szkice, dlatego też trudno nie przyznać jej racji.

Szkic Noe otrzymuje nakaz zbudowania arki, [1931], Marc Chagall (detal)

Biblia – nadzieja w samotności, nadzieją w trudnym czasie

Pobyt we Francji, mimo że wydawał się dla Chagalla bezpieczny, budził niepokój. Antysemityzm nie zanikł. W 1925 roku zainicjowano debatę na temat „Czy istnieje malarstwo żydowskie?”. Wówczas tak silnie ujawnił się podział opinii publicznej, że po latach – w 1934 roku – Jacques Maritain napisał:

„Strach przed inwazją świata żydowskiego w sztuce, wraz z zagrożeniami, jakie niesie ona dla sztuki francuskiej wywołały reakcje antysemickie…”.

Nie dotknęły one autora Zakochanych nad miastem, jednak wywoływały strach i kolejną falę refleksji nad przyszłością.

Pomiędzy 1924 a 1938 rokiem artysta prowadził ożywioną korespondencję w języku rosyjskim oraz jidysz z przyjaciółmi w Rosji, Polsce i Stanach Zjednoczonych. W niej można śledzić narodziny cyklu biblijnego, który nabierze kształtu znanego jako Przesłanie Biblijne. Już w 1925 roku prosi Leo Koeniga o pilne załatwienie mu Biblii, w języku jidysz (przełożoną przez Jehojosza), którą także przesłał mu z Warszawy Opatoszu. Natomiast Koenig pożyczył mu Biblię w wersji hebrajskiej i jidysz i w tej sprawie pisał do niego w 1925 roku Chagall:

„Dobrze by było, gdybym w trakcie pracy mógł korzystać z Pańskiej Biblii. Jak tylko nie będzie mi potrzebna, zapewniam, że odeślę ją wraz wyrazami wdzięczności. […] Pracuję nad Prorokami (dla paryskiego wydawnictwa Vollard).”

Dla artysty z Witebska Biblia to przede wszystkim teksty prorockie, jednak w jego twórczości widać odniesienia także do innych ksiąg starotestamentowych (m.in. Księgi Rodzaju, Księgi Wyjścia).

„Z mojego młodzieńczego wieku zostałem wyrwany przez Biblię. Była ona dla mnie i nadal jest największym poetyckim źródłem wszech czasów. Od tamtej chwili szukałem jej odbicia w życiu w sztuce.”- mówił Marc Chagall w 1973 roku w Nicei.

Pierwszy gwasz przedstawiał Stworzenie człowieka i był wykonany jeszcze przed wyjazdem do Palestyny.

Szkic Abraham opłakuje Sarę, 1931 Marc Chagall (detal)

Artysta pracując nad ilustracjami był przekonany, że postacie z Biblii to „istoty z krwi i kości, nie zaś mityczni bohaterowie przypowieści. […] W Adamie widzę mojego brata; a Abel i Kain są braćmi – naszymi braćmi”.

Gdy zbliżała się II wojna światowa, Chagall coraz bardziej zanurzał się w języku jidysz. Stał on się  jego językiem poetyckim, a język Biblii był nadzieją wobec nadciągającej dla Żydów tragedii.

Chagall . Podróż przez Biblię – Wydawnictwo Jedność

Prezentowane w albumie Chagall . Podróż przez Biblię  dzieła stanowią owoc współpracy wybitnych znawców artysty: Sylwie Forestier, kurator sztuki w prestiżowych instytucjach muzealniczych we Francji, dyrektor Musée National Message Biblique Marc Chagall w Nicei; Nathalie Hazan-Brunet, kustosz kolekcji nowożytnej i współczesnej w Muzeum Sztuki i Historii Judaizmu w Paryżu, organizatorka wystaw na temat Chagalla; Evgenia Kuzmina, autorka licznych publikacji o Chagallu i sztuce XX w.

Album zawiera 22 nieznane szkice oraz wybrane 40 akwafort z wydanego w 1956 roku Przesłania Biblijnego.

Uwagę zwracają świetnie napisane artykuły:

Sylvie Forestier: „Przynależeć do Księgi Jak przynależeć do historii!”

Nathalie Hazan – Brunet: „Dopóki moje ciało – jak drzewo nie dotrze do biblijnego brzegu”

Eugenia Kuzima – Symbolika biblijnego cyklu gwaszy Marcela Chagalla.

Eugenia Kuzima wskazuje  wpływy kultury, filozofii i sztuki rosyjskiej w twórczości Chagalla.

„Każdy artysta ma własną ojczyznę, swoje rodzinne miasto i bez względu na to, jak bardzo później otworzy się na wpływy innych światów, będzie zawsze naznaczony tą pierwszą cechą.  Zapach ojczyzny będzie obecny w jego dziełach” – mówił artysta.

W obrazach biblijnych spotykamy więc echa filozofii Nikołaja Bierdiajewa, Władimira Sołowjowa i Wiaczesława Iwanowa, symbolizmu Michaiła Wrubla czy egzystencjalne napięcia Nikołaja Gaya.

Książka ta, pięknie wydana, to naznaczona wrażliwością i talentem Chagalla wędrówka przez Stary Testament.

Książkę można kupić w księgarniach, m.in w Wydawnictwie Jedność

Fragment książki: 

Sylvie Forestier: „Przynależeć do Księgi Jak przynależeć do historii!”

Dwadzieścia dwa szkice: nadzwyczajny zbiór

„Porównując tematy pojawiające się w nowo odkrytych studiach z tematyką wcześniej poznanych gwaszy, widać, jak Chagall z jednej strony wprowadza dalsze epizody biblijne, z drugiej zaś wciąż powtarza niektóre stare, tworząc ich odmienne wersje.

Do oryginalnego cyklu gwaszy artysta dodaje następne sceny biblijne – Izaak błogosławi Jakuba, Drabina Jakuba, Walka Jakuba z aniołem, Sen Jakuba, Samuel namaszcza Saula, Dawid przynosi Saulowi ukojenie swoim śpiewem, Król Dawid i Eliasz na górze Karmel – a jednocześnie, prawdopodobnie nieusatysfakcjonowany pierwszym studium, ponownie podejmuje, zmieniając formę, interpretację już namalowanych epizodów – Noe otrzymuje polecenie zbudowania Arki, Noe wypuszcza gołębicę, Abraham gotowy złożyć w ofierze swojego syna (po dwa studia do każdego epizodu) oraz  Stworzenie Ewy, Płaszcz Noego, Abraham odprowadza trzech aniołów, Abraham i Izaak w drodze na miejsce ofiary, Abraham opłakuje Sarę, Eliezer i Rebeka, Mojżesz rozbija tablice Prawa, Aaron przed świecznikiem ( po jednym studium do każdego epizodu)

To, co łączy nowe studia i odmienne formy, to szczególna uwaga, z jaką Chagall przekłada opowieść biblijną. Rozpoczynał zasadniczo od Księgi Rodzaju i Księgi Wyjścia, natomiast teraz ujawnia się jego zainteresowanie Księgą Liczb, dwiema Księgami Samuela i Pierwszą  Księgą Królewską. Artysta ewidentnie wychodzi bezpośrednio od fragmentów Pisma Świętego i nadaje kształt postaciom i wydarzeniom, które wybiera do swoich przedstawień:  pojawienie się w akcie stworzenia ludzkości uosobionej  przez Adama i Ewę; zbawcza obecność Bożych posłańców,  którymi są patriarchowie i prorocy; odwiecznie toczący się  burzliwy dialog między Bogiem a Jego ludem.

