Ballada o czerni

Czarny jest królową wszystkich kolorów, powiedział Auguste Renoir. Każdy wie, kim był Renoir. Jego słowa znaczą wiele, a może nawet najwięcej. Lecz nie można powiedzieć, że czerń jest królem, bo to nie ta figura językowa, albo stylistyczna, a królowa to przecież dama, bo kolor jest wszak rodzaju żeńskiego, choć czerń w zasadzie męska. Taki paradoks, przynajmniej w języku francuskim. I niesie od razu za sobą melancholię, elegancję, mrok, albo i chorobliwość. Niesie natchnienie i uzależnienie. Czerń potrafi odrzucić i zauroczyć. Pozwala dać z siebie wszystko. Jak Francja, jak jej sztuka.

Henri Matisse powiedział pewnego razu, że czerń jest kolorem, który w sobie zawiera wszystkie inne, jest jakby sumą wszystkich zdarzeń w malowaniu. Czymś niedotykalnym, niewidocznym okruchem.

W japońskiej poezji znajdujemy, pewien szczególny wiersz, uznany za absolutne arcydzieło, bo dający opis tego, co niewidoczne. Chodzi o górę Fuji, a jej niewidzialność opisał sławny Bashō. Góra została spowita mgłą, utonęła w odchodzącym świetle, zakrył ją mrok, lecz Bashō dostrzegł właśnie wtedy, jej kojące i zmysłowe piękno. Opisał ją tak, jak tylko światło można opisać, choć pozornie już go nie było.

Opisać światło…

Pierre Soulages, Noir, Rodez

Pierre Soulages malował czerń choć mawiał, że maluje wyłącznie światło.

Obrazy Soulagesa powinno się oglądać w mroku. Wtedy czerń na obrazach wabi wszystkimi kolorami, pulsuje, wydobywa światło.

Pierre Soulages, a było to pod koniec lat siedemdziesiątych, miał powiedzieć w ślad za Van Goghiem: co to za cudowne piękno – czerń, podczas gdy mistrz z Auvers-sur-Oise krzyknął naonczas: żółty – ahh, co za piękny kolor.

Kolory…

Czarny. Niełatwo z czerni wydobyć inne kolory, a także światło. Potrafią tak malować tylko najwięksi mistrzowie.

Czerń od dawna towarzyszyła ludziom, jak ta najtwardsza skała, rodzaj powszechnego przesłania, głęboko zakorzenionego w relacji: świat – człowiek.

Z drugiej strony, akurat w naszej kulturze czerń towarzyszyła od początku śmierci, absencji, bólowi, stracie.

Jest wreszcie nieświadomość i mrok, podziemie, piekło, tajemnica.

Mrok nocy i jej bezkres. Jak u Céline.

W grudniu 1946, w paryskiej Galerie Maeght otwarto wystawę – „Czerń jest kolorem”, która miała być solenną zaprawą intelektualną wobec świata. Pokazali się tam Pierre Bonnard, Henri Matisse i Georges Braque. Mistrzowska gra, wirtuozerski koncert. Jak walka Jakuba z Aniołem, panowanie nad wszystkim, nad formą i kolorem. A zatem również panowanie nad czernią, która od czasów Isaaka Newtona, nie tworzyła palety kolorów.

Duet bieli i czerni określił Leonardo da Vinci jako „tylko pigment”. To zdecydowało o losie czerni jako barwie zastępczej. Taki pogląd trwał kilka stuleci.

Czerń, czyli ciemność, mrok, część nocy. Ale przecież to nie tylko śmierć. To nie tylko żałoba, to także atrybut arystokratyczny, autorytet i elegancja. To maestria powściągliwości i dostojności. To urok, atrybut wielkiej szkoły malowania i formy. Można rzec, że czystej formy. A może przede wszystkim.

Kazimierz Malewicz, Czarny krzyż na białym tle, 1915

Gdyby czerń nie budowała formy, nigdy nie powstałby krzyż Kazimierza Malewicza, ujmujące swą prostotą, najważniejsze dzieło suprematyzmu. Przy okazji narodziny figury-manifestu, czystej desakralizacji symbolu jakim jest krzyż, jego ikonografia. Malewicz, niemal w rok po namalowaniu czarnego krzyża, rzekł: „A teraz co?” Był rok 1916.

Z pigmentowej czerni wyłonił się także Jakson Pollock, król akrylu z tuby, czy raczej puszki Duco, która oprócz walorów antykorozyjnych znalazła nowe wcielenie na pędzlu tego wybitnego Amerykanina, bo pzecież odmienił losy sztuki współczesnej.

Czym jest czerń z definicji? U Michela Pastoureau najpierw była Ciemność przed Stworzeniem. Potem czerń symbolizowała wszelakie zło, diabła, siedlisko piekła. Lecz Pastoureau także dowodzi, że paleta czerni biegnie od ohydy po melancholię, wreszcie od pokory po elegancję. I tak jak czerń stała się kodem, etykietą w modzie, tak szarość, jako jej cząstka, stała się symbolem poetów.

W malarstwie czerń była albo kolorem podstawowym, albo zabawą, jak u Paula Gauguina, który nadał jej nowe brzmienie. Ale to właśnie Pierre Soulages stworzył coś nowego, zdefiniował czerń odrębnie. Wymyślił l’Outrenoir a zatem wyszedł poza czerń, choć w niej pozostał.

Czerń jest stanem pierwotnym. Mrokiem przed Stworzeniem. Pojawia się w niej światło. Jest niepokojące, zrazu delikatne. Zatem, patrząc po malarsku jest czerń i biel. Jedno to stan umysłu, a drugie to akt postrzegania. 

Pierre Soulages, Bez tytułu, Rodez

Czerń dla jest wydarzeniem egzystencjalnym. Tak samo jak w poezji Haiku. Malarstwo najczęściej jest także utworem poetyckim. Haiku zamyka się w 17 sylabach. Ile sylab potrzebujemy, aby opisać obrazy? W przypadku tej poezji mamy do czynienia zawsze z tym samym: naturą i zdarzeniami naturalnymi, a my, czyli widzowie znajdujemy się w centrum rzeczywistości empirycznej. Jesteśmy w środku natury. Dlatego nie możemy jej opisać w inny sposób. Tak jak rzekę Kiyotaki, niedaleko Arashiyama. Pamiętamy ten wiersz poety Bashō:

Nurt Kiyotaki/Na fale padły świeże/Igły sosnowe

Na przykład rzeka i jej nurt. Symbol przemijania. Droga.

Pierre Soulages pracował w Sète głównie w lecie. Czasem wpadał i zimą, ale nie dłużej niż na jeden miesiąc. Resztę miesięcy spędzał w Paryżu.

Czerń – pożądanie. Pragnienie. Tak zdefiniował jego obrazy powstałe w Sète jego biograf Michel Ragon. Odwiedził króla francuskiego malarstwa kilka lat po tym jak Pierre Soulages i jego żona Colette wprowadzili się do domu na skarpie, z cudnym widokiem na Morze Śródziemne. Zwrócił uwagę na zapachy tymianku i lawendy, które go obezwładniały, a także na linię horyzontu, która wydała mu się dzielić dwie przestrzenie barw: białą i czerń.

Le cap d’Agde…

Tak jak w jego obrazach.

Soulages powiadał, że ten dom, to jak balkon na morzu. Może stamtąd zobaczyć najciemniejszą jasność. Outrenoir – fenomen optyczny. Ale tylko on go dostrzegał. I tylko on potrafił namalować czerń.

Dlatego jest królem.

Pierre Soulages dziś ma 101 lat, a jego żona Colette 100.

Był świadkiem zdarzeń, które znamy tylko z literatury. Kiedy przybył do Paryża w wieku 27 lat, był to czas wielkiego osadnictwa awangardy. Surrealiści sprzątali po wojnie, Jean Dubuffet spotkał Michela Tapié, a Georges Mathieu, młodszy od niego o dwa lata, po raz pierwszy pojawił się na Salonie w stolicy Francji. Napisał wtedy: malarstwo nie musi przekazywać jakiegoś sensu, ale jest robione zawsze z sensem, świadomością i racją.

Soulages malował pomiędzy godziną 16:00 a 20:30. Potem robił przerwę. Następnie siadał do malowania w nocy. Opisał to Roger Vailland, który asystował artyście w ciągu jednego dnia i jednej nocy malowania, 27 marca 1961 roku…W salonie w Sète wisiał wielki czarny tryptyk, poniżej stał kosz z Sardynii, marmurowy stolik i ratanowe krzesło wedle projektu słynnego Duńczyka Poula Kjærholma.

Soulages czerń malował w nocy.

Leon Bonnat, Victor Hugo, 1879

Jego obrazy nie są nostalgiczne. Jak niekiedy w sztuce się zdarzało. Portret Victora Hugo, namalowany przez Léona Bonnata jest zanurzony w czerni jak poświata księżycowa w nurcie rzeki. Bonnat nauczył się czerni od Tycjana. Pojechał do Prado, aby zobaczyć ją u Velásqueza. Zamknął Hugo jak w chambre noire i spojrzał mu prosto w oczy. Szukając kresu.

Czerń może być też minimum. Tylko tym, co jesteśmy w stanie osiągnąć. Pustką i pełnią zarazem. Jak u Richarda Serry. W 1972 roku namalował stalowy las, szykując się do wystawy podczas Documenta w Kassel. Na wysokim ponad 10 metrów murem, umieszczając czarny kwadrat osiągnął monumentalny, absolutnie doskonały wizerunek sztuki, credo swojej obecności w kulturze. Powiedział: czerń to obsesja…

Richard Serra, Circuit, 1972

 

11
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
710
razy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *