Araki

Na wystawie Gry w Sopockiej Państwowej Galerii Sztuki, jeden z bohaterów ekspozycji to Nobuyoshi Araki, prawdziwa legenda współczesnej fotografii, artysta magnetyczny i cokolwiek kontrowersyjny.

Araki jest jak Yukio Mishima w „Złotej Pagodzie”. Czytamy zatem: „…miał ojciec rację, że Złota Pagoda jest najpiękniejszą rzeczą na świecie, napisałem w liście do ojca, w odpowiedzi przyszedł telegram od matki, że ojciec dostał strasznego krwotoku i zmarł”. 

Trzeba mieć mocny charakter, aby znieść fotografie Arakiego, lecz z drugiej strony, nie ma na całym świecie bardziej uzależniających. Nawet Daido Moriyama nie jest w stanie dorównać mu perwersją, magnetyzmem erotycznych skojarzeń i zwyczajnego zaglądactwa pod damskie majtki.

Daido nie zdejmował nikomu majtek. Podpatrywał jedynie przez dziury w płocie. Araki zdejmuje najpierw majtki, potem stanik, pozostawia jedynie zadarte sukienki, każe modelkom rozkładać nogi albo wieszać się na lampie. Jest więc perwersyjny.

Na początku był Eros i Śmierć. Jego pierwszy, wielki wątek, którym zdobył świat. To oczywiście temat filozoficzny, ballada o losach człowieka. Inaczej niż u Kobayashiego, lecz za każdym razem o tym samym. W końcu lot pszczoły i drżenie kwiatu niczym nie różni się od szumu wiatru. To porównanie, wzięte z Mishimy mówi wyraźnie o tym, jaka jest ścieżka japońskiego myślenia. Prowokacja tak, ale tradycja koniecznie. Bo przecież Japończycy mówią, że nie ma żadnego słowa porównania, aby cokolwiek opisać…

Generalnie w literaturze japońskiej jest bardzo zimno. Nawet płomień. Może dlatego Araki podarował fetysze, którymi okazały się genitalia, ciało kobiece, bandaże, stękanie i smutek lalki. Gorący płomień erotyzmu stał się zimny. Nieruchomy, zamarznięty świat, zamierające formy czaru. Jak ta Chryzantema z powieści Lottiego, która była piękna nie dlatego, że była kwiatem, tylko tak się nazywała…

Dziewczyny całkiem młode, z siniakami albo bliznami, z ostrym makijażem, erotyzm całkiem surowy, bez osłonek i bliższy kultowi fallicznemu, który nam towarzyszy wszak od wieków, bez względu na szerokość geograficzną. Wreszcie bicie głową w mur, sponiewieranie postaci, chaos, ale i porządek jednocześnie – jak w tej japońskiej, odwiecznej doktrynie, że pustka wędruje razem z głębią…

Wszystko to odnajdujemy w pracach Arakiego, silną japońskość i zgrzyt współczesnego buntu, o wyraźnym odruchu kontestacji.

Araki urodził się w 1940 roku w Tokio, studiował na Chiba University, próbował swoich sił w filmie. Fotografia to jego medium do wyrażania samego siebie, opowiadania o świecie, który nas otacza. Napisał „Lekcję fotografii integralnej“, historię rozpoczynającą się w 1963 roku, kiedy debiutował w agencji Dentsū. To książka, tkwiąca pomiędzy fotografiami, a anegdotami, opowieść o cierpieniu. Albowiem uzależnienie od fotografowania jest jego cierpieniem. To nie tylko pasja, zacięcie czy zażarta walka. To raczej zdumiewająca obecność o barwie spławianego drewna, o nieustającej chandrze, ułomności bytu, znanej wszak z powieści Inoue, zatem na wskroś japońskiej, a tutaj wrzuconej gdzieś na cmentarzysko prostytutek z Yoshiwary i tragiczną śmierć swojej żony Yokô.

Historia rozbitka…

Paryż, kwiecień 2019

 

Nobuyoshi Araki, na marginesie wystawy w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie, Gry Prace z kolekcji Galerii Starmach, 2019

 

12
1
skomentuj
lubię!
przeczytane
880
razy

Jedna odpowiedź do “Araki”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *