Michał Milberger

Rzeźbiarz. Żyd z urodzenia. Polak z wyboru. Obywatel Francji zakochany w Rosji. Urodził się 31 grudnia w 1922 roku w Warszawie. Zmarł w Ivry-sur-Seine 18 grudnia 1997 roku. W latach 1938-1939 studiował w warszawskiej Wyższej Szkole Sztuk Pięknych. II wojna światowa przerwała te studia. Stracił w niej wszystko, co posiadał, a nade wszystko najbliższych i rodzinny dom. Uciekając przed niemieckim okupantem znalazł się na terenie Związku Radzieckiego.

Michał Milberger i Czesław Miłosz, zdjęcie pochodzi z Re/cogito i wykonał @Marek Wittbrot (1997)

W latach 1940-1948 przebywał najpierw w Mińsku, a następnie w Moskwie. Tam rozpoczął studia na Akademii Sztuk Pięknych. Uzyskał doktorat z historii sztuki i otrzymał katedrę w moskiewskiej uczelni. Po jedenastu latach od zakończenia wojny powrócił do rodzinnego miasta. Wówczas był już renomowanym rzeźbiarzem. W Warszawie objął stanowisko profesora w Akademii Sztuk Pięknych. W 1962 roku wyjechał na krótko do Berna w Szwajcarii, aby rzeźbić głowę Friedricha Dürenmatta. Później ruszył dalej, do Nowego Jorku. Namowy Isaaca Bashevisa Singera nie nakłoniły go do pozostania w Stanach Zjednoczonych. Powrócił do Europy. Zatrzymał się w Paryżu. To, co miało być przystankiem, okazało się stałym miejscem pobytu. Nad Sekwaną bowiem zamieszkał i pracował. W XV dzielnicy przy 12 rue, Borromée miał swoją pracownię.

W Związku Radzieckim kształcił się u profesora Władimira Faworskiego. Za swego mistrza uważał Xawerego Dunikowskiego. Fascynowały go rzeźby Georga Kolbego i Charlesa Despiau oraz prace Władimira Tatlina. Był chodzącą „skarbnicą wiedzy”. Przyjaźnił się z wieloma postaciami ze świata nauki, literatury i sztuki, m.in. z Levinasem, Suckewerem i Zadkinem. Wielkie dzieło życia Michała Milbergera, to rzeźba figuratywna. Rzeźbił znane i prestiżowe postaci XX wieku, polityków uczonych, pisarzy, artystów, laureatów Nagrody Nobla ale przede wszystkim prezydentów i premierów izraelskiego państwa.

W Moskwie pozostawił po sobie płaskorzeźbę z 1955 roku, zatytułowaną Spotkanie Aleksandra Puszkina z Adamem Mickiewiczem  oraz pomnik Aleksandra Hercena. Popiersie profesora Leopolda Infelda z 1962 roku wykonane w brązie zdobi Uniwersytet Warszawski. Generał Koening, Marszałek Francji, oraz profesor Jacques Monod, laureat Nagrody Nobla, oba popiersia w brązie wykonał na zamówienie francuskiego rządu w latach sześćdziesiątych. Uhonorował także polskiego noblistę, rzeźbiąc popiersie poety i prozaika Czesława Miłosza.

Artysta brał udział w licznych wystawach zbiorowych. Pierwszy raz pokazał swoje prace w Mińsku w 1940 roku. Pierwsze sukcesy przyszły po 1947. Jego rzeźby można było oglądać w Moskwie w latach 1950-1960, następnie w Paryżu w okresie między 1975 a 1991 rokiem, jak i w Nowym Jorku w 1986 roku. W Paryżu w1982 roku zdobył nagrodę Nathana Zylbererga, później, w 1985 roku został odznaczony Srebrnym Medalem Miasta Paryża. W 1986 w Nowym Jorku zdobył Nagrodę Zhitlowskiego, a w Izraelu w Tel-Avivie, Prix Manger w 1988. Kolejną nagrodą była Prix Korman, otrzymał ją w Paryżu w 1989 roku.

Ostatnie jego rzeźby to popiersia Heinza Galińskiego i Iccaka Rabina, premiera Izraela, który zginął w zamachu w 1995 roku.

Michał Milberger rzeźbiąc pracował przede wszystkim z modelem. Jednak poza licznymi brązami jakie po sobie pozostawił w starej Europie, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Argentynie, parał się jednocześnie miniaturową rzeźbą, często tworzoną w terakocie. Te niewielkich wymiarów kompozycje, wyczarowane w glinie, czasami w gipsie, a nawet i w brązie to była: Czułość, Szepty, Oczekiwanie, Hiob, cierpiący bądź zapatrzony w niebo, czy też Oblubieniec i oblubienica. Rzeźbami tymi składał artysta hołd cierpieniu, ubóstwu, bezbronności, uczuciom jakie targają każdym człowiekiem.

Marzył o spotkaniu z papieżem Janem Pawłem II. Pragnął wyrzeźbić Wielkiego Polaka, jednak jego marzenie się nie spełniło. Zmarł w podparyskiej „przechowalni” dla umierających.

Odszedł w samotności. 24 grudnia 1997 roku został pochowany na cmentarzu komunalnym w Bagneux.

13
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
1.75t
razy

Architektura ciała i przedmiotu

 

 

Artur Majka, architekt, grafik, rysownik, malarz, i fotograf w jednej osobie, postanowił zaprezentować swoje prace w Espace Sorano przy rue Charles Pathé podparyskim Vincennes. Wernisaż odbył się 14 lutego. Wystawa potrwa kilka tygodni.

Niewielka, oszklona galeria pomieściła szesnaście niejednorodnych prac. Zróżnicowany obraz wizualny, będący jednocześnie spojrzeniem wstecz, okazał się zestawieniem różnych malarskich wariacji. Peinture, bo taki tytuł nadał swojej kolekcji malarz, nosi w swoim przesłaniu wiele pojęć. Zróżnicowanie technik i tematów, budowane z konsekwentnym uporem, pokazało w przypadku autora serii Kolaży, Pejzaży czy Wygnanych skalę zainteresowań twórcy. Z materią malarską (i nie tylko) zmaga się on ponad trzydzieści lat. Ciągle poszukuje nowszych technik i rozwiązań. Nade wszystko po to, aby – przedkładając kolor i temat nad ,,chaotyczną żywiołowość” i monotonną fakturę – nadać swoim wizjom nowy charakter.

Artur Majka nigdy nie ukrywał, że hołduje sztuce ,,która swą formę bierze z linii samego życia”. Wzorców jest wiele. Są one przydatne, bądź nie, ale były i będą istnieć dotąd, dopóki świat będzie trwać. Z różnorakich archetypów biorą się jego tematyczne cykle bądź serie: Chrystus, Existences, Głowy, Homo anonymus, Krzesła, Miasto, On i ona czy Schody do nieba. Tematy, jakie są dla niego inspiracją, poniekąd stają się jego pasją. Całkowicie się w nich zagłębia i zatraca. Nie stanowią one zamkniętego rozdziału. Są raczej etapem. Chętnie do nich powraca. Konsekwentnie przetwarza je i nadaje im nowy, głębszy sens. Wszystko ma swój egzystencjalny, emocjonalny a zarazem wizualny wymiar.

Artur Majka, Espace Sorano, Vincennes, 2019

Nie wszystkie tematyczne serie, jakie dotychczas powstały, można było zobaczyć w Espace Sorano. Nie była to wystawa retrospektywna, ale dała pojęcie o rozległości zainteresowań, jak i o możliwościach twórcy. Oscylujące na pograniczu figury i abstrakcji, zważające na stylistyczną klarowność i czytelność przekazu, realizowane z pomocą kilku technik na raz, dzieła paryskiego malarza i architekta są dowodem, że i dzisiaj możliwy jest bardzo zdecydowany, odważny, a zarazem subtelny przekaz. Rzadko się zwraca na to uwagę, ale – trzeba to podkreślić – Artur Majka jest mistrzem kontrastów. Świadczy o tym seria Inspiracje warszawsko-lwowskie, cykl Schody do nieba, wykonany techniką sitodruku, jak i malowana czarnym i kolorowym tuszem seria Krzesła. Nie są to nowe tematy, ale – dla każdego, kto wcześniej miał do czynienia z jego pracami, jest to oczywiste – ciągle dochodzą nowe elementy. Artur Majka po prostu wciąż zaskakuje, chociażby niecodzienną, oryginalną architekturą ciała i przedmiotu. Podejrzewam, że zaskakuje również siebie.

 

Paryż, luty 2019

7
1
skomentuj
lubię!
przeczytane
1.47t
razy