Podobnie jak  w znanych wcześniej gwaszach, również i w tych studiach  można odczytać dramatyczne napięcie, które malarz oddaje mistrzowskim ruchem. Przenika je pewien rodzaj gorączkowego podekscytowania, tak jakby troską artysty nie było ich ukończenie, lecz pośpieszne wykonanie, a ów pośpiech łagodzą jedynie błyski światła przechodzące przez papier”.

7
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
853
razy

Czapski odkrywany

Z listu Stanisława Vincenza do Józefa Czapskiego (październik 1951 roku)

„Ze szczególnym zainteresowaniem i nadzieją dowiaduję się o wzmożonym nurcie Pańskiej pracy malarskiej. Już nie od dziś o tym myślałem i przed kilku laty pisząc taki trochę groteskowy poemat: Parabole des Aveugles zakończyłem /nieskończoną zresztą/ rozmową Hamleta ze ślepcami, którzy proszą go, aby wskrzesił im widzenie przestrzeni i światła. Miałem wyraźnie Pana na myśli, nie dlatego, by Pan był Hamletem w zwyczajnym banalnym znaczeniu […], tylko że Hamlet to sumienie humanizmu […]. Roiłem sobie, że Pan właśnie zwróci światło”.

Między innymi o bogatej korespondencji między Stanisławem Vincenzem a Czapskim (Agata Janiak), o roli malarstwa dla Czapskiego w okresie 1943-1944, czyli w okresie gdy kroczył wraz z Armią Andersa przez szlak bojowy i odkryciu kolejnego obrazu malarza w zbiorach prywatnych (Piotr Jaworski), o szczegółach i nieznanych dokumentach związanych z poszukiwaniem więźniów z obozów Starobielsk, Ostaszków i Kozielsk (Aleksandra Arkusz), o odnalezieniu po 73 latach w rosyjskich archiwach maszynopisu antologii poezji wojennej sporządzonej przez Czapskiego w 1942 roku pod tytułem „Polskie wiersze wojenne” (Piotr Mitzner) , o niesamowitym archiwum zdjęć z początku XX wieku prof. Bronisława Kadera (Małgorzata Reinhard – Chlanda) i wreszcie o przyjaźni Joanny Pollakówny z malarzem (Agnieszka Bielak) można przeczytać – jeśli się weźmie ją do ręki – w najnowszej publikacji Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego „Granit i tęcza. Dzieła i osobowość Józefa Czapskiego”.

Dwa lata po krakowskiej konferencji, która miała miejsce w 2017 roku do rąk czytelników trafia ten ciekawy zbiór referatów, który został tematycznie podzielony na trzy części: Patrzenie, Czytanie, Spotkania, Pamięć. Jest więc o malarstwie Czapskiego, o pisarstwie, jest też o relacjach z nie tylko z pisarzami, ale także o relacji z przedmiotami i o tym, jak w ciekawy sposób można nakłonić młodych (uczniów i studentów) do zainteresowania się Czapskim malarzem, pisarzem, świadkiem historii. To rzeczywiście niebanalny zbiór. Świat naukowców w końcu sięgnął do archiwów Józefa Czapskiego i innych osób i instytucji, i podał nowe fakty, i nie powielał, nie powtarzał.

Najciekawszym refaratem z dziedziny odkrywania malarstwa Czapskiego jest tekst „Znowu poczułem, że to wciąż może żyć we mnie. Józefa Czapskiego powrót do malarstwa 1943-1944”, którego autorem jest dr Piotr Jaworski z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. Opisuje w nim odkrycie w kolekcji prywatnej obrazu „Statuetka” (z lipca 1944 r.). To wykonane na płycie pilśniowej temperą studium martwej natury, antykizującej statuetki. Badacz odnalazł także w kalendarzyku – notatniku Czapskiego szkic do tego obrazu, a na podstawie dzienników z tego okresu odtworzył mozolną pracę nad tym obrazem.

Oczywiście w momentach zwątpienia w możliwość powrotu do malarstwa (od którego z przyczyn od siebie niezależnych odszedł w 1939 roku) ratował go m.in. Cézanne, co odnotował w dzienniku w 1944 r.:

„A Cézanne? Który jest wzorem genialnego artysty, który tylko przez niebywały wysiłek całego życia doszedł do tych wyżyn malarskich i znowu Cézanne jest wzorem artysty, dla którego dążenie do doskonałości było właściwie jedynie ważne, żadne jego płótno nie wydawało mu się dobre”.

Zachętą do sięgnięcia po książkę, niech będą przytoczone jeszcze poniżej fragmenty listów pomiędzy Vincenzami a Czapskim.

List niedatowany:

„Drodzy i Kochani Państwo wszyscy troje! [Stanisław, Irena i Andrzej Vincenzowie] Ciągle się zasłaniam jak wyrazić mam to co wyniosłem od Was. Dochodzę do tego, że mieszkanie Pani Reny i Pana Stanisława jest najlepszym miejscem na emigracji. […]

List zabawny:

„Co się zaś tyczy Giedroycia, o którym jego podwładny i nasz przyjaciel Gustaw Grudziński pisze, że „ pracuje jak dozorca niewolników z sarnimi oczami”, otóż ten „ dozorca” zjeżdża w tych dniach i bardzo jest możliwe, że przywędruje z Rzymu z całym dobytkiem i Instytutem do Paryża. To wszystko najbardziej ponuro zapowiada się dla mojej pracy indywidualnej. Bo tu się zrobi taki zjazd różnych polskich tygrysów, że boję się , że pożremy się wzajemnie, ale może z tego wyjdzie jakaś Trybuna Ludów, nie podwórkowa tylko”.

5 czerwca (środa) o godz. 16.00 na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, ul. Gołębia 16, sala 42, oczywiście w Krakowie odbędzie się panel dyskusyjny, w którym – oprócz autorów referatów zamieszczonych w książce – w dyskusji wezmą udział: Krystyna Zachwatowicz-Wajda, Adam Zagajewski, Magdalena Popiel, Elżbieta Skoczek (wydawca www.jozefczapski.pl), Agnieszka Kosińska, Janusz Nowak, Mirosław Supruniuk i Katarzyna Moskała oraz Bartosz Bajków. Rozmowę poprowadzą prof. dr hab. Anna Pilch i dr Anna Włodarczyk.

Prezes Fundacji SUSEIA, która jest wydawcą portalu wsztuce.com, Elżbieta Skoczek zaprezentuje (na slajdach) obrazy, które nie były nigdy pokazywane. To efekt prac nad „Catalogue raisonné dzieł Józefa Czapskiego”.

(http://www.jozefczapski.pl/catalogue-raisonne-dziel-jozefa-czapskiego/)

Książkę Granit i tęcza. Dzieła i osobowość Józefa Czapskiego można kupić w księgarni Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego

12
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
1.04t
razy

I znowu o Gauguinie, ale obok…

Historia ponad dwudziestoletniej podróży po miejscach, gdzie przebywał jeden z największych malarzy w dziejach sztuki czyli Paul Gauguin. Ten niezwykły malarz był niestrudzonym wędrowcem. Najbardziej znane miejsce jego pobytu to Francuska Polinezja, lecz Gauguin odwiedzał także Indie, kilkakrotnie Brazylię, Australię, Nową Kaledonię, Peru, Chile czy Karaiby. Jego podróże stały się inspiracją dla Tomasza Rudomino, który postanowił podążyć śladami wielkiego artysty, a nawet posunął się dalej i pojechał tam, gdzie Gauguin tylko planował, zwłaszcza na Madagaskar i do Japonii.
Zamiast ogólnej recenzji z tej grubej historii niech posłuży ta, którą napisał do autora Marek Kamieński, malarz, wielbiciel van Gogha i Gauguina właśnie:

Tomku, przeczytałem książkę w całości, chociaż miała silną konkurencję w postaci „Mówionej historii punk rocka”, którą na ten czas odłożyłem. Podobała mi się z dwóch powodów – przypomniała mi serię książek o przygodach Tomka Wilmowskiego, do której wracam właściwie raz w roku, a piszę to bez ironii i dlatego, że stosujesz w niej metodę indukcyjną, którą ja sam posługuję się w swoim malowaniu. Dobre w niej jest też to, że jako historyk sztuki interesujesz się przepisami na zupę z małży – to prawidłowe, a jako dziennikarz – ludźmi. Ta książka jest o Tobie, jakiego znam, i to też mi się podoba, bo pokazuje, że masz w dupie tych, którzy znając Cię jako historyka oczekiwali sensacji o Gauguinie, mają już wystarczająco dużo tego u innych. Dobrze, że właśnie ze względu na użycie metody indukcyjnej wspomniałeś o podróży Matisse’a – przypomniało mi to pewien stary, bardzo lubiany przeze mnie dokument o nim, niestety nie do odtworzenia. Bardzo też przydadzą mi się wskazówki dotyczące artystów japońskich, bo w cyklu „vanGoghowskim” przechodzę na duże formaty i brakowało mi trochę inspiracji pejzażowych.

Marek Kamieński

PS Mam nadzieję, że do Ciebie nikt na Tahiti nie strzelał z harpuna, tak jak do syna Nico i Alaina Delona, bo pewnie byś o tym napisał – to coś co łączy obie wspomniane tu książki…

Podróże po Gauguinie, Wydawnictwo The Facto 2018

10
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
629
razy

Jean Michel-Basquiat, Notebooks

To absolutne cudeńko edytorskie.
W zasadzie każdy, kto interesuje się sztuką współczesną, powinien je mieć w domu. To po prostu notesik słynnego nowojorczyka, kluczowej postaci sztuki lat 80 w Stanach Zjednoczonych.
Jean-Michel Basquiat to legenda. Jego kariera stała się motywem do filmów, rozpraw naukowych, wielu publicystyk i dyskusji o kondycji sztuki, choćby o neoekspresjoniźmie, postmoderniźmie, a nawet wszystkich dostępnych fiszkach, oznakowanych jako „Sztuka końca XX wieku“.

Notesik artysty służyć ma teraz każdemu. Nie jest bowiem wypełniony do końca. Można go uzupełniać. Są w nim strony puste, pobrudzone, porysowane i strony zapisane. Ale zdania są tam krótkie, zwarte, w zasadzie rodzaj adnotacji. Pisane ręcznie, zygzakami, kolorowym ołówkiem, najczęściej czerwonym. Niezbyt zrozumiałe, jeżeli nie znamy życia Basquiata. Ale Ci, którzy choć trochę interesują się jego malarstwem, będą wszystko wiedzieli. Notes to dodatek do jego bujnego, aczkolwiek krótkiego życia. Krem na torcie. Świeża poziomka w budyniu waniliowym.

A zatem mamy tam szkice, znane z obrazów. Piktogramy, korona, namiot, jakieś wycinaki, figuracje. Jego sztuka jest pochodną śródziemnomorskiej i awangardy w ogóle. Wiele zawdzięcza pop-artowskiej dialektyce, a to za sprawą swego mentora Andy Warhola. Lecz korzenie Basquiata idą dalej, w kierunku Der Blaue Reiter i Neue Künstlervereinigung. Ten ślad i podatność na ekspresjonizm, stał się u niego znakiem rozpoznawczym. Lecz swobodna maniera, wolny umysł, charakterystyczny luzacki styl, błazenada i oczywiste guru w tle – to także intelektualna zawartość, jaka tkwi w jego artystycznej kreacji. Niestety już bez szans na kontynuację bo Jean-Michel Basquiat zmarł w wieku dwudziestu ośmiu lat, a zaten nie wiemy, co po bujnym szaleństwie przyniosło by jego malarstwo.

Jean-Michel Basquiat, Notebooks, Princeton University Press

14
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
733
razy