Dimanche 27 Novembre

Z okazji stulecia urodzin Pierre Soulages, wybitnego francuskiego malarza, otwarto w Rodez, jego rodzinnym mieście wystawę Yves Klein, Des Cris Bleus. Autor Embrasure i Atropometrii z Epoki Błękitu, znalazł się tam nieprzypadkowo, albowiem łączyła ich podobna struktura malarska, zbliżone widzenie światła i romas z czystą barwą.

Z tej okazji, wydano fac-similé niezwykłego i rzadkiego wydania manifestu artystycznego Yves Kleina pt. Dimanche 27 Novembre, będącego swoistym zbiorem deklaracji i programu działań Nowej Rewolucji Błękitu. Mamy tam – w tym jednodniowym dzienniku artystycznym: Festival d’Art d’Avant-Garde, Théâtre du Vide i relację z najbardziej słynnego (jak to później czas pokazał) performance Kleina z 1960 roku, znany jako „un homme dans l’espace”, który sfotografował równie legendarny Shunk-Kender. Jak pamiętamy, artysta sfrunął wtedy z dachu budynku przy 5 rue Gentil-Bernard w Fontenay-aux-Roses.

Fotografia Shunk-Kendera stała się częścią dorobku światowej awangardy. Można ją oglądać w Centre Pompidou, a także w okazałym wydawnictwie z okazji wystawy tego niezwykłego fotografa.

Manifest Dimanche 27 Novembre  dostępny w Musée Soulages w Rodez lub za pośrednictwem internetu, jest absolutnym unikatem i perełką edytorską. Wśród wielu tekstów anonsujących zbliżanie się Rewolucji Błękitu, znajdziemy kilka rysunków ukazujących walczących judoków. Jak wiadomo Yves Klein posiadał czarny pas i wyjechał nawet do Japonii, aby podnieść swoje umiejętności. Mistrzowski pas jaki tam otrzymał, nie został jednak uznany przez francuski związek judo.

Wszystkie, niesamowite plany Kleina, przerwała jego niespodziewana śmierć, w czerwcu 1962 roku. Dla pasjonatów jego życia i twórczości pozostaje taki bibelot wydawniczy ku pamięci…

 

14
1
skomentuj
lubię!
przeczytane
203
razy

Hartung i Soulages w Villefranche

O ich wielkiej przyjaźni napisano bardzo wiele. Hans Hartung i Pierre Soulages. Obaj są wszak weteranami sztuki najnowszej. Ikonami, postaciami, bez których nie można sobie wyobrazić ścian współczesnych muzeów. Lecz dla kolejnych pokoleń, patrzących na obrazy tych wielkich mistrzów są, i przecież będą – wciąż niesamowitym odkryciem.

W Villefranche otwarto właśnie wystawę tych dwóch malarzy. Hans Hartung zmarł w 1989 roku, a Pierre Soulages obchodzi właśnie stulecie swoich urodzin. I to właśnie z tej okazji możemy oglądać tę ekspozycję.

Obaj są fenomenami w sztuce. Obaj, choć każdy na swój sposób, zdefiniowali czerń, jako wielobarwność, a także jako światło.

Michel Ragon, legendarny francuski krytyk sztuki, wspominał: Było to przy okazji Salonu Odrzuconych, kuriozalnej wystawy, zaraz po wyzwoleniu, która funkcjonowała dlatego, że dla wielu artystów, zabrakło miejsca na Salonie Jesiennym. Także, nie było dla nich wstępu do galerii paryskich. Udałem się tam, aby zobaczyć kilku młodych, moich nowych przyjaciół. Byli wśród nich Hartung, Atlan i Schneider. Podszedł do mnie wtedy Hans Hartung i powiedział: popatrz na obrazy tego młodego, które wyglądają jakby je zrobił po raz pierwszy w życiu. Nazywa się Soulages…

A weteran francuskiej sztuki Francis Picabia skomentował wtedy: …to są najlepsze obrazy na tym Salonie!

Picabia podszedł do Soulagesa, który miał wtedy dwadzieścia siedem lat, poklepał go po ramieniu i mruknął: kiedy byłem w twoim wieku, spotkałem Picassa i on powiedział mi to, co ja tobie teraz powtórzę – mając tyle lat i z tym, jak malujesz, następna twoja rola, to mieć dużo wrogów…

Pierre Soulages, peinture, Rodez

Hartung mieszkał w Arcueil, w domu swojej żony Roberty Gonzales, znakomitej malarki i córki sławnego rzeźbiarza z Barcelony – Julio.

Soulages mieszkał przez dwadzieścia lat przy rue Schœlcher w Paryżu. Było to jego drugie studio w stolicy Francji. Wcześniej mieszkał w Courbevoie. Soulages podróżował ponadto, pomiędzy rodzinnym Rodez, a Sète, gdzie zbudował dom nad morzem i gdzie zawsze pracował przez 4 miesiące w roku (trzy latem i jeden zimą).

Hans Hartung, bez tytułu, Villefranche

W Paryżu widywali się z Hartungiem niemal codziennie. Łączyła ich wspólna artystyczna liryka, język, to samo pragnienie opowiadania na obrazach o czym i jak myślą na tematy sztuki i życia. Tak samo widzieli kolor, światło, pędzel i gest. Podobnie czuli jako artyści, ale też dobrze im było we własnym towarzystwie. Lubili razem jadać, pić. Spotykać się, aby zwyczajnie pogawędzić. Tworzyli też duet artystyczny. Jeszcze w 1949 roku mieli wystawę w Galerie Lydia Conti, a po jej zamknięciu w Louis Carré. Razem z Hartungiem i Soulages, wystawiał także Gerard Schneider, szwajcarski artysta, podobnie jak ci dwaj, pionier abstrakcji lirycznej.

Na obrazach Hartunga i Soulagesa, połączył czerń. Raoul Dufy powiedział kiedyś tak przy okazji w Louis Carré: jak patrzę na ich obrazy, to dopiero rozumiem, co to jest malarstwo.

Hans Hartung, Pierre Soulages, Le Muc, Villefranche-de-Rouergue, lipiec/wrzesień 2019

17
1
skomentuj
lubię!
przeczytane
232
razy

Dora Maar

Tymczasem w Coupole pozostały tylko wrażenia. Zapach i smaki już nie tamte, choć powiadają, że curry d’agneau à l’indienne przygotowują wedle tej samej receptury co w 1927 roku, kiedy ta oszałamiająca restauracja, była otwierana. Cendras podjechał wtedy Alfą Romeo, a Man Ray Voisine. Był to C11, którego wyprodukowano naonczas dwa tysiące egzemplarzy.

Dora Maar nie widziała jeszcze tych pyszności. Gwiazdą była Lucy Krogh. Była wtedy w ciąży z Paiscin. Jules Pascin, ostatni trubadur Montparnasse. Książe malarzy. Kiedy Foujita opuścił Montparnasse on pozostał na miejscu, pijąc najczęściej z barmanem, samotnie przy cynowym kontuarze, pozostają w myślach sam, lub z Aragonem, wspominając być może śmierć Grisa, albo Apollinaire… Popełnił samobójstwo i jest jak ten Casagemas od Picassa, tragiczną postacią Paryża…

Dora Maar. Piękna i posępna. Muza Picassa, cudowna i tajemnicza jak z portretów Raya, albo nawet Bunuela. Ciemna, a przy tym płomienna – une fervente, ale i efemeryczna jednocześnie. Kobieta, z którą spędzić wieczór, to jak podróż do kresu nocy, że posłużę się teraz Céline…

Dora Maar. Czy można opisać jej życie? Czy można streścić w paru słowach to, kim była i co stworzyła? Można, ale to tak jakby napisać, że wiadro jest puste. Bo czymże jest pustka japońskich poematów od pustki naczynia? Że nie jest pełne?

Można przeczytać całego Sartre i niczego się nie dowiedzieć o życiu.

Dora Maar żyła w cieniu Guerniki.

Żyła w cieniu Picassa.

Namalował ją w 1938 roku. I jeszcze rok wcześniej. Na jednym portrecie jest myśląca, albowiem podpiera dłonią twarz i patrzy na nas. Tak ją widział Picasso. Na drugim, nic nie widział tylko strukturę czaszki. I dwa kolory: pomarańczowy oraz niebieski.

Morita Doji napisał wiersz o Dorze. Japonkę fascynowała jej elegancja, wolność i poczucie niezależności. Choć niektórzy uważają ją za niewolnicę geniuszu Picassa.

Urodziła się w 1907 jako Henriette Dora. Zatem w Coupole, kiedy knajpa stała się Mekką malarzy Mantparnasse’u, była dwudziestolatką. Ale z ostrym zacięciem, bo zaczęła wtedy studia w L’école des Beaux-Arts w Paryżu. Wyjechała wkrótce do Argentyny. Bo jej ojciec, chorwacki architekt już tam mieszkał i Dora jak miała 3 lata została emigrantką w Buenos Aires. Teraz jest w Paryżu i kocha się w poezji Jacquesa Préverta. Chłonie Paryż a wraz z nim surrealistów. Skoro Gala odfrunęła od Eluarda do Salvadora Dali, to ona przyfrunęła do Eluarda. W Les Deux Magots poznaje Picassa. I tak to się zaczęło…

Zmarła w 1997 roku w Paryżu jako uznana artystka, caryca fotografii, wielka, a być może największa gwiazda, której dzieła przemawiają magnetyzmem, siłą i wrażliwością.

Nie można nie fascynować się jej fotografią. Nie można, bo to, tak jakby nie umieć czytać, kiedy słowo jest jedyną rzeczą, która potrafi do nas przemawiać…

Dora Maar, l’œil ardent, fotografie Centre Pompidou, Paryż czerwiec, lipiec 2019

18
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
483
razy

Dubuffet w Marsylii…

W MUCEM wielka retrospektywa Jean Dubuffeta. 290 obrazów i obiektów pochodzących z największych kolekcji francuskich i europejskich. Marsylia stała się zatem tego lata stolicą króla Art Brut. To Dubuffet wymyślił i wykreował ten ruch artystyczny, poniekąd ideę, ducha, albowiem nie był nigdy tworem świadomym.

Art Brut to zjawisko szerokie, obejmujące malarstwo, rysunek, rzeźbę. Mamy tu dwa światy. Jeden to sam Dubuffet jego poszukiwania, tropy sztuki prymitywnej, etnicznej i folkloru, a także chorych psychicznie. I to drugie, czyli fantazje osób, które w tworzeniu odnalazły swoje ukojenie. Występują dwie lekcje. Tę, której doznał od tych ostatnich Dubuffet i ta, którą on dał światu. Dubuffet był jak lokomotywa sztuki minionego pięćdziesięciolecia. Inspirował Amerykanów, Japończyków, wszystkich. Jego sztuka zakręciła kołowrotkiem historii. Stała się tak powszechna, że nazwę Art Brut utożsamiamy z nim, choć był tylko jej kolekcjonerem.

Jean Dubuffet, Lew w dżungli, fragment

Wystawa w Marsylii to pokaz arcydzieł. Miasto europejskiej kultury i wielkiego dziedzictwa śródziemnomorskiego doczekało się niezwykłej obecności. Jesienią wystawa pojedzie do Walencji a potem do Genewy.

Jean Dubuffet, MUCEM, Marseille, maj-wrzesień 2019

11
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
177
razy

Wenecja: Francuzi

Obyś żył w ciekawych czasach – to hasło tegorocznego Biennale w Wenecji, Francuzi zinterpretowali na swój sposób. Marta Kirszenbaum, która jest komisarzem pawilonu francuskiego, mówi, że dla sztuki jej kraju pracowali, przez całe pokolenia emigranci. Artyści, którzy wywodzili się z innych miejsc, innych państw, odległych od Paryża, czasem z Europy, często też spoza niej. Bo właśnie we Francji, zaczęli swoją karierę, która później stała się ich domem, a ich twórczość wtopiła się w krajobraz nazwany sztuką francuską. Przyniosła im i całej Francji sławę. No tak, to może brzmi jak truizm, ale Picasso, Chagall, de Staël, Foujita, Apollinaire, Le Corbusier czy cała masa wielkich postaci, artystów, którzy na trwale złączyli się z Francją, choć przybyli do niej jako dorośli i są nierozerwalną częścią, Francji właśnie. I dziś też tak jest, choć nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę. Francja stała się domem dla wielu artystów, którzy przybyli tutaj jako emigranci. Z tych, których Kirszenbaum wymienia to przede wszystkim: Neil Beloufa, Antoine Catala, Nicole Eisenman, Cyprien Gailard, Jean-Luc Moulène i Ryoi Ikeda. Ten ostatni miał niedawno wystawę w Centre Pompidou, a portal wsztuce.com ją opisał….

W pawilonie australijskim pokazała się Angelica Mesiti, która choć urodziła się w Sydney, to mieszka i tworzy w Paryżu, związana z galerią Allen. Jeśli wymienimy jeszcze dwie postaci: Alicia Knock, która jest komisarzem pawilonu albańskiego, a pracuje na co dzień w Centre Pompidou oraz Vincent Honoré, który szefuje Montpellier Contemporain odpowiada teraz w Wenecji za pawilon Kosowa. Wszystkie drogi prowadzą zatem do Francji. Pawilon francuski pokazuje, jak cały świat składa się na jej wielkość.

Laure Prouvost, zdjęcie Alexander Guirkinger, Wenecja 2019

Oczywiście Francuzi mają swoją reprezentantkę. Nazywa się Laure Prouvost, która pokazuje projekt Deep See Blue Surrounding You / Vois Ce Bleu Profond Te Fondre

To skrzyżowanie performance z video i publicystyką. Ale zdaje się, że wszyscy artyści na Biennale zwrócili się ku naturze i jej nadszarpniętej kondycji, przez co odbiór tej publicystyki artystycznej grzęźnie w dialogu z każdego miejsca globu. Choć to niezmiernie ciekawe. Dodajmy, że pawilon francuski sponsorowała Chanel.

 

6
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
155
razy

Le Corbusier w Ueno

The National Museum of Western Art, Ueno, Tokio, Le Corbusier

W National Museum of Western Art w Tokio, wystawa pt „Le Corbusier and the Age of Purism”. To gmach muzeum sztuki współczesnej w parku Ueno, niedaleko stacji metra, ważnego miejsca dla kultury od czasów Edo, zaprojektowany właśnie przez Le Corbusiera. Przed wejściem, rzeźba Rodina wprowadza wszystkich wizytujących w krajobraz humanizmu i wielkich osiągnięć człowieka na polu sztuki.

Le Corbusier, teatr Bunkamura w Tokio

Muzeum powstało w 1959 roku. Wcześniej Le Corbusier przymierzał się do projektu odbudowy Tokio po dewastacji miasta przez amerykańskie bombowce. W 1956 roku stworzył projekt dla Teatru Bunkamura w Shibuya. Lecz największy jego pomnik powstał właśnie w parku Ueno. Muzeum miało być, w jakimś sensie, darem dla ogołoconej wojną Japonii. Chodziło o fenomenalną kolekcję Matsukata Kojiro, który kilkadziesiąt lat wcześniej, kupował obrazy i rzeźby we Francji czy Anglii. Matsukata posiadał olbrzymie zbiory impresjonistów, symbolistów i kolorystów. Był zafascynowany zachodnią sztuką. Stąd jego pomysł, aby w Tokio stworzyć muzeum zachodniej sztuki właśnie. Plan przewidywał otwarcie muzeum o nazwie “Sheer Pleasure Fine Arts Pavilion”, wedle projektu Franka Brangwyna, lecz kryzys ekonomiczny w 1927 roku unicestwił te plany. Matsukata był prezesem Kawasaki Dockyard Company, w tamtym roku bank finansujący jego firmę upadł. Z tego powodu, ponad 10 000 prac jego kolekcji pozostały w Europie, jak się można domyślać we Francji. Zdeponowane w Muzeum Luksemburskim, a także u Rodina, stały się później częścią łupu wojennego. W 1959 wróciły jednak do Japonii i zdobią do dziś wnętrza muzeum w Ueno. Wydaje się więc, że retrospektywa Le Corbusiera, króla betonu i brutalizmu w architekturze, właśnie w Ueno znalazła odpowiednie miejsce. Puryzm to kreacja, która stała się wizytówką tego architekta. Opisał ją w swej Urbanisme. (koncepcja wzięła się bezpośrednio od Malarza Amédée Ozenfanta w tekście Après le Cubisme). Le Corbusier zaplanował nowe widzenie miasta, domu, w deformującej substancję Paryża koncepcji zabudowy Le Marais. Jego projekty, kontrowersyjne i dające mieszane odczucia, zarówno przez estetyków czy użytkowników (jak miało to miejsce w La Radieuse w Marsylii), stały się z czasem kanonem światowej architektury i na zawsze weszły do historii. Plan przebudowy Tokio nie zyskał akceptacji u Japończyków, lecz warto pamiętać o dziedzictwie jakie niosły idee Le Corbusiera właśnie w tym kraju. Jego 17 obiektów, w tym jednostka mieszkaniowa w Marsylii, a także muzeum sztuki w Ueno zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

9
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
156
razy

Victor Vasarely, przewodnik po Kosmosie…

A teraz oto Victor Vasarely w Centrum Pompidou z wystawą, będącą kolejnym hołdem, złożonym temu wielkiemu artyście. Vasarely to wszak ikona sztuki światowej. Francuz, który był wcześniej Węgrem (rocznik 1906). W Budapeszcie ukończył szkołę Bortnyika, a zatem jego powinowactwa z Bauhausem stały się oczywistą etykietą. Pozostały mu na długie lata, być nawet do końca życia.

W 1931 roku Vasarely wyjechał do Paryża, który stał się jego domem i gdzie zmarł w 1997 roku.

Victor Vasarely, le système Vasarely (1906-1997)

Vasarely kojarzy się z czasami, w których dominował nieprawdopodobny optymizm i nadzieja, że technika rozwiąże wszystkie ludzkie oczekiwania. Spodziewano się wtedy szybkich lotów na Marsa, lektura Arthura C. Clarke czy Stanisława Lema była obowiązkiem każdego inteligenta, a w sztuce pojawił się kinetyzm.

Vasarely zaczynał od „Zebry“, czyli kontrastów czarno-białych, i tak pozostał na długie lata w koncepcji optycznej, w której, cokolwiek pojawiło się na obrazie, zawsze ulegało zmianie, w zależności od kąta widzenia osoby patrzącej.

Przypadków, dla których Vasarely pozostaje w pamięci jest wiele. Skojarzenia z Clarke daje „Supernova“, gdzie w 1959 roku dał upust swojej czarno-białej fascynacji, składającej się z kostek i kropek. Kostki to niebo, a kropki to gwiazdy. Ten fenomen wizualizacji jaki zaproponował, był też w jakimś stopniu odpowiedzią na dręczące pytania, gdzie jest koniec wszystkiego. To filozofia wynikająca z tamtych czasów, niepokój o kres i dalszą drogę, pytania, co kryją gwiazdy i skraj horyzontu. To Lem i Clarke w czystej postaci. Vasarely odpowiedział, tak jak oni: własnym szyfrem.

Od czasów „Zebry na murze“ sztuka Vasarely’ego mocno się rozwinęła, ale raczej w kontekście jej filozoficznego rozumienia. Wciąż pozostał w sferze gry optycznej, która w jego przekonaniu najlepiej definiuje dążenie człowieka do tworzenia doskonałej sztuki. Najpiew była więc „Vega III“ a potem niezwykły „Hommage à Malewicz“, złożony wielkiemu pionierowi sztuki współczesnej. Vasarely stworzył tam krystalicznie czystą optykę. Grę na czarnym kwadracie i jego białym tle. Treści jakie można wysnuć z tej artystycznej zabawy są niepoliczalne. Hołd niezwykły. Urok tego dzieła nieśmiertelny. Vasarely wykonał kilka wersji „Hommage“, ostatnia powstała z aluminium. Powiadał, że czarny kwadrat Malewicza to było okno, przez które ujrzał pustkę. No może nie tyle co pustkę, ale jej dalszy ciąg. To co pustka kryje, lecz nie każdy jest w stanie to dostrzec. Jemu się udało.

I wreszcie „Hommage à Pompidou“. Ten kolejny, niezwykły optyczny obraz stanął w 1976 roku u wejścia do Centre Pompidou, a zatem świątyni współczesnej sztuki, która pojawiła się w Beaubourgu, decyzją tego prezydenta, który zmarł w czasie swojej kadencji i nie doczekał tego, godnego światowego uznania pomnika.

Centrum Pompidou było w tym czasie symbolem wspólnej ścieżki polityki i sztuki, nowoczesnego patrzenia na wnętrze ekspozycyjne, co w dobie eksplozji konceptualizmu i optyki Vasarely’ego, wymagało potężnej gimnastyki umysłowej, aby stworzyć odpowiednią przestrzeń dla rozumienia sztuki, buntu artystycznego i negacji konsumpcjonizmu, co akurat w aktach wizualnych mocno się wtedy zakorzeniło.

Vasarely, Vega200, 1968

W którymś momencie Vasarely wyszedł z kinetycznych form i dostrzegł otaczający go pejzaż. Oczywiście zobaczył go poprzez formy geometryczne. W Prowansji, niedaleko Gordes zakupił starą farmę. Średniowieczne miasteczko urzekło wcześniej Marc Chagalla czy Serge Poliakoffa. Vasarely odnalazł w nim to, co od dawna pchało do tej krainy wielu malarzy, a wśród nich Paula Cézanne’a, ojca ich wszystkich razem wziętych.

W tej krainie wszystkich kolorów Victor Vasarely zobaczył jak słońce układa swoje cienie w sprzecznej perspektywie wraz z przeżartymi od światła zakamarkami starych domów, murów i mostów i stworzył „Nives II“, kompozycje radialne o barwach, które z pewnością przywodzą na myśl klimat Prowansji. W pewnym sensie po Cézanne, van Goghu, czy choćby Staëlu już nic więcej nie można w Prowansji nowego zrobić. „Nives II“ zamknęły klamrą, tę cudowną krainę artystycznego doświadczenia.

W historii sztuki takie klamry pojawiały się w wielu przypadkach, stanowiły granice obszarów sztuki czy kierunków. W konkretnym przypadku geograficznym, w jakimś sensie, a właśnie za sprawą van Gogha czy Cézanne, to Prowansja stała się kręgiem artystycznym. Na jego przykładzie doskonale możemy odczytać ścieżkę, po której podążyli przeróżni artyści i co z tego wyniknęło. Od Cézanne’a po Vasarely’ego. Niezwykła lekcja sztuki. Oda do życia. Odpowiedź na wszystkie dręczące pytania, które zawsze stawiali przed sobą artyści: dokąd zmierzamy?

Victor Vasarely, Le Partage des Formes, Centrum Pompidou, 2019

Luty 2019

9
1
skomentuj
lubię!
przeczytane
353
razy

Ryoji Ikeda, Continuum

Wystawa Ikedy w Centre Pompidou to formalnie rzecz biorąc, raczej spektakl, którego wymowność tytułu miała nas przenieść do świata pytań o meta-trwanie. Każdy, kto patrzy na Ikedę wie, że tego typu odniesienia są następstwem pojmowania diapazonu jako skali, nie tyle co muzycznej, lecz logicznie łączącej dwa światy. Ten drugi, to oczywiście obrazy.

Ikeda zaczynał jako muzyk. Dźwięki były dla niego artystycznym trwaniem. To od nich zawsze czynił pierwszy krok. Dopiero drugi to były video i kształty. Pisząc „kształty“ , definiuję je trochę jak obrazy. Lecz nie dosłownie w sensie malarskim. Bardziej jako rodzaj konstruktywistycznej przestrzeni, która nabiera oblicza, gdy płynie w określonym rytmie. Powinowactwa są tu przeróżne.  Od grafik Kazumasa Nagai po eksperymenty Christiana Boltańskiego. A zatem mają intermedialny charakter.

Ikedę należy oglądać „na żywo“. Przynosi najwięcej wrażeń i estetycznego doświadczenia. Czuć wtedy trwającą u niego akustyczną wibrację. Potrzebę łączenia wielu doświadczeń. Wibracje odczuwamy siedząc przed jego Continnum. Obrazy mkną w rytmie tych wibracji. Choć to muzyka. Ale całość wygląda tak, jakby czarno-białe płaszczyzny Ryszarda Winiarskiego puścić w ruch. I nadać im harmonijnego rytmu, właśnie poprzez wibracje. Choć słowo „harmonijne“ kojarzy się z łagodnością. Celem Ikedy jest raczej odwrotność łagodności.

Pochodzi z Gifu. Miasta leżącego w centralnej Japonii, niedaleko Kiso. Za czasów Edo, biegł tamtędy sławny samurajski trakt do Kioto zwany Nakasendō. Znajduje się tam również zamek Kanō, zbudowany po legendarnej bitwie pod Sekigaharą.

Ikeda wyemigrował do Paryża, gdzie od lat tworzy i mieszka.

Edouard Longue

 

Ryodi Ikeda, (urodzony w 1966 roku) wystawa Continuum w ramach festiwalu sztuki i historii Japonii „Japonismes 2018“, Centre Pompidou, Paryż, lipiec-sierpień 2018.

 

19
1
skomentuj
lubię!
przeczytane
889
razy