Art Brut po japońsku

W Paryżu trwa wystawa „Art Brut Japonais“, będąca hołdem i retrospektywą jednocześnie dla znaczącego kierunku w sztuce tego kraju.

Prawie sześćdziesięciu artystów z kilku pokoleń, pokazało w Halle Saint-Pierre obrazy, rysunki, obiekty i rzeźby – wszystkie będące głosem surowego pojmowania schematu tej sztuki wraz z pokrewnymi, wolnymi od wszelkiego wpływu kierunkami jak dadaizm, taszyzm czy informel. W takim kontekście widzimy twórców ukształtowanych intelektualnie, wyrażających swoją odmienność, opierających się na czystym i wolnym od patetyzmu dialogu z poetyką bliską formuły Jean Dubuffeta i zasłużonego niegdyś Towarzystwa Sztuki Surowej.

Japończyków nie postrzegamy jednak jako spadkobierców dawnej wystawy w Musée des Arts Décoratifs z 1967 roku, kiedy odkryto dla świata „Art Brut“. Nie ma też u nich fascynacji terapeutyczną formą sztuki surowej, znanej ze szkolnych manifestów psychiatrii. Mamy do czynienia z czymś bardzo świadomym, raczej ekstremalnym eksperymentem artystycznym, w którym dominuje ekspresja i język pochodzącym od „Art Brut“ w pierwotnym jej wydaniu. Oczywiście geniusz Jean Dubuffeta w tym przypadku jest nie do przecenienia. Dubuffet określał swoją sztukę jako totalnie będącą poza analizą i logiką, źródłowo poza sferą kultury kreowanej w myśleniu dogmatycznym.

Masaru Inoue, Déesse

Nie pozostając w antagoniźmie z tamtym relatywizmem, sztuka Japończyków wykracza poza sferę pierwotności i czystości, bowiem karmi się właśnie jej źródłami. W końcu zachodzi tu kontekst geograficzny i silne osobowości w tle, jak wspomniany Dubuffet, ale także Tapié oraz Breton.

Ale też nie jest to dekoracja, operowanie symbolami i znakami, które choć wzięte od „Art Brut“ mogłyby fascynować jak na przykład artystów Nowej Fali czy niegdyś Kubistów. Mamy tu bowiem: ból, rozpacz, czarny deszcz, brak snu, schizofrenię, zagubienie… Czyli, wszystko to, czego szukał Dubuffet do swojej kolekcji. A także jest i stylizacja, fascynacja pierwotnym brzmieniem, tak jak widzimy to u outsiderów, na przykład Jean-Pierre Vanhonsebroucka. W tej sztuce raczej trudno o wyrafinowany styl, będący pokłosiem gruntownego wykształcenia w Akademii.

Yukio Karaki, Hiroshima

Zacząć trzeba od Yukio Karaki, będącego jednym z dwóch znanych hibakusha, czyli uratowanych w Hiroshimie po ataku jądrowym. Karaki miał piętnaście lat, kiedy znalazł się trzy kilometry od hiper centrum eksplozji. Od tamtego czasu pozostał mu w pamięci koszmar, który stał się jedynym motywem jego obrazów. Zwęglone ciała, sterty trupów na nabrzeżu, płonące miasto. Pomijając linearność i ekpersyjny styl malowania, trudno zaliczyć Karakiego do artystów stylu. Zrobił to jednak komisarz wystawy, odnajdując u niego pierwotny aspekt „Art Brut“, jak: naturalność i motyw. Karaki pracował jak listonosz, przez jakiś czas przebywał w Niemczech. Jego obrazy, drapieżne i mocno ekpresjonistyczne zbliżyły go wtedy do A.R. Pencka, ale z jakiegoś powodu, może właśnie owej traumy, wiązanej w tym przypadku z chorobą, odnajdujemy go w japońskiej „Art Brut“.

Jest tam także Masaru Inoue. Jego imię i nazwisko nosiły wybitne osobistości Japonii jak choćby ten, pochodzący z klanu Chōshū, wysłany w połowie XIX wieku do Londynu na studia inżynierskie, a potem słynny budowniczy kolei i twórca Kisha Seizo Kaisha. Jego pomnik z brązu stoi aktualnie obok wejścia na stacji Marunouchi w Tokio.

Inoue – malarz, zaczął malować jak miał 70 lat. Jego narzędziem jest ołówek. Rysuje figury ludzkie, zwierzęce, zazwyczaj na czarnym tle. Ekspresja, prostota i język zbliżyły go do dadaizmu, wycinanek surrealistów, a nawet karykatury. I dalej Satoshi Nishikawa, pracujący w ceramice, tworzy formy cylindryczne przypominające rzeźby z Mali. Są to figury w piramidalnym ujęciu, niezwykle ekspresyjne i także, jak w przypadku Karaki, kierujące uwagę na Nowych Dzikich i język spadkobierców dadaizmu. Do afrykańskich inspiracji nawiązują Mitsuteru Ishino czy Kazuma Ashida. Ten ostatni pracujący również w ceramice, w której czuje się bardziej jak rzeźbiarz francuskiego akademizmu.

Tak jak ojcem „Art Brut“ jest Jean Dubuffet, tak jej matką w Japonii została Yaoi Kusama, wybitna rzeźbiarka i malarka, która zainspirował całe pokolenie, pozostających na uboczu nurtów sztuki. Autorka „Infinity Mirrors“, stała się bowiem iluminacją i twarzą wystawy w Tokio pod tytułem „Art Brut“, w której pokazali swoją twórczość, wybrani przez nią artyści sztuki surowej. „Sztuka inna, sztuka ta sama?“ – tak Kusama prowokacyjnie interpretowała wybory do tej wystawy, a zatem ludzi o zdiagnozowanej schizofrenii, autyźmie, ludzi wykluczonych, osamotnionych, pełnych wszelakich lęków.

„Bo czy przypadkiem Vincent van Gogh nie był schizofrenikiem, opętanym szaleńcem, nękającym swoich przyjaciół swoimi urojeniami. Żyjącym w odosobnieniu i permanentnej ucieczce od realnego świata?“ Pytała Yaoi Kusama…

Art Brut Japonais II, Halle Saint-Pierre, Paryż 2018/2019

4
0
skomentuj
lubię!
przeczytane
1.52t
razy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *