Calder w Montrealu

Alexander Calder, „Radical Inventor“. Taki tytuł nosi wystawa w Museum of Fine Arts, aktualnie do obejrzenia w Montrealu, a potem w Australii, albowiem prosto z Kanady pojedzie do Melbourne. To jedna z lepszych wystaw w artystycznym życiu tego twórcy. A może jednak zdecydowanie najlepsza, bo pokazująca jego dzieło w taki sposób, że każdy kto ją oglądał, albo od razu się w nim zakochał, albo przynajmniej długo będzie o niej pamiętał.

Alexander Calder, Cyrk, Paryż

Ekspozycję zaprojektowały dwie osoby: Anne Grace, kurator muzeum w Montrealu oraz Elisabert Hutton Turner. Obie mające za sobą niekonwencjonalne ekspozycje współczesnej sztuki i zawsze otwarte poglądy na ich prezentowanie.

Calder to trudny partner do wystaw. Niełatwo go zaszufladkować, a jeszcze trudniej odnaleźć język, aby przekonać widza, że to arcygeniusz. Bo w końcu „obiekty“ Caldera to tylko blaszki latające na wietrze.

A jednak to coś więcej.

Nie każda „blaszka“, która fruwa na wietrze, jest tylko blaszką.

Alexander Calder to udowodnił.

Miał bowiem „coś“ z Marcela Duchampa…

Na początku chciał być malarzem. A potem jeszcze rzeźbiarzem. W końcu został inżynierem. Interesował go mechanika: samochody, silniki. A także samoloty. A ponieważ miał wielki talent do rysowania, został karykaturzystą. Pochodził z Filadelfii, ale całe swoje życie związał z Nowym Jorkiem. Tam rozpoczął studia malarskie. I oczywiście, zaraz jak je ukończył pojechał do Paryża. Bo gdzie nie podpatrywać wielkiego malarstwa jak nie w stolicy światowej awangardy. I właśnie we Francji powstał „Cyrk“, mocny i cholernie duchampowski obiekt ruchomych zabawek o wizjonerskim jak na owe czasy języku. Obiekty-rzeźby, impregnowane duchem Mondriana, Le Corbusiera, Duchampa, stały się znakiem rozpoznawczym artysty, jego credo i silnym motywem do dalszych działań. „Cyrk“ utorował mu drogę do języka ekpresji renderowania. Calder niespodziewanie stał się twórcą kinetycznych obiektów, prostych konstrukcji składających się z cienkich blaszek, prętów, drutu. Obiekty swoje malował i układał tak, aby stawały się w zetknięciu z czystą przestrzenią, powietrzem, wiatrem – żywe, tchnięte jakby duchem z innego wymiaru. Nazwał je „Mobile“. Co dobrze ilustruje przestrzeń artystyczną, którą zaczął wtedy zajmować.

„Cyrk“ był też jego definitywnym rozbratem z malarstwem. Albowiem pogrążone w fowistycznej plamie, z silnymi akcentami ludycznych figuracji – nie było, czy raczej nie mogło dać mu szansy na zajęcie doborowego miejsca w czołówce awangardy. Swoją pozycję dostrzegł w towarzystwie Mondriana, Arpa, a nawet w grupie Abstraction-Création, gdzie stanowił silną wartość dodaną, z uwagi na swoje powinowactwa z naukami technicznymi.

Calder to zagadka. Ścisły umysł, wielka wyobraźnia i skłonności do kreacji artystycznej o buntowniczym podłożu. Być może, z takiego rozumowania zrodził się termin „wrowadzić przeciąg do sztuki“, co choć brzmi żartobliwe, stanowi jednak bardzo wyraźnie o sensie tej twórczości. Siłą jego obiektów i rzeźb stała się bowiem przestrzeń i frapujące efekty. To spowodowało, że Calder otrzymywał liczne zamówienia. Wymyślał wielkie kreacje przestrzenne, idealnie wpasowujące się w charakter urbanistyczny.

Był artystą totalnym. Tworzył gwasze, rysunki, wciąż także obrazy olejne. Powoli adaptował do swoich kompozycji wszelakie motywy jak spirale, formy geometryczne, ornamenty roślinne. Stał się twórcą form, które znakomicie nadawały się na tkaninę. Dotarły do mody, do projektowania architektonicznego, do designe’u. Możemy to zobaczyć na przykład w projekcie fasady domu Jamesa Soby‘ego w Farmington.

Calder zaczął oddziaływać także na innych. Zauroczył Paula Nelsona.

Zauroczyć Paula Nelsona nie mógł przecież ktokolwiek.

Paul Nelson to ikona.

Mogła to zrobić tylko inna ikona.

Montreal kochał szczególnie Caldera. Ta wystawa to rodzaj hołdu dla Niego. W 1967 roku w parku Jean-Drapeau stanęła monumentalna rzeźba „Trois Disques“, dzieło znane jako dyskurs w temacie „człowiek i jego świat“ z okazji EXPO 67. To najwyższa rzeźba Caldera w jego życiu. Była odpowiedzią na apel Nickel Company of Canada, właśnie na wspomnianą wystawę światową. W tamtych latach projekt jawił się jako futurystyczna podróż do świata Diuny, zrobił ogromne wrażenie na całym świecie, być może dlatego, że obok tej rzeźby stanęły inne realizacje architektoniczne, łączące się w jednolitą całość jako wizjonerskie przedsięwzięcie artystyczne, w tym osławiony Habitat 67, stworzony przez fenomenalnego Moshe Safdiego.

Calder to już legenda. Artysta dialogu. Jeden z niewielu potrafiących czytać przestrzeń, rzeźbę i ruch. Fantastycznie potrafiący wtopić się w każdy rodzaj tworzenia: od architektury, miasto, po naturalny krajobraz. Widział wszystko wokół: słońce i chmury, drzewa i domy. Czuł wiatr i prądy powietrza. Był bowiem jak ptak. Potrafił fruwać…

Zmarł 11 listopada 1976 roku w domu swojej córki w trakcie pracy nad kolejnym wielkim projetem „stabile“ Hart Senate Office Building.

 

Alexander Calder, Radical Inventor. The Montreal Museum of Fine Arts 2018/2019; National Gallery of Victoria, Melbourne 2019.

8
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
770
razy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *