Berdyszak w Sopocie

Bożena Kowalska, admiratorka twórczości Jana Berdyszaka napisała kiedyś, że jego twórczość jest trudna w odbiorze. W dodatku hermetyczna, co wiązać wypada z oryginalnym sposobem myślenia artysty, odbiegającym od wszelkiej konwencji, mód i przyzwyczajeń.

W jakimś sensie jest to klucz do zrozumienia jego sztuki, uprawianej bardzo konsekwentnie od początków kariery tego znakomitego artysty. Kowalska widziała w Nim bogactwo niedopowiedzeń, niejednoznaczności, ogromu stawianych pytań. W jakiś sposób te skojarzenia wracają, albowiem aktualna wystawa Jana Berdyszaka w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie ponawia to szczególne „Osamotnienie/Niczym kolor którego/Nazwać nie można”

Zamiast skupiać się na powierzchownym pięknie, Berdyszak interesował się zawsze odzwierciedleniem uniwersalnych prawd. Przekonywał do uwolnienia od tyranii logiki i rozsądku, a także do odkrycia prawd, wykraczających poza naszą tradycyjną percepcję. Uzbrojony wszak w niewielką ilość plastycznych narzędzi, budował postać kosmicznego ładu, gdzie wszelkie bramy pozostawiał zawsze otwarte, gdzie każdy mógł postrzegać świat wedle własnej, kreatywnej wyobraźni.

Berdyszak dał niemożliwą do zdefiniowania nieskończoność, a jednocześnie sam w niej utkwił na zawsze, bo przecież jego twórczość to tylko zwięzłe słowa i obrazy, dające sumę kluczowego postrzegania rzeczywistości.

Kowalska przywołuje myśl Rudolfa Arnheima, dotycząca właściwości wyróżniających pracę artysty: „Każde postrzeganie jest równocześnie myśleniem, każde rozumowanie – intuicją, każda obserwacja – odkryciem”. Albowiem czynniki o podstawowym znaczeniu stanowią nie tylko narzędzie tworzenia sztuki, ale jednocześnie przedmiot refleksji.

Ja z kolei, przywołam w tym miejscu strukturę poezji Tanka, wykorzystywanej dość często we współczesnym malarstwie, gdzie najczęściej zawiera się świadomą decyzję, aby uniknąć czegokolwiek, co mogłoby zniekształcić zamierzenia artysty. To najbardziej wyrazista definicja, która łączy w jakiś sposób ten typ postrzegania obrazu.

Berdyszak tworzył zarówno obrazy, obiekty, instalacje, masywne i trwałe kompozycje – które przywoływały skojarzenia jak najbardziej fundamentalne. Coś co kojarzy granicę z bytem lub niebytem. Przyjął taką koncepcję przestrzeni, która może dawać konteksty fizyczne i metafizyczne.

Czytam we wstępie do wystawy Jan Berdyszak „Puste = prawie wszystko”, (pióra komisarza Cezarego Pieczyńskiego):

Berdyszak przemyśliwał zagadnienie formatu dzieła i końcowo uwolnił obraz z odseparowującej go od przestrzeni ramy. Prace te nazwał formatami integralnymi.
Wystawa „Puste = prawie wszystko” prezentowana w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie, po pięciu latach od śmierci Jana Berdyszaka, nie tylko ma na celu przypomnienie dorobku tego wybitnego artysty, ale podejmuje próbę uchwycenia różnych sposobów rozumienia przez artystę pustki jako kategorii filozoficznej.

A zatem mamy wątek pustki, nękającej wielu artystów na całym świecie, w dodatku wrażliwych na temat nicości, uzależnionych od kompleksu przechodzenia do tego, co leży poza dualizmem nieistnienia, a także istnienia, co łączy: otwartość i zamknięcie, albo leży pomiędzy tym, co przychodzi i odchodzi. Ta wieloraka niedefinicja twórczości Jana Berdyszaka, wydaje się być wciąż aktualnym tematem do rozważań o sztuce.

 

Jan Berdyszak, Puste = prawie wszystko, Sopot, 2019

10
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
1.25t
razy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